Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc


Przygody Albina Szczurołapa

***

- Dokąd zmierzasz wędrowcze?
- Przed siebie.
- To zawróć konia i nadal podążaj w tym samym kierunku
- A to niby czemu, dzielny wojowniku?- Zapytał buntowniczo Albin Szczurołap.
- A to dlatego, że nie wyglądacie mi na człowieka który pcha się w straszne 
tarapaty z własnej woli, a musisz wiedzieć, że tam właśnie prowadzi ta droga.
- Jeśli tak, to faktycznie muszę chyba zawrócić.- Powiedział Albin i 
zawrócił konia. Myślicie pewnie, że zaintrygowało go to choć trochę? Jeśli 
tak, to się mylicie, Albin Szczurołap, nie był tego wcale ciekawy. Pojechał 
dalej i nigdy nie dowiedział się co to za straszne kłopoty mogły go spotkać 
na tej leśnej drodze. Nawet o tym nie pamiętał następnego ranka. Jedyne na 
co było go stać to zmarnowanie mi tak porządnie zapowiadającej się opowieści.


***

Dobrze się wam wydaje, że nie darowałam mu tego. Już nazajutrz pchnęłam go 
znowu w szpony przygody.

***

Albin jechał podśpiewując sobie i rozglądając się za szczurzymi bobkami 
które już od dzieciństwa stanowiły centrum jego uwagi. Szczurzych bobków 
nie było. Minął za to po drodze jakiegoś faceta średniej postury wiozącego 
na koniu związana niewiastę przepięknej urody. Pozdrowił więc miłym 
uśmiechem jeźdźca który już po spojrzeniu musiał rozpoznać w nim półgłówka, 
wiec tylko uśmiechnął się.
- Witaj wojowniku! Nie widziałeś gdzieś na tym trakcie wsi, a w niej 
szczurzych bobków?
- Nie patrzyłem pod nogi, kiedy przejeżdżałem przez wieś...- Powiedział 
wojownik i spojrzał na tyłek przewieszonej przez konia niewiasty.
- A daleko do onej wsi?
- Jakieś dwa rzuty burakiem, poławiaczu bobków -Powiedział wojownik po 
czym zaśmiał się i minął Albina.
- Jakby ktoś pytał to powiedz, że widziałeś tu Albina Szczurołapa...- 
Krzyknął Albin
- Jak by ktoś pytał nie mów, że widziałeś tu Bizona Rozpruwacza- Odkrzyknął 
ze śmiechem wojownik, a dziewczyna zaczęła szamotać się bardziej, ale nie 
na długo, bo zaraz dostała trzonkiem topora w łeb i zwisła bezwładnie przez 
siodło.
- Nie powiem! - Zawołał Albin - Miło było cię poznać Bizonie Podrywaczu- 
Krzyknął i usłyszał z oddali dziki śmiech. 
Bizon Rozpruwacz nigdy nie bawił się tak dobrze jak dzisiaj. 
A ja nigdy nie byłam bardziej zła, bo właśnie o to dostrzegłam, że Albin 
wcale nie poczuł się zaniepokojony, a nawet uśmiechał się do siebie, bo 
wioska była blisko i do jego nozdrzy dolatywał już nęcący zapach bigosu i... 
....i coś jeszcze jakby zapach szczurzych odchodów.

***

-Witajcie dobrzy ludzie! Macie niesamowite szczęście, bo oto przybył do 
waszej wioski wielki Albin Szczurołap i za niewielką opłatą postanowił 
was pozbawić plagi jaką są szczury...
- Kiedy nam one nie wadzą. Nasi dziadowie z niemi w zgodzie żyli i nam 
też nie śpiszno ich tępić.
- Jakoż to, przecie one ludziom w szkodę idą...
- Szczur zawsze się przyda- Odezwał się ktoś z tłumu
- Nie wiadomo, kiedy jaka klęska na nas spadnie i czas głodu najdzie...
- A wtedy taki szczur jak znalazł....
- Dobrze ci radzim wędrowcze idź swoją drogą i nie wadź nam, a tako i my 
z tobą zwady szukać nie będziem.
- Ale...
- Idź powiadam ci, pókim dobry i od szczurów naszych wara... Niech ci 
się kurz na gościńcu zanadto nie wzbija i słońce zbytnio nie praży, ale 
u nas nie masz ci czego szukać - przemówił najstarszy z nich i uczyniwszy 
znak krzyża zniknął w ciemnej chacie. Albin rozejrzał się i zauważył, że 
ludzie poznikali w domach i wszystkie okiennice zamykały się szybko, a 
niektóre z trzaskiem. Westchnął ciężko, bo ta z której dobywał się zapach 
bigosu zatrzasnęła się najgłośniej z wszystkich...
Albin posmutniał i ruszył w dalszą drogę, a zapach bigosu ciągnął się za 
nim jeszcze przez chwilę, aż zmieszał się z innymi zapachami wioski i 
pozostał tylko miłym wspomnieniem...

***

Może powiecie, że jestem złośliwa, ale taka już jestem... No dobra, mógł 
chociaż dostać bigosu... No trudno. Może następnym razem :-)

***

Więc podróżował Albin Szczurołap dalej, a pieniądze (jak to zwykle bywa) 
kończyły mu się... Kiedy już nie miał nawet tyle, by wynająć marny pokój 
w gospodzie zobaczył na horyzoncie miasto. Ucieszył się więc, bo gdzie 
jest miasto, tam są szczury, a w mieście nikt szczurów nie je (tak mu 
się przynajmniej w ydawało). A to mogło oznaczać tylko, że wpadnie mu 
do kieszeni co nieco grosza (a może lepiej do sakiewki, bo kieszeń ma 
już przeszło dwa lata dziurawą...) 
Albin jechał tak rozmyślając i nawet nie zauważył, kiedy znalazł się w 
mieście. Rozejrzał się i spostrzegł, że w wszędzie panuje smutek i ogólna 
żałoba. Nie zaniepokoiło go to, albowiem Albina mógł zaniepokoić jedynie 
brak szczurzych bobków które oznaczały niechybną obecność szczurów. Bobki 
były. W dużych ilościach. Albin jechał uśmiechnięty. Zatrzymał się na 
czymś w rodzaju rynku i zaczął krzyczeć:
- Witajcie dobrzy ludzie! Macie niesamowite szczęście, bo oto przybył 
do waszego miasta wielki Albin Szczurołap i za niewielką opłatą postanowił 
was pozbawić plagi, jaką są szczury.... 
- Panie! Pan chyba rozum postradał! - krzyknęła w jego stronę jakaś 
staruszka - My tu w wielkiej żałobie chodzim, a ty nam o jakowyś szczurach 
prawisz? Nam nie szczurołapa trzeba, ale śmiałka wielkiego inaczej wszyscy 
zginiem...
-Jak to? A co się stało kobiecino?
- Zrazu widać, żeś nie tutejszy panocku...- Odparła jakby zadowolona, 
że może mu wszystko wyjaśnić, a na około zaczęli zbierać się ludzie- 
Straszne się tu rzeczy zdarzyły! Czarnoksiężnik na nasze miasto napadł...
- Królewnę zaczarował...- dodał ktoś z tłumu
- Ano zaczarował. Siedem jednakich stoi, a wszystkie uśpione snem 
magagicznym!!! I nijak nie idzie poznać która nasza...
- A czarnoksiężnik termin dał i powiedział, że jak śmiałek się jakowyś 
nie najdzie, co pozna która jest prawdziwna i pocałować się odważy...
- ...jak się takowy nie znajdzie, to wszystkich nas w kamienie zamieni...
- Żeby tylko tyle... kto się omyli i złą pocałuje, to zginie...
- ... a całe miasto płomienie zajmą...- Mówili już jeden przez drugiego...
-... na dodatek księżniczka nieurodziwa i chuda jakowaś...
-... ta, jeden się znalazł rycerz, ale jak ją obaczył, zrazu się rozmyślił...
- Nie ma się mu co dziwować...
- Ano nie ma. A na dodatek król obiecał, że temu co ją odczaruje da królewnę 
za żonę...
- I pół królestwa?- Zapytał Albin z nadzieją...
- Gdzie tam... Król ma jeszcze dwie insze córki i syna. Wcale nie myśli nic 
dopłacać.
- Nieźleście musieli temu magowi podpaść, jak was tak załatwił... 
- No, tak po prawdzie to wcale nie my... Jakiś rycerz przejezdny smoka mu 
ubił i się stary wkurzył...
- A na kiedy termin wyznaczył?
- Na jutro rano.
- To ja żegnam, do widzenia i życzę szczęścia - powiedział szybko i zamierzał 
już wskoczyć na konia, gdy ktoś złapał go za ramię...
- Nigdzie nie pojedziesz. potrzebujemy cię i musisz zostać - Albin obejrzał 
się i zauważył, że jest otoczony...
- Ale...
- Jeśli ci się uda do końca życia będziemy tylko u ciebie zamawiali tępienie 
szczurów, a jest ich tu trochę, jak sam zauważyłeś- powiedział ktoś 
błagalnym tonem. Wszyscy przytaknęli. Albin przekalkulował. Jakby zawsze 
zostawiać jakąś jedną, czy dwie kotne samice, to można by się nieźle 
ustawić...
- Dobra niech będzie. Prowadźcie mnie do niej.

***

Jest! Jest! Jest! Udało się mi go w końcu wpakować w kłopoty! Możesz teraz 
zostać bohaterem Albin, ale to zależy od ciebie. Ja obiecuję ci porcję bigosu. 
Z durzą ilością kiełbaski....

***

Został z nią sam na sam. Albo raczej z nimi. No cóż naprawdę nie była urodziwa. 
Siedem chudych, brzydkich, piegowatych i pryszczatych podlotków. Koszmar.
- Boże! Tyle brzydkich rzeczy w jednym miejscu - powiedział głośno i zaklął. 
Jedna z nich jakby zaczerwieniła się.
- Cholera, ta najbardziej pryszczata, zrobiła się na dodatek czerwona...- 
Teraz królewna zrobiła się prawie buraczkowa.
- Tak Albin nie oszukuj się, wiesz dobrze, że to ona. Udało ci się 
przechytrzyć tego magika od siedmiu boleści.- Powiedział i podszedł do niej.
- Albo on przechytrzył ciebie...- Dodał posępnie, a królewna, o ile to 
możliwe, robiła się jeszcze bardziej buraczkowa- Zmusił cię do tego żebyś 
całował pryszczatego potwora... 
- Ale cóż, nie mam chyba innego wyjścia- Zakończył Albin i pocałował królewnę.
Królewna zerwała się i z okrzykiem...
- Ty świnio!!!!- ... walnęła go w twarz, po czym krzyknęła...
- Straż! Do mnie!!!- I do sali wbiegło sześciu strażników, którzy rzucili 
się na kolana przed Albinem i zaczęli mu dziękować.
- Zaraz będzie tu król, nie zamierzam zostać mężem tego potwora!!! 
Pomóżcie mi uciec- Szepnął do najbliższego strażnika, a ten spojrzał na 
królewnę i zlitował się nad nim.
- Zgoda. Za mną...

***

Albin wypadł z pałacu, i biegł nie oglądając się za siebie.... Prawie 
wybiegł już z miasta jak spostrzegł staruszkę z kociołkiem z którego 
unosił się smakowity zapach....
- Może bigosu, nasz bohaterze?- Zapytała staruszka i uśmiechnęła się 
miło. Nie usłyszała nawet co odpowiedział, bo Albin minął ją w wielkim pędzie. 
Może i dobrze, bo odpowiedź była niecenzuralna. 

***

Nie to nie pomyślałam. Postawiłam tylko kropkę i odłożyłam pióro...
Na pewien czas dam ci spokój Albin, ale nie licz na to, że na zawsze.

    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl