Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc


Tęcza

***

I pomyśleć tylko, że żyła z tym przez trzy lata i nic, ale to nic nie 
zauważyła. Jej paznokcie stały się bardziej matowe. Jej włosy straciły 
swój naturalny rudy połysk. Oczy stały się szare. Rzadko się uśmiechała... 
I pomyśleć, że nie wzbudziło to w niej podejrzeń...
- Nie odchodź. Proszę cię nie odchodź. Jeśli odejdziesz, zabiorę ci 
wszystkie kolory, zabiorę ci tęczę, twoje życie będzie szare i nudne. 
Zobaczysz, umrzesz, jeśli odejdziesz...
Jego słowa falą wspomnień zalały jej umysł. Zaśmiała się mu wtedy w 
twarz. Niepotrzebnie. Była za młoda, żeby wziąć to na serio.
Tak, dziś jego słowa wróciły do niej zimną falą, rozbiły się o jej 
zamyśloną twarz, ale nie spłynęły po niej jak wtedy... Utkwiły w mózgu 
i zaczęły wibrować strachem i niepokojem.
-Tęcza. "Zabiorę ci tęczę". Kiedy ostatnio widziałam tęczę? Tak. Nie 
widziałam jej od ponad trzech lat. Ostatni raz oglądaliśmy ją razem. 
Czy on naprawdę mógł mi zabrać tęczę? 
To chyba nie możliwe, mówił jej rozsądek. Takie są fakty, mówiło serce.
"Lepiej to sprawdzić" podpowiedziało nagłe przeczucie i chyba miało 
rację. Tak. Złapała słuchawkę i wytężyła umysł. Musiała ciągle pamiętać 
ten numer.
- 53... 2...7...24.........8
- Słucham?
-Tu mówi Ann.
- Czego chcesz?
- Tęczy - odpowiedziała po chwili wahania- Oddaj mi tęczę.
- Wiedziałem, że kiedyś po nią przyjdziesz- zaśmiał się - nie pomyliłem 
się. Śledziłem twoje sny. Były przezroczyste, bezbarwne. Dziwne, że 
dopiero teraz zauważyłaś. Ale przyjdź. Przyjdź po nią. Może nawet 
ci ją oddam...

Puka. On otwiera. Stoi w drzwiach. Jest piękny. Taki... No kolorowy po 
prostu... Jak mogła, nie zauważyć, jak mogła z tym żyć?
- Wejdź.
Wchodzi, w przedpokoju tylko na chwilę spogląda w lustro. Nierozsądnie. 
Łzy stają jej w oczach. Wygląda przy nim jak czarno- biała fotografia.
Wyszedł do kuchni. Wraca. W ręku niesie szklankę wody. Wyjmuję z szuflady 
przezroczystą torebeczkę z białym proszkiem. Otwiera ją. Zawartość wsypuje 
do wody. Miesza.
-Wypij to.
- Jaką mam pewność, że...
- Nie masz pewności- Uniósł się nagle. Jego krzyk przeraził ją i zupełnie 
zaskoczył- Nie masz żadnej pewności. A jaką ja miałem pewność, że mówisz 
prawdę, kiedy mówiłaś, że mnie kochasz? No jaką?
- Nie miałeś żadnej- Odparła cichutko, a łzy zbierały jej pod powiekami.
- Tak, nie miałem, żadnej. Ale uwierzyłem ci, czyż nie tak?
- Tak- Łzy pociekły jej po policzkach.
- Kwestia zaufania moja droga, kwestia zaufania. Ja ci ufałem i źle na
tym wyszedłem. Zaryzykujesz? Pytam, czy zaryzykujesz? No jak? Wierzysz 
w to, że ja kochałem cię naprawdę? Że nadal cię kocham?
Oczy zaszły jej łzami nic już nie widziała. Fale wspomnień dobranych z 
pełną złośliwością losu zalały jej umysł...

***

Lato. Leżą na trawie wpatrują się w niebo. Słońce ich oślepia. On uśmiecha 
się do niej tak czule, ona też się w zasadzie uśmiecha. Już wie, że go 
zostawi, już wie, że go nie kocha, ale uśmiecha się. Jej zdaniem ten dzień 
jest za ładny, żeby psuć go sobie takimi scenami. Wytrzymała rok, wytrzyma 
jeszcze parę dni...
- Kochasz mnie?- Pyta ją nic nie przeczuwając, nie miał powodów by w to 
wątpić. Żadnych.
- Kocham. Kocham najbardziej na świecie.- Nawet przez chwilę nie wahała 
się z odpowiedzią.
- Wiesz, kiedyś zamieszkamy razem w małym domku, nad jeziorem. Tylko my 
dwoje. Będziemy mieli ogródek, psa i gromadkę dzieci... I malwy przed 
domem a w oknach białe firanki...
Nienawidziła psów. Uśmiechnęła się.
- Dobrze, jeśli tylko chcesz...

***

Wróciła późno. Doskonale wiedziała, że nie powinna się cieszyć, ale 
cieszyła się. Jeszcze w głowie szumiało jej wino, jeszcze czuła na 
ciele namiętny dotyk kochanka, jeszcze jej usta smakowały jego potem, 
jeszcze myślała o swej słodkiej zdradzie z rozmarzonym spojrzeniem. 
Policzki miała rumiane z wrażenia oczy błyszczały jej niewyobrażalnie. 
Stanęła przed lustrem. Rozpuściła włosy. Spojrzała na siebie. Była 
piękna i była szczęśliwa.
Zadzwonił telefon. Spochmurniała. Wiedziała kto dzwoni. Podeszła 
i podniosła słuchawkę.
- Kto mówi.
- Ja.
- A to ty, cześć kochanie- Jej glos wyuczoną radością zawisł w pokoju 
niczym czarny dym.
- Gdzie byłaś? Dzwoniłem do ciebie
- Byłam u koleżanki głuptasie... Jesteś strasznym zazdrośnikiem- Prawie 
że sama wierzyła w swoje słowa, była naprawdę przekonywująca
- Przepraszam, jestem głupi- Zawsze czekał na to by go oszukać, każdy 
pretekst był dobry by uwierzyć. On chciał jej wierzyć, bo jej kłamstwa 
były piękniejsze niż prawda.

***

Dzwonił telefon. 
- Mama!!! Jak do mnie, to powiedz, że śpię.
-....
-Tak, jest ale śpi. 
-....
-Jest bardzo zmęczona, prosiła, żeby jej nie budzić
***
-Nie, nie może podejść do telefonu, kąpie się. Tak proszę zadzwonić 
później.
***
Pamięta jak leżała w szpitalu. Miała operację wyrostka. On całymi dniami 
siedział przy niej. Wstawał o szóstej i od razu szedł do niej do szpitala. 
Przynosił kwiaty. Przypodobywał się pielęgniarkom, żeby pozwoliły mu 
zostać. Karmił ją moczonymi w herbacie sucharkami. Poprawiał poduszki. 
Siedział cały dzień, żeby jej się nie nudziło. A ona... Ona myślała o 
tym drugim. O tym, że ani razu nie przyszedł sprawdzić jak się czuje. 
O tym, że nie mógł przyjść, bo jej facet nie spuszcza jej z oczu ani na 
chwilę. Myślała o tym, kiedy on się nią opiekował i była zła. 
Ale uśmiechała się. 

***

Była u niego. Spała z nim. Było jej dobrze. Nie czuła się winna. 
Całowali się. Ona- jego dziewczyna i On- jego najlepszy kumpel. Całowali 
się po drodze do niego, prawie przed jego domem, a potem tak po prostu 
poszli do niego i udali, że nic się nie stało. Jakby nigdy nic- siedzieli 
z nim w jednym pokoju. Uśmiechali się, dali mu powiedzieć, że nie miał 
lepszego kumpla, że nie miał bardziej kochanej dziewczyny. Zadecydowali 
za niego, że nic nie chce wiedzieć.

***

Oszukała go niezliczoną liczbę razy, a teraz, teraz musiała się zdecydować 
czy mu zaufa. Łzy ciekły jej po policzkach, wzięła od niego szklankę. 
Trzymała ją w trzęsącej się ręce. Tak, On jej wierzył, wierzył w każde jej 
słowo. Jeśli to zemsta, to trudno. Nie ma już odwrotu. Musi mu teraz zaufać.
- Wietrzę ci. Wierzę, że mnie kochałeś. Mam nadzieję, że wybaczysz mi 
wszystko. - Powiedziała i podniosła szklankę do ust. Woda była ciepła i 
gorzka. Piła. A kiedy wypiła całą, odstawiła szklankę na stół i...
...upadła. Tęcza powaliła ją ogromem kolorów na ziemię i przygwoździła 
łukiem siedmiu krystalicznie czystych barw. Uśmiechnęła się do siebie. 
Zawierzyła mu. I miała rację, jeszcze raz nie zawiódł jej. Nigdy jej nie 
okłamał, dlaczego teraz miał by to zrobić, jest naiwny i łagodny jak 
baranek. Zaśmiała się z całego swojego strachu, z całej słabości, jaką 
okazała. On po prostu nie potrafił jej oszukać. Nie potrafił lub nie 
chciał. Nieważne. Tysiące kolorów, Miliony barw. Nie potrafiła ogarnąć 
ich sobą, a potem zaczęła spadać. Spadała, kiedy nagle i bez ostrzeżenia 
stała się ciemność. 
"Czyżby..." Zamajaczyło jej mgliste pytanie i zgasło wraz z całym światem.

***

Stał na środku pokoju oniemiały. Stał i nie wiedział nawet co powiedzieć. 
Nie był mordercą. Nie. On nie chciał jej zabić. To nie jego wina, że 
zwlekała tak długo... Trzy lata bez kolorów, dlaczego nie przyszła wcześniej? 
Podał jej za dużą dawkę... Tak, powinien o tym pomyśleć. Nie pomyślał. teraz 
już za późno...

***

Nie przyszło mu do głowy, że może ktoś tam na górze zadecydował za nią (i 
za niego), że tak będzie lepiej. Może ktoś pomyślał, że ona nie chce znać 
prawdy? Może ktoś nie mógł się dłużej patrzyć jak świat idzie nie po jego 
myśli? Może ktoś zapamiętał jego słowa: "Zginiesz jeśli odejdziesz" i 
postanowił je spełnić? Wszystko to nie przyszło mu do głowy, a przecież 
nie wykraczało poza nieprawdopodobieństwo tego, co widział...

***

Ukląkł przy niej. Wziął za rękę i zapłakał. Przez swoją lekkomyślność 
stracił wszystko co miał. Będzie pamiętał o tym, kiedy następnym razem 
będzie zabierał tęczę ukochanej osobie.
I wy też pamiętajcie.

    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl