Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc


Wigilia

Dedykuję to opowiadanie świątecznemu karpiowi Krzysia, 
którego od reanimowano wodą z cukrem i solą (niezbędne mikroelementy), 
co o dziwo mu nie zaszkodziło, ale wpuszczono go na jego nieszczęście 
do rzeki, gdzie prawdopodobnie zmarł śmiercią szybką i nieprzyjemną...


Idę przez miasto. Pada lekki puszysty śnieg. Całe miasto ma taką ciepłą 
świąteczną atmosferę. Cała cieszę się na myśl o choince, śpiewaniu kolęd, 
życzeniach i wspólnej wieczerzy w blasku świec. Śpieszę się by zdążyć 
przed pierwszą gwiazdką. W ręku paczka z prezentami, jakoś nie zdążyłam 
załatwić tego wcześniej. Prawie biegnę, obiecałam, że będę o szóstej, 
jest już za piętnaście. Jeszcze muszę kupić karpia i świerkowe gałązki 
do ozdobienia stołu. Na pewno nie zdążę. Ludzie potrącają mnie w biegu. 
Zbliżam się do handlarza karpi. Zaglądam do basenu w którym pływa 
kilkanaście szarych ryb z wyłupiastymi oczami, niektóre już do góry 
brzuchem. Przede mną jakaś gruba kobieta z trwałą ondulacją wskazuje 
palcem najbardziej tłustą rybę, jedną z tych które jeszcze niemrawo się 
ruszają. 
-Da pan tę.
Facet wyciąga rybę z wody. W jednej ręce trzyma nóż. Porozumiewawczo 
spogląda na kobietę. Ta jednym skinieniem głowy skazuje rybę na publiczną 
egzekucję. Stary, uśmiechnięty sprzedawca wbija w nią pewnym ruchem nóż
- Dawaj życie - mówi jeszcze do ryby. Co wydaje mi się co najmniej nie 
właściwe i jednym ruchem wyrzuca z niej wnętrzności na górę rybich kiszek 
i oczu. Wszystko to razem paruje na mrozie i stygnie sobie powoli. Gruba 
pani zadowolona z zakupu ładuje karpia do siatki rzuca jeszcze “Wesołych 
Świąt, szczęść Boże” I odchodzi szybkim krokiem uśmiechnięta do swych myśli
- Słucham? Dla pani co?
- Nie już nic - mówię i oddalam się stamtąd szybkim krokiem. Powiem mamie, 
że już nie było. Nie, nie uwierzy w to. No to powiem, że były nieświeże, 
nieważne.
Idę, kolorowe lampiony wiszą nad ulicami, wszędzie w oknach choinki. Na 
wystawach aniołki i Święte Mikołaje ułożone we wszystkich możliwych 
kombinacjach z gwiazdkami śniegu i tabliczkami “u nas taniej” “świąteczna 
promocja”. Śpieszę się coraz bardziej. Acha jeszcze miałam kupić rodzynki 
i paczkę zapałek. Wstępuję do sklepu. Kolejka. Jeszcze? No nic, widocznie 
nie tylko ja nie załatwiłam jeszcze wszystkiego. Kupiłam zapałki rodzynek 
nie było, muszę jeszcze pójść do jakiegoś innego sklepu.
- Cześć- Słyszę gdzieś koło siebie, to Robert. 
- No cześć.
- Dokąd się tak śpieszysz? Czyżbym przeoczył to, że dziś świat się kończy?
- Przecież jest wigilia...
- Czasem nie rozumiem ludzi. Cały rok harują, zbierają pieniądze, 
oszczędzają, potem trzy tygodnie remontują i sprzątają cały dom. Ba... 
Nawet myją obrazy z drugiej strony. I co? I budzą się następnego dnia 
i co widzą? Widzą dzień taki sam jak reszta pieprzonych dni w roku. Tylko 
żarcia więcej i jest czym się schlać. A za rok znowu myją obrazy. Dasz wiarę?
- A ty... Dokąd idziesz? 
- Na spacer, ładną dziś mamy pogodę, chociaż przed wczoraj była zdecydowanie 
lepsza. Ale ty też się pewnie śpieszysz, wiec nie zatrzymuję.
Robert odszedł z rękami w kieszeniach, a ja udałam się do domu jakoś wolniej 
niż przedtem, jakbym wstydziła się tego, dokąd zmierzam, bo przypomniałam 
sobie. że wczoraj moja babcia też myła obrazy z drugiej strony...

No tak, z tego wszystkiego nie kupiłam rodzynek, ale to już chyba nie ważne. 

---
11 listopada 1998 
Bielsko-Biała

    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl