Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc


                                    "Week"
                                      by
                                    Alien

       Czwartek
       Zwyczajny   dzien,   troche   deszczu,  odrobina  slonca,  kilkoro
     przyjaciol  w  moim  pokoju probuje dojsc do sedna rozpoczetej przed
     kilkoma  minutami  dyskusji,  ktorej  tematu  juz  nikt nie pamieta.
     Wyganiam   ich  z  domu.  Narszcie  sam,  ze  wspomnieniami,  zalem,
     smutkiem...  Jakos  ciemniej  sie  zrobilo na dworze, burzowe chmury
     musialy  nadciagnac  dosc  niespodziewanie bo nie zauwazylem kiedy w
     moim  pokoju  zapanowal  mrok.  Wlaczylem male swiatelko lampki przy
     biurku,  w  zasadzie  to nic to nie dalo poza tym, ze wytworzyla sie
     jeszcze bardziej intymna, teskna atmosfera niz przed chwila. Opadlem
     na  fotel,  niepowiem  ze z gracja, ale za to z niezwykla lekkoscia.
     Tak  to  odpowiednie  slowo,  lekkoscia.  Odprezenie jakiemu oddalem
     sie  w  tej  chwili calkowicie odmienilo moj pokoj. Nadal byl maly i
     ciemny,  ale juz nie mroczny, ani smutny. Byl po prostu mna, lekki i
     teskny,  nieobecny,  nieuchwytny  w  zadnej chwili jako jedna calosc
     czegos  co  mozna  by  nazwac  uczuciem.  Powiew  swierzego powietza
     ogarnal   moje  zmysly,  wiedzialem  ze  to  nie  bylo  takie  sobie
     powietrze,  to  byl zapach minionych dni, utrwalony w jakis magiczny
     sposob  za  posrednictwem  zmyslow  i  pamieci. Wdychalem ten aromat
     uroczyscie,  z  namaszczeniem,  wkladajc  w  to wiecej uczucia niz w
     cokolwiek   innego   co   dane  mi  bylo  robic  dnia  dzisiejszego.
     Wiedzialem, ze bylem dzis dla przyjaciol troche obcesowy i szorstki,
     chcialem  im  to  wynagrodzic  w jakis najlepszy, najodpowiedniejszy
     sposob.  Zycie  bez  zalu  wcale nie jest takie dobre, trzeba wpierw
     nauczyc  sie nikogo i niczego nie kochac, dopiero potem mozna zostac
     najwiekszym  spowiednikiem  wszechswiata.  Jakos dziwnie poprawil mi
     sie  nastroj,  "dolek"  psychiczny minal, moglem znowu myslec, jasno
     patrzec na swiat. Tylko ze juz mi sie nie chcialo.

       Piatek
       Obudzilem sie. Wstalem. Umylem sie i ubralem. Prawie jak Brezniew,
     z ta tylko roznica, ze nie mylem glowy. Potem postanowilem zadzwonic
     do lekarza i umowic sie na wizyte, co tez zrobilem. Taki maly kaprys,
     przy okazji urwe sie z budy. Wiem, ze nie powinienem tak postepowac,
     nie  w  tym  roku,  ale  przeciez mam jeszcze czas. Zreszta, kogo to
     obchodzi,  przeciez  sam  siebie  oszukuje.  Tak  jak przypuszczalem
     okazalo  sie, ze znowu jestem chory. Chroniczne zapalenie oskrzeli i
     krtani,  normalka,  jak  co  roku. Okres chorobowy zaczyna sie jakos
     tak  na  jesien,  a  konczy z koncem zimy, klawo nie? Mam zwolnienie
     przynajmniej  na  tydzien  i  obietnice, ze moj organizm nie odrzuci
     tych  nowych  antybiotykow. Przez te kilka lat poznalem wiele, wiele
     roznych  typow  kapsulek, Duomox, Doksycyklina, Zinnat,... Pamietam,
     ze  po  Doksycyklinie  dlugo  nie moglem dojsc do siebie, codziennie
     rano  zwracalem  cywilizacji  to  co moj organizm zdolal wytworzyc w
     ciagu   niecalej   doby,   a  kiedy  zabraklo  nadtrawionego  ledwie
     pozywienia,  zwracalem  zolc  i  soki zoladkowe. Po powrocie do domu
     zadzwonilem  do Saurona  i umowilem  sie  z nim  na  jutro,  mial mi
     przywiesc poczte, potem zadzwonil telefon. Podnioslem sluchawke i...
     Kiedy uslyszalem ten glos, ten znajomy ton, ta ukochana osobe, ktora
     byla  tak  daleko,  a  teraz,  wlasnie  w  tej chwili chciala ze mna
     rozmawiac,  serce  zawylo  mi  z  tesknoty, ale i ze szczescia. Moze
     wlasnie  przede  wszystkim  ze  szczescia,  z  tego nieopisanego jak
     dotad, nieogarnietego przez najwybitniejsze umysly swiata uczucia, o
     ktorym  moge  rzec  tylko tyle, ze je kocham. A jesli moge juz mowic
     o  milosci to rowniez mam prawo do szczescia jakie ona daje. Bo jest
     rzecza  niewatpliwa,  ze milosc daje nam szczescie, swiadomosc bytu,
     istnienia,  celu  i radosci. Jesli ktos zyje bez zalu, to nie wie co
     to  milosc.  W przeciwnym wypadku gorzko by zalowal tego co stracil,
     poswiecil dla szczytnej ideii spokojnego zycia.
       Kocham, kolacze  mi sie po glowie to jedno slowo, w ktorym zawiera
     sie  obecnie  caly  moj swiat. Jak mam Ci powiedziec, ze wszystko co
     robie,  o  czym mysle, czego pragne ma z Toba zwiazek. W jaki sposob
     mam   Cie   zapewnic  o  swoim  uczuciu,  moze  Ty  wcale  tego  nie
     potrzebujesz?  Moze  Ty  to  wiesz i tak jak Ja jestes pewna milosci
     ktora  nas  laczy,  spaja,  pozwala  pooddychac  wspolnym powietrzem
     pelnym  niewypowiedzianego szczescia i sensu zycia zawierajacego sie
     we wszystkich Twoich gestach.
       Ech... tak po prostu...
       Nasza  rozmowa  nie byla dluga, czas transmisji, przekazu ogromnej
     ilosci  milosci  zostal  ograniczony  przez surowe normy ustanowione
     przez  zarzadzajacych  transferem,  laczem  informacji.  Mowisz,  ze
     chcialabys byc tutaj i chociaz zarazic sie ode mnie choroba, przyjac
     te  niewielka odrobine zarazkow, ktore rozsiewam, a ktore mialyby Ci
     umozliwic  pozostanie  ze  mna  przez jakis, dluzszy nareszcie okres
     czasu.  Nawet  nie wiesz jak sam czesto tego pragne, ale sprawic bys
     cierpiala  chorobe  tak  jak ja nie potrafie, nie chce zebys musiala
     lezec w lozku i kaslac na otoczenie chorobliwymi uwagami a marudnymi
     i   nieznosnymi   zachciankami  doprowadzac  przyjaciol  do  obledu,
     rozstrojenia nerwowego i gniewu.
       Przyjade  do  Ciebie  jak  tylko  to bedzie mozliwe, na razie musi
     wystarczyc  mi Twoj glos w sluchawce i tych kilka stron listu jakimi
     mnie  obdarzasz od czasu do czasu, a do ktorych pisania nie mam sily
     sie  zabrac.  Dlaczego?  Odretwienie  jakie  mnie  ogarnelo siegnelo
     zenitu,  nie  wiem  co  bede  robil  jutro,  najprawdopodobniej bede
     wylaczony,  wygaszony  na  wszelkie  bodzce zewnetrzne. Boze, jak ja
     nienawidze  tego polbytu, jakiemu poddaje sie podczas choroby, i nie
     tylko.  Chce  tanczyc  i  spiewac, klaskac z radosci i podskakiwac w
     uniesieniu.  Chwila radosci, z  ktora laczy sie  obraz Twojej twarzy.
     Najdrozszy  memu sercu rysunek, uswiadamiajacy mi jak wiele znaczysz
     w moim zyciu, i jak wiele mam Ci do powiedzenia, przekazania. Jednak
     gdy  jestesmy  razem,  a  jest tych chwil niestety malo, niepotrafie
     wyrazic  swego uczucia inaczej jak milczeniem. Tylko raz, nad lampka
     wina  powiedzialem, ze jestes jedyna istota, ktora naprawde kocham i
     uwielbiam,  a  milosc  ktora  mna  kieruje  jest tak straszna, ze az
     niewypowiedziana,  nienazwana.  Mimo  to  wierze  w nia i kocham Cie
     mocniej niz na to pozwala ludzka wyobraznia.
       Kiedy  odlozylas  sluchawke  i  nasza  krotka rozmowa na odleglosc
     zostala  przerwana,  zapragnalem  nagle  wybiec z domu i pojechac do
     Ciebie  najblizszym  pociagiem. Nie zrobilem tego, wykazalem resztki
     rozsadku i zostalem w domu. Po jakiejs godzinie nie mialem juz nawet
     ochoty  wstawac. Jednak nawet wtedy, gdy calkowicie juz poddalem sie
     depresji i rozzaleniu, bylem szczesliwy. Wniosek: juz nigdy nie bede
     naprawde smutny, dzieki Tobie mam dosc sily by byc szczesliwym.

       Sobota

     ....................................................................
     ....................................................................
     ....................................................................
     ....................................................................
       (Coz  mialbym  napisac  w  tym dniu, hmm? Czy warto pisac o swoich
     slabosciach?)

       Niedziela
       Wzorem  wszystkich slawnych ludzi wstalem jeszcze przed osma rano.
     Powod  byl  raczej prozaiczny, musiale wziac lekarstwa. Po wykonaniu
     czynnosci  sluzbowych  odnalazlem  swoje  miejsce  przed monitorem i
     zaczalem  dzien  od krotkiej "sesji" w Carmageddon. Do pokoju wszedl
     tato,   zlustrowal   nieporzadek,   skomentowal   to   jednym  malym
     mlasnieciem  dezaprobaty.  Na  odchodnym  dodal,  ze naprawde jestem
     chory skoro gram w takie gry. Jestem chory, ale nie jestem rasista i
     nie mam sadystycznych zapedow.

       Niedziela (wieczor)
       Cha!   Jutro  jest  poniedzialek,  a  ja  mam  calkowicie  legalne
     zwolnienie z budy! Tak niewiele przeciez, a tak duzo radosci. Czy to
     wlasnie nazywaja "malymi szczesciami"?

       Poniedzialek, Wtorek, Sroda, Czwartek, Piatek,...
       W ciagu tego tych kilku dni, jakie dane mi bylo spedzic sam na sam
     ze  soba  i  swoimi rozbieganymi, chaotycznymi myslami, ktore jak na
     zlosc  nie  daja  mi  spokoju, omal nie oszalalem. Naprawde niewiele
     brakowalo,  a stracilbym  zmysly  do  reszty,  przekrecilbym jeszcze
     bardziej swoj spaczony i tak umysl i nieodzywal bym sie juz nawet do
     samego siebie.
       Przyniesiono  mi wiesci z "szerokiego swiata". Troche zali, troche
     zartow,  kilka  prosb,  pare  zdan,  wszystko to dobilo mnie jeszcze
     bardziej.
       Wszystko  dlatego,  ze  jestem  sam  w domu, ktorego wlasciwie nie
     powinienem  tak  nazywac.  Ale, co tam, wazne ze mam przynajmniej do
     kogo pojechac i z kim pobyc (usmiech).
       Moze  kiedys  w  przyszlosci  zawine do jakiegos portu i osiade na
     stalym  ladzie  i  jak  kazdy  szczesliwy  czlowiek  bede mial swoje
     miejsce na ziemi.

       Kiedy  de  novo  rozpoczelo  sie  "zycie" nie moglem sie nacieszyc
     wolnoscia,  przeszedlem prawie caly Wroclaw, szkoda ze sam, ale coz,
     na razie musi mi to wystarczyc...

       Koncze,  bo zaraz zaczne smecic, a przeciez wcale, a wcale nie mam
     do tego powodow bo jestem szczesliwy, pijany miloscia.

       Zreszta "co to kogo, skoro i tak mniejsza o to".

          pisane w trakcie choroby od 24 wrzesnia do 2 pazdziernika

       Wiecej entuzjazmu mowicie, wiecej usmiechu i radosci...
       Dobrze ;-)


    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl