Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

by Albi (albi@lac.mud.org.pl lub albi@agat.wsrp.siedlce.pl)

                            Pierwsze godziny.

Pieciuset ludzi uwijalo sie jak w ukropie. Trzeba bylo rozlozyc baze,
zainstalowac kopalnie, otworzyc ladowisko dla transportowcow i zrobic wiele,
bardzo wiele innych rzeczy. Z tym wszystkim nalezalo sie wyrobic w ciagu
tygodnia. Po tygodniu tony materialu zaczna plynac do kosmicznych przetworni
by sluzyc firmie Eden Transsolar.
To juz dziesiaty ksiezyc uzytkowany przez ludzkosc. Zuzytkowanie pierwszego,
jedynego ksiezyca Ziemii zajelo 30 lat. Potem bylo szybciej.
Jesli chodzi o Ksiezyc Drugi, Planety Czwartej gwiazdy Xn10475-673, proces ten
byl o wiele szybszy. Bo jedenascie dni wczesniej myslano, ze Xn10475-673
okrazaja tylko dwie planety. Osiem dni wczesniej nikt nie wiedzial o
ksiezycach Czwartej Planety. A za tydzien bedzie tu w pelni sprawna ziemska
kopalnia.
Kiedys tak jak ksiezyce bedzie sie zasiedlalo planety. Kiedys.

Wiele ekranow migalo radosnie i wyswietlalo tony tekstu lub widoki z jakichs
kamer. Do dowodztwa doplywal nieprzerwany strumien raportow;

[cnstr] Zainstalowano podstawy platform wiertniczych.
[expt] Dalsza konstrukcja platworm wiertniczych wstrymana. Powod:
 [trans] brak materialow w  (miejsce konstgrukcji platform)
[trans] Automatycznie wydano polecenie transportu materialow do 
[sci] Obserwatorium 2 - probne obserwacje - obserwatorium dziala
 [sci] Obserwatorium 2 - probne obserwacje - wykryto niezidentyfikowane
       konstrukcje na "Ksiezyc Pierwszy".
[trans] Materialy konstrukcyjne dostarczone na . Wolne zasoby
        transportowe.
[cnstr] konstrukcja platform wznowiona.
[trans] pytanie: czy wolne zasoby transportowe przeniesc na trase
         czy tez na 
 [trans] obie trasy maja te same priorytety (6) i rowne obciazenie (32)
[sci] Obserwatorium 2, Mark Adams (kierownik obserwatorium)
"Wy tam, chyba mamy budowle OBCYCH!!! Przyslijcie do nas kogos waznego!"

Po ostatnim komunikacie sala kontrolna wypelnila sie nagle krzykiem i tupotem.
Blyskawicznie wydano polecenia najnizszym ranga i obdazonym najmniejszym
refleksem, by zostali na stanowisku i pilnowali postepu w pracach
konstrukcyjnych. Na ekranach pojawilo sie kilka zdjec z punktu obserwacyjnego.
Przedstawialy uklad czarnych plam i kwadratow polaczonych (prawdopodobnie)
niewidocznymi z tej odleglosci nitkami tuneli i pasazy. Tak przynajmniej
wygladalo to u ludzi. Ktos, kto nie jest specjalista od baz ksiezycowych nie
zauwazylby nic obcego (ani nic ludzkiego) w tych kilku rozmytych kolkach i
kwadracikach.
Po paru minutach grupa ludzi z kapitanem projektu na czele (zeby nie
komplikowac kwestii formalnych zawsze ten sam czlowiek dowodzil wyprawa
kosmiczna i pracami budowniczymi i wydobywczymi i nosil tytul kapitana)
Wpadla do przyciasnego obserwatorium. Nie wylo widac wiecej niz to, co bylo
przeslane do dowodzania - ciemne kwadraciki na powiezchni ksiezyca i troche
niezrozumialych wykresow. Jednak ludzie, ktorzy sie tutaj cisneli mieli to
wspaniale uczucie bycia w centrum wydarzen.
-Skad wiemy, ze to obcy.
-Poniewaz jestesmy pewni, ze to nie ludzie.
-Oni o nas wiedza?
-Bardzo prawdopodobne. Ale wyladowalismy jedenascie godzin temu i przez
caly cza zaslaniala nas planeta, wiec mogli rownie dobrze nie zauwazyc.
-Czemu nie zauwazyly ich sondy?
-To byly sondy geologiczne, nie mialy nawet zamontowanej kamery optycznej.
-Dobrze. Trzeba ich zniszczyc.
-Zniszczyc? To moze byc najwieksze odkrycie od czasow wynalezienia maczugi!
-Jest tysiac razy bardziej prawdopodobne, ze oni zapragna zniszczyc nas, zanim
my dorwiemy ich, niz ze przywitaja nas po przyjacielsku i powiedza "czesc,
jestesmy pokojowo nastawieni i pragniemy by nasza cywilizacja stala sie
czescia holdingu Eden Transsolar a nasz gatunek obiektem badan naukowych"
-Tak to ujmujac, owszem, ale mozliwy jest dialog.
-Czy ty wiesz co to znaczy obca forma zycia ofermo? Chodzi o slowo "obca".
Probowales kiedys zrozumiec kota? Jesli zrozumienie kota jest niemozliwe a
"dialog" pomiedzy zeimskimi moocarstwami tez nie wyglada na cos realnego w
bliskiej przyszlosci, to jak ty to sobie wyobrazasz ze stworzeniami, maja 2
glowy, 3 nogi i rozmawiaja zmieniajac kolor?
-Watpie zeby tacy byli.
-To byl przyklad. A teraz zwolac mi tu wszystkie zespoly naukowe!
Powstal maly rozgardiasz, wszyscy ludzie upchani w pomieszczeniu rozgladali
sie po sasiadach i pytali kto jest a kogo nie ma.
-Wszystkie zespoly naukowe, kazdy w skladzie prawie pelnym, sa na miejscu.
-Dobra. Kto ma jakis pomysl jak zniszczyc wroga baze? Panowie obserwatorzy,
moze podacie jakies dokladne parametry, moze sami cos wymyslicie.
Ja i komputery sluza pelna informacja na temat zasobow bazy (ktore nie sa zbyt
wielkie a napewno nie zawieraja broni ciezkiej). Pomyslodawca dostaje
dziesieciokrotna rente, nagrode w wysokosci 100000$ i zaraz wraca na ziemie na
dozywotnie wakacje!
Znowu podniosl sie szum, tym razem wiekszy. Uczeni zaczeli zachowywac sie jak
na teleturnieju, rzucono kilka pomyslow absurdalnych, kilka takich, ktore
absurdalnymi lub przynajmniej nierealnymi okazaly sie dopiero po przemysleniu.
"Pytania pomocnicze" i odpowiedzi na nie fruwaly ponad glowami zespolow
naukowych skulonych jak naradzajace sie druzyny baseballowe. Burze mozgow
psulo nieco to, ze najgoretszym tematem rozmow i najeczesjsciej zadawanych
pytan byl problem nagrody i dozywotniej dziesieciokrotnej renty.
W miedzyczasie wyslano raport na ziemie. Raport brzmial "znalezlismy obcych,
rozpoczynamy walke". Wiecej raportow nie wyslano.
W koncu zglosil sie reprezentant biologow;
-Widzial pan kiedys taki stary film "obcy".
-Bez wstepow, mow co wymysliliscie.
Biolog nie mogl sie jednak powstrzymac;
-Otoz dysponujemy mnostwem takich potwornych gatunkow, ktore potrafia sie do
wszystkiego dostosowac, bezwzglednie zabijaja i sa w stanie zniszczyc kazda
obca forme zycia. Sa malutkie i nie maja takich zebow, ale to nic...
-Dobra. Chce pan wyslac jakies wirusy. Jak?
-Nie wirusy tylko bakterie. Wirusy sa przystosowane do konkretnego zywiciela a
przynajmniej do konkretnej formy zycia, gdyz wykorzystuja jej mechanizmy
rozmnazania komorkowego, zeby rozmnazac siebie. Tymczasem dobra zdrowa
bakteria zezre wszystko, co nie jest toksyczne, i strawi, niezaleznie od
tego, jak to jedzenie bedzie mialo zbudowane nukleotydy czy cokolwiek innego.
-A jesli sa z krzemu?
-Malo prawdopodobne. Z wegla da sie zrobic wiecej zwiazkow wiec bardziej
prawdopodobne sa weglowe formy zycia.
-Skad wziasc i jak wyslac? ... A jak sa toksyczne?
-Mamy kupe lekow homeopatycznych i szczepionek, z ktorych mozemy wypreparowac
zywe bakterie. Zapakujemy tez wirusy, na wszelki wypadek, poprostu wszystko co
mamy. Mamy tez trche doswiadczalnych kolonii. Nie jest tego wiele, wiec
trzeba bedzie rozmnozyc bakterie. I wirusy tez namnozymy.
-Przezyja upadek wahadlowca na ksiezyc?
Jakis technik rzucil temperatura z jaka wahadlowiec wybuchnie, podejrzewajac
(slusznie) ze informacja ta bedzie potrzbna.
-Powinny bez problemu.
-Dobra, to wysylamy obcym bombe biologiczna. Przygotowac mi to. Macie pol
godziny!
-Ile?!?!
-Nie rozdziawiaj sie tylko zabieraj sie do pracy!
Po pol godziny gotowe bylo kilka buteleczek najgrozniejszych drapieznikow
Ziemii rozpuszczonych w wodzie. Biolodzy mieli obled w oczach nie wspominajac
o duzo za duzym tentnie, ale zdazyli.
W miedzyczasie kapitan kazal przyslac do siebie kilku skazancow, ktorzy kare
smierci zamienili (niezbyt szczesliwie) na prace w kopalniach pozaziemskich.
-Panowie! Wysylamy was na misje kontaktowa w kierunku bazy obcych. Nie ukrywam,
ze nie mamy pojecia jak obcy zareaguja i czy to przezyjecie. Dlatego wysylamy
was, a nie bardziej reprezentatywnych przedstawicieli ludzkosci. Jeslii jednak
przezyjecie i przyniesiecie nam mozliwie jak najwiecej informacji, stajecie
sie ludzmi wolnymi. Oto odpowiednie dokumenty. Niema grupa odpowiedziala
ozywieniem. W niektorych oczach pojawila sie iskierka nadziei, w innych -
strachu. W koncu nastroje optymistyczne przewazyly i grupka wydala z siebie
cos na ksztalt owacji.
-Nasi uczeni opracowali srodek, ktory uodporni was na choroby, ktore moga
przeniesc obcy. Przyjmijcie to zaraz po starcie. Wczesniej nie otwierajcie.
Mozecie odejsc.
Bomba biologiczna ruszyla w kierunku obcej bazy. Jesli tamci okaza sie nie
mniej obcy niz niegdys indianie, grypa ich wymorduje w ciagu doby!
Po pol godziny lotu, ponad setce par oczu ukazal sie nowy obrazek - w srodku
zgrupowania kwardacikow (widocznych teraz dosc wyraznie, gdyz ksiezyce byly
calkiem blisko) pokazala sie mala jasna kropeczka - eksplozja wahadlowca.
Potem uczonym wydawalo sie, ze widza ruch, startujace pojazdy, ewakuacje i
panike personelu bazy (o kurcze! przeciez ta baza mogla byc tak naprawde w
pelni zautomatyzowana ... coz, za pozno na takie refleksje).
Wykresy na komputerach wyraznie pokazywaly, ze nadprogramowy ruch nie zostal
zaobserwowany. Jednak komputery nikogo nie przekonaly. Wszyscy widzieli
biegajace w panice zielone ludki.
Kilkanascie minut pozniej, na duzo mniej obserwowanych monitorach pojawily sie
niewielkie biale kropeczki. Biale kropeczki pedziely w kierunku Pierwszego
Ksiezyca. Po czterdziestu minutach osiagnely cel. Wtedy ekrany z czarnymi
kwadracikami staly sie nagle jaskrawie biale, potem zaczely mienic sie
kolorami. Po chwili uspokoily sie i ukazaly przyswoicie wygladajacy i niczym
nie rozniacy sie od sasiadow ksiezycowy krater.
-Zniszczyli swoja wlasna baze! Parszywi bezduszni stechnologizowani
barbarzyncy. Zabili swoich zeby nie zarazili reszty!
Jeszcze bardziej martwilo to, ze takie same niepozorne biale kropeczki byly w
polowie drogi do Drugiego Ksiezyca.
-Jesli sie nie ewakuujemy to za dwadziescia minut bedziemy martwi, kapitanie.
-Wiem. Ile mamy jeszcze wahadlowcow?
-Jeden.
-No to biegiem!
Grupa naukowcow, dowodcow i specjalistow z roznych dziedzin popedzila do
wahadlowca o wiele szybciej niz gdy biegla obejrzec wyniki. Kilkoro osob
zostalo stratowanych. Robotnicy, mniejsi uzednicy i oficerowie nadzorujacy
prace przygladali sie z zaciekawieniem i calkiem slusznym strachem.
Osiem minut pozniej wahadlowiec startowal wypelniony bardziej niz po brzegi.
Gdy ludzie znalezli sobie wzglednie wygodne i w miare bezpieczne miejsca w
lukach bagazowych, na podlodze i w przejsciach pomiedzy czesciami wahadlowca,
zrobilo sie wzglednie luzno.
-Gdzie kapitan? Dajcie kapitana, mamy cos na radarze!
Kapitan przecisnal sie pomiedzy ludzmi do sterowki.
-To.
powiedzial pomocniczy pilot wskazujac na grupe punkcikow wyraznie kierujacych
sie ku wahadlowcowi.
-Jak baza?
-Ten ekran.
Baza stala w miejscu i wygladala na nieporuszona w ogolnym zamieszaniu.
Prace budowlane odbywaly sie tak, jakby wogole nic sie nie stalo. Ludzie
patrzyli w ekran jak zahipnotyzowani. Nagle stal sie on nieprzyjemnie bialy,
potem teczowy, potem stopniowo zapadl w ciemnobrunatny kolor Drugiego
Ksiezyca. Na rownej, lekko wkleslej powierzchni nie bylo dokladnie niczego.
-Ha!
Kapitan wpada w histerie?
-Co to jest, te kropki?
-Cos jakby scigacze. Sa wieksze niz bomby ktorymi zniszczono obie bazy, nie
sa wiec pociskami. Nie strzelaja.
-Beda chcieli wysledzic nasz planete lecac za nami. Albo zlapac nas do
doswiadczen.
W tym momencie kapitan popatrzyl dzikim wzrokiem i zasmial sie szalenczo.
-Zniszczyli swoja baze. Czyli wirusy im zaszkodzily i bali sie je przeniesc.
Teraz chca nas zywcem. Ale nie dostana! Mamy na nich haka!
Kapitan wyciagnal ze swojej podrecznej torby dwie pokazne butelki. Zasmial
sie jeszcze raz i cisnal nimi o podloge.
-Cala naprzod, prosto w planete. Staraj sie wcelowac w cos gesto zaludnionego.
-Ale jakto??
-Staraj sie. Jesli nie rozbijesz sie o planete, bedziesz umieral w
straszliwych mekach przez nastepne kilka godzin.
-Ty parszywy psychopatyczny masowy morderco!
Krzyknal jeden z oficerow i rzucil sie na kapitana. Ten nawet nie chcial sie
bronic. Przed smiercia jego oszczy jeszcze raz zablysly. Krzyknal "Ja,
Johan Cottard wygralem wojne z obca cywilizacja!". Po tym oczy zgasly juz na
zawsze. Rozkaz martwego generala zostal jednak wykonany. W calkowicie
zaslonietej chmurami atmoswerze pojawila sie malenka jasna smuga i po chwili
zniknela.
Ostatnie slowa jakie wypowiedziano na wahasdlowcu przebrzmiewaly wsrod
dzwiekow konania ludzi chorych na najstraszniejsze choroby jakie kiedykolwiek
spotkano lub stworzono w laboratoriach. A brzmialy one;
-heh, ciekawe, czy ta cholerna planeta jest chociaz przez nich zamieszkana.


-Wiec poprostu - spotkali obcych, rozpoczeli walke i nie wyslali wiecej
raportow. innymi slowy, przegrali i zgineli.
-Bez watpienia, panie prezydencie.
-Ile czasu minelo wedlug ciebie od raportu do znikniecia bazy?
-Biorac pod uwage standardowa czestotliwosc raportow, najwyzej 25 minut.
-Ile zajmnie przetranportowanie w tamten rejon gwiezdnej floty wojennej?
-To jest taka?
-Nie ma, ale bedzie. Ile czasu?
-Siedem i pol miesiaca.
W rogu sali konferencyjnej zaszumialo od zaskakujaco ostrej rozmowy kilku
mezczyzn. Po chwili jeden z nich wstal, chrzaknal i powiedzial;
-Jako reprezentant firmy Frog Hop, glownego i jedynego producenta systemow
skokow hiperprzestrzennych, chcialbym wyjawic teraz ze wzgledu na dobro
ludzkosci pewna tajemnice firmy...
-Da sie szybciej?
-Tak. W okolo siedmiu sekund.
-He?
-Nie jestem zawodowym fizykiem ale wiem, ze cieply skok, ktory umozliwialby
uzskanie takiego wyniku powoduje niestety dezintegracje statku ze wzgledu na
zbyt duze zakrzywienia wewnetrzej przestrzeni statku w roznych punktach...
-Tak naprawde to ze wzgledu na zainstalowany w napedzie detonator.
-Ale czemu?
-Z tych samych powodow z ktorych my niewiemy wielu innych rzeczy. W razie
czego chcielismy byc o krok do przodu przed reszta ludzkosci.
Teraz to nieaktualne.
-To milo. Lacznie ze startem doprowadzenie floty w ich okolice zajmnie
okolo...
-Dwoch godzin, panie prezydencie. Problem jest tylko jeden. Ziemska flota
gwiezdna NIE ISTNIEJE.
-Juz to mowiles. Masz wiec rozkaz - stworz ja. Masz dwie godziny.
-Nie mozliwe. Nie zrobie tego.
-Nie? To sie zastrzel!
General wyciagnal pistolet i ostentacyjnie, przy wszystkich zastrzelil sie
mierzac sobie w skron.
-Cholera! Totalny inbecyl albo absolutny impertynent. Sprzatnijcie go
natychmiast. Wszyscy oficerowie znajdujacy sie na sali otrzymuja tytul
admiralow czy czego tam sobie chcecie i rozkaz natychmiastowego zorganizowania
floty gwiezdnej zdolnej do zniszczenia uzbrojonej po zeby planety obcych.
Oficerowie o nic juz nie pytajac wybiegli do woich stanowisk by dzwonic do
wszystkich blizszych i nieco dalszych jednostek celem zorganizowania
czegokolwiek co udawaloby wojenna flote kosmiczna.
-Po co ten pospiech, panie prezydencie?
-Jesli tam ich rozwalili w pare minut, i jesli da sie skakac w czasie kilku
sekund, to kazda sekunda zwieksza nasze szanse na zachowanie gatunku i
cywilizacji. My albo oni!
-Rozumiem, ale...
Rozmowy trwaly jeszcze kilka godzin. Oczywiscie nikt wiecej sie nie
zastrzelil, a o tym raczej niespotykanym incydencie mowiono w prasie bardzo
wiele. Byla to najciekawsza rzecz jaka mozna sie bylo podowczas zajmowac,
poniewaz do opinii publicznej sie dotarla chocby kropelna informacji.
Tymczasem nowo mianowani "admirals or whatever" mieli naprawde powazne
zadanie;

-Profesorze, dzwonie, zeby zapytac sie w bardzo pilnej sprawie. Jakie rakiety
montowac do mysliwcow, ktore beda walczyly bycmoze w przestrzeni.
-Oho! A mysliwce juz macie?
-Prawie ze gotowe. Chodzi teraz o systmy naprowadzania rakiet.
-mozecie nie wstawiac naprowadzania.
-jakto? same sie naprowadza?
-bynajmniej. poprostu nie maja szans trafic. Leca za szybko, maja za duzo
przestrzeni i za malo czasu.
-skad pan to wie? czy ja podawalem jakies dane?
-Tak. Slowo przestrzen.

-Napewno to poleci w prozni? Pilot sie nie udusi?
-Przeciez to jest samolot niskocisnieniowy. Itak lata prawie bez atmoswery,
a co dopiero teraz!
-Teraz wyglada jakby byl oklejony wielka guma do zucia.
-Przeciez lata w prozni. Ani tam nie bedzie sie liczyla jego aerodynamika ani
nikt nie bedzie go ogladal.
-Jakto nie bedzie ogladal?
-Probowales kiedy ogladac nieoswietlony obiekt z odleglosci pieciu tysiecy
kilometrow majac na to jedna trzecia sekundy?
-Az tak?
-Tak.
-To po cholere nam te mysliwce?
-Nie wiem. Ale na wszelki wypadek.

-Wiec tweirdzi pani, ze nie jest pani w pelni wyszkolonym pilotem i nie
ma pani praktycznie zadnych umiejetnosci pilotazu.
-A co dopiero w prozni. - Nikita Strawinska usmiechnela sie z nadzieja do
oficera. - Mam tu nawet dokumenty na nie ukonczenie podstawowego kursu.
-To doskonale. Bedziemy walczyli w zupelnie nowych warunkach wiec
doswiadczenie tylko by przeszkadzalo. Dziekuje - tu oficer werbunkowy
zamaszyscie wbil pieczatke w dokumenty pilotki i z satyswakcja dodal jeden
do ogolnej liczby zwerbowanych. - Wprowdzcie nastepnego ochotnika! I
wyprowadzic dziewczyne. Nie wyjdzie na wlasnych nogach!

-Ile potrzeba wedlug pana broni atmowej zeby zniszczyc planete?
-Jakto zniszczyc planete? Jaka planete?
-Wielkosci marsa.
-Jak zniszczyc? zeby sie rozpadla na pol.
-Nie, zeby zmiotlo powierzchnie, i odrobine setek metrow na glebokosc.
-Z czego jest zlozona? Jakie sa parametry atmoswery i powierzchni, sklad
chemiczny, wystepowanie wody lub innych cieczy, stwardnienie powierzchni...
-Nie wiemy. Nic nie wiemy. Tam jest duzo chmur.
-Ja wam dam rade, odpuscicie to sobie, tojest jakies chore. Moze lepiej zaorac
tam gdzie ma byc kopalnia a nie odrazu rownac powierzchnie calej planety,
ktora niewiadomo jak wyglada!
-To skrajnie pilne i absolutnie konieczne.
-W takim razie odpowiedz jest tez prosta. Wyslijcie wszystko co macie.
-No racja, ze tez o tym nie pomyslalem!

-Czy polaczylem sie wreszcie z Okolo-Enlidianska Misja Badawcza?
-Tak, tak, o co chodzi?
-Wszyscy wy jajoglowi zostajecie natychmiast zwerbowani do wojska. Jesli nie
odpowiada wam sluzba wojskowa...
-A pewnie, ze nie odpowiada.
-...To mozecie ubrac skafandry i skoczyc sobie w przestrzen, bo my przejmujemy
statek.
-Co to ma znaczyc?
-Wlasciwie mozecie skoczyc bez skafandrow. Na to samo wychodzi.
-Dobra, dobra. Oficer Johny Bean melduje przylaczenie "Malego Miekkiego
Badacza Miedzysieci" do wojennej floty gwiezdnej.
-Nie oficer. szeregowiec.
-A czym to sie rozni, poruczniku?

"Niespodziewanie doszlo do wymarzonego od conajmniej stulecia calkowitego
rozbrojenia wszelkich sil Ziemii z broni atomowej. Wszystkie rakiety zostaja w
trybie natychmiastowym wyslane w kosmos. Dopiero orientujemy sie w
politycznych i militanych okolicznosciach tego zaskakujacego wydarzenia"

-Panie prezydencie, flota gotowa.
-Dobrze. Rozpoczac skok.
Admiral (or whatever) zrobil krotka pauze.
-Jest juz po drugiej stronie.
-Dlaczego nie poczekaliscie az wydam rozkaz?
-Poczekalismy.

Floty byly porownywalne. Ludzie sie tego nie spodziewali, mysleli, ze zostana
zgnieceni na wejsciu. Tymczasem zobaczyli na skanerach dwie grupki ktopeczek -
swoich i ich. Orac ich planete. Napewno ich planete, bo inaczej nie zmontowali
by tak szybko floty.
Rozpoczela sie bitwa w przestrzni.
Oprocz msyliwcow rzadne jednostki nie posiadaly jakiejkolwiek broni oprocz
broni atmowej. Mysliwcow wyslano piecset. Jeden zostal zestrzelony. Rzaden nie
wrocil.
Okazalo sie, ze nie maja mozliwosci hamowania wystarczajacej by
wyrownac roznice predkosci wynszoaca przecietnie 1500 km/h. Wlasciwie to w
prozni nie mialy wogole zadnych mozliwosci hamowania. Wlasciwie to piloci itak
nie widzieli ladownikow. Wlasciwie to nic nie widzieli bo slonce bylo akurat
po drugiej stronie planety i obie strony strzelaly w slepo. Radary
zamontowane w mysliwcach mialy okolo stukrotnie za maly zasieg, wiec nie
pomagaly. Samoloty zostaly poprostu wyslane ... i tyle.
Strat wroga nie udalo sie policzyc. Wlasciwie to nie udalo sie naewt zobaczyc
czy jakies sa. Skanery nie roznoznialy poszczegolnych obiektow.

Po bitwie mysliwcow Pierwsza Gwiezdna Flota Wojenna Ziemii dumnie ruszyla
utorowana droga prosto na wroga planete. Prosto przez flote wroga. Nie mialo
to znaczenia, gdyz mijajace sie statki byly od siebie odlegle o tysiace
kilometrow w najbardziej zageszczonych miejscach Potem zrzucono bomby.
Zrzut trwal cale poltora godziny a obcy nic nie mogli poradzic. Pod chmurami
zrobilo sie jasno, w kulminacyjnym momencie planeta udawala drugie slonce.
Potem wycelowano w jej powierzchnie tysiace skanerow. Potwierdzily
przewidywania - planeta byla spalona i martwa. Floty wroga 
juz nie bylo.
Uciekla?

Zwycieska flota Ziemii wrociala do swego rodzimego ukladu. Spogladali 
na
ojczysta planete.

Byla spalona i martwa.
    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl