Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

Mezczyzna zawinal sie w plaszcz i poszedl przed siebie po ulicach nieznanego
miasta. Miasto bylo ogromne i doskonale zagamtwane. Gdyby nie rozmowy
ze znajomymi i  zapamietane z nich urywki informacji, jakies adresy i instrukcje
gdzie isc, kogo mozna o co spyac - nigdy by nic nie znalazl.
Ostatnio uslyszal o pewnym miejscu i postanowil sprawdzic co tam wlasciwie jest.
Zobaczyl swiatlo. To chyba to. Otwarte szeroko drzwi wydawaly sie zapraszac
gosci. Ze srodka dochodzily dzwieki rozmow, niektore ozywione, niektore 
zupelnie stownowane. Wszedl. Nikt na niego nie zwrocil uwagi, ale on tego 
wcale nie oczekiwal, zdziwilby sie wrecz, gdyby ktos wogole go zauwazyl, 
chyba oprocz paru starych znajomych. Wytarl buty i odstawil miecz na stojaku,
obok wielkiego zestawu roznego smiercionosnego sprzetu. Na wieszaku powiesil
plaszcz. Kupil sobie piwo i zaczal przysluchiwac sie rozmowom, zeby nieco
zorientowac siew srodowisku.
Najpierw skupil uwage na rozmowach najglosniejszych.
-Pan tu nie powinien byc. Pan tu przyszedl z ulicy, nikt tu pana nie zna!
-Ja? Mnie nikt nie zna? Przeciem sie ja przedstawial. - powiedzial mlody chlopak
 o jasnej czuprynie. Nieco nie trzymal sie zasad panujacych tytaj. Trzymal miecz
przy sobie, chociaz powinien byl postawic go na stojaku. Ale wydawal sie mily
i kulturalny. Moze sie taki tylko wydawal.
Osoba wyrzucajaca go byla dziewczyna, ktora tez kiedys przyszla z ulicy.
A moze nie przyszla, moze urodzila sie tutaj? Jesli na wet - nic na to nie 
wskazywalo - nie nosila ani stroju ochrony ani kelnerki, szczegolnie, ze w tym
lokalu nie bylo ochrony i kelnerek - byli tylko goscie oraz jeden barman.
-I w dodatku ma pan brudne buty! To nie do zniesienia! Prosze natychmiast 
wyjsc!
W innym miejscu na sali ktos uslyszal te slowa i ... zaniosl sie lamentem.
-Olaboga, buty ma brudne, i co my teraz zrobimy, ojoj ojo joj. Podloga sie 
zabrudzi, to jest strasznie straszne!
Ta reakcja zaskoczyla nowego goscia. Chociaz moze to byla sprzataczka i 
brudne buty rzeczywiscie stanowily dla niej problem.
W rogu pod sciana siedziala skulona dziewczyna. Ubrana byla na czarno i 
pograzona byla chyba w ciezkiej depresji. On jednak nie wiedzial kim ona jest,
nie znal przyczyny tego smutku i poprostu bal sie zaklucac jej spokoj, ktory
jakims niezwyklym sposobem znalazla tutaj, w rogu huczacej rozmowami sali.
Gdy uslyszala, ze ktos ma brudne buty, opuscila glowe jeszcze nizej, choc 
przedtem wydawalo sie to niemozliwe. Cierpiala w milczeniu.
Przy barze stal jakis mlodzian. 
-Przepraszam, jakie to jest piwo? Nigdym takiego nie pijal.
Barman szykowal sie juz do wygloszenia lub raczej zaspiewania hymnu 
pochwalnego na czesc najlepszego piwa w calym Miescie. Ale do mlodzienca
podszedl jakis mezczyzna, poteznie zbudowany i nieogolony.
-A co to, punkt informacyjny o rodzajach piwa? Czy my tu jestesmy po to, zeby
o rodzaje piwa sie pytac? 
Mlodzian uciszyl sie i zgasl. Wzial piwo nieznanego sobie rodzaju, zpil pianke i
poszedl sobie w najciemniejszy kont zeby przemyslec swoje odrzucenie.
najciemniejszy kat byl juz zajety. Chcial chyba cos powiedziec do dziewczyny, 
ale zrezygnowal. Jej obojetnosci i smutek poglebily jego zamyslenie. Siadl 
obok niej, w bezpiecznej odleglosci, zeby przypadkiem nie naruszyc jej 
spokojnej kontemplacji wlasnego cierpienia i zajal sie cierpieniem wlasnym.
Poteznie zbudowany mezczyzna zatarl rece.
-No wychowalismy, go, teraz juz nie bedzie zadawal glupich pytan i denerwowal
tym ludzi i przeszkadzal im w rozmowach, nie, barmanie?
Barman nie odpowiedzial. 
On wstal i przylaczyl sie do grupki starcow. Byli jedna z nielicznych grup, ktore
zajmowaly sie czyms innym niz proby wyrzucenia innych osob z lokalu. Osob rownie
uprawnionych do przebywania w srodku co wyrzucajacy. Wszyscy mieli dlugie, siwe
brody i wygladali bardza madrze i dostojnie.
-A pamietasz, jak w 814 byla horda orkow i jaka im zrobilismy wtedy bitwe na 
wzgorzu Mekkere?
-Pamietam, ale zadna bitwa z orkami, powiadam, zadna nie moze sie rownac z ta, 
ktora sie odbyla w 679 pod miasteczkiem Ebbing.
-Tak, to bylo podobnoniezwykle, szkoda, ze nie moglem w tej bitwie uczestniczyc, 
ale wtedy rodzila sie Ginte, musialem sie zaopiekowac rodzina.
-Ginte? Ta, co wyszla za mojego Alzeba, co im sie w 701 trojaczki urodzily a teraz
to mam dzieki nim pra-pra-wnuki?
-No przecie, ze ta!
Mezczyzna z ulicy wtracil sie dopiero wtedy, gdy wiedzial, ze ma cos do 
powiedzenia.
-W wojnie o Maly Paluch walczylem u boku Starego Alzeba - wielki wojownik, milo
mi poznac jego ojca.
Gdy wyszly na jaw dalekie powiazania, jakas wspolna plaszczyzna rozmow, nowy
czlowiek szybko, bezbolesnie i bezglosnie, w sposob naturalny i bezpretensjonalny
przyjal sie w nowym srodowisku. Starcy wytlumaczyli mu, ze wojna o Maly Paluch
byla naprawde niegodna uwagi wojna, ze kiedys to byly wojny itd. Ale rozmawialo sie
z nimi naprawde przyjemnie, wiedzieli durzo i jesli sie przyzwyczaic do ich stylu bycia
byli bardzo przyjemni w rozmowie.
Potem znalazlo sie mlodsze towarzystwo, z ktorym tez bylo o czym porozmawiac.
Juz nie taki nowy i niezupelnie z ulicy czlowiek przechodzil pomiedzy dyskutujacymi
grupami i poznawal ciagle nowych ludzi, nowe punkty widzenia i zwiazane z nimi 
punkty siedzenia. Bylo to calkiem ciekawe, trzeba bylo tylko omijac miejsca, gdzie
jedynym problemem bylo czy pan X powinien miec prawo glosu czy tez go 
zakneblowac, a moze zakneblowac wszystkich, ktorzy chodza w kurtkach 
podobnych do pana X z koloru lub ksztaltu. A moze lepiej wyrzucic ich na bruk?
Chociaz nie uwazal, te wlasnie dyskusje byly najglosniejsze i zajmowaly wiekszosc
osob. Wyglaszano dlugie, teksty, nasaczone to agresja, to dydaktyka, 
to glebokim ubolewaniem nad losamii rzeczypospolitej, to znowu filozofia, metafizyka 
i mistycyzmem. Wszystko zeby wreszcie dowiesc, ze pan X jest taki a panna Y 
owaka. Bylo to bez sensu, ale nie dalo sie od tego calkowicie odciac. I dlatego 
dowiedzial sie, ze najnowszym pomyslem jest nie dzielenie ludzi wedlug kurtek a 
wedlug godziny w ktorej weszli do lokalu. Ustalono bowiem, ze ludzie, ktorzy weszli 
po godzinie dziewiatej sa goscmi nieproszonymi, ci natomiast co przed dziewiata - sa 
jak najbardziej porzadani.
Zmartwilo go to nieco, bo przyszedl po godzinie dziewiatej. Poczul sie nieproszony i
przestraszyl sie, ze zaraz wyrzuca go na deszcz.
Katem oka zobaczyl jak mlodzieniec, ktory wszedl w brudnych butach po godzinie
dziewiatej i byl wyrzucany przez pewna bojowo nastawiona dziewczyne (sam tez byl
dosc bojowo nastawiony) teraz kleczy w wielkim kregu gapiow i chylac glowe do
samej podlogi przeprasza kazdego za jakies dziwne przewinienia. Obok kleczy 
dziewczyna, ktora go wyrzucala, klania sie nie tak nisko, ale przeprasza za agresje,
za probe wyrzucania i za rzeczy rowniez bardzo dziwne, jak na cos, za co sie 
przeprasza. Tlum dookola patrzyl na to z aprobata i mowil, ze wreszcie nauczyli sie
pokory, i ze moznaby sie zastanowic, czy tego pana nie zostawic przy zyciu.
Komentowano na 1000 sposobow i podawano stopy do uscisniecia z wyrazna 
satyswakcja. Cala ta scena przywodzila na mysl jakies skrajnie fanatyczne sekty z
niezwyklem ostrym rytualem oczyszczenia. Robilo to dziwne wrazenia, ale 
skutkowalo.
Dziwilo tylko to, ze w lokalu otwartym, lokalu do wolnych rozmow teraz co bardziej 
zaradni szybko mianowali sie kaplanami, udzielali rozgrzeszen i oczyszczen oraz
przyzwalali laskawie na pozostanie w grupie. Dziwne, ale ciekawe.
Tymczasem ...
Dziewczyna w ciemnym kacie zniknela. Poprostu zniknela!
Mnostwo ludzi zwrocilo w jej kierunku glowy - musieli sie jej dyskretnie 
przygladac, chyba byla lubiana, albo przynajmniej uwazana za osobe ciekawa.
Ona jednak tego nie zauwazyla. Bo juz nie istniala.
Zdarza sie, pomyslal nowo przybyly i wypil do konca swoje piwo.

					Albi
    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl