Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

					Teksas 20.08.1998


Siedze sobie w busie. Jest 15 po 10 w nocy a pojazd ten kieruje sie 
na polnoc, do stolicy texsasu dallas. Dochodze do wniosku ze takie
notebooki to bardzo fajna sprawa w podrozy. Mozna sie wyzyc i zabic
czas piszac to i owo. Wlasnie do mojej glowy wpadl pomysl zeby
wyslac ten tekscik na nasza privatna erpegopeelowa liste dyskusyjna.
Czuje sie troche jak jeden z bohaterow "Wahadla Focaulta" Umberto
Eco, ktory na poczatku ksiazki bardzo podniecal sie komputerem i
edytorem. Podniecal sie i czerpal radosc. Jest co wspanialego w tym
ze siedze po ciemku, za oknem przemykaja mroczne widoki teksasu.
Tzn wspanialosc jest w tym ze mam tu na kolanach w pelni(no jeszcze
kilku pakietow brakuje) sprawnego linuxa. Na ktorym korzystam z k
kultowego edytora vi a dokladniej vim. Kilka godzin temu, a 
dokladniej w poludnie bylem w Nowym Orleanie - jednym z najpiekniejszych
miast poludnia(konfederacji). Wspaniala francuska cwiartka lezaca
u stop wierzowcow, tetni w nocy rozpustnym i aktywnym zyciem.
Sytuacja wymarzona dla wampirow, zreszta "Wywiad z wampirem" byl
tam krecony - oczywiscie po kilku poprawkach kosmetycznych. Niestety
nie udalo mi sie blizej zobaczyc slynnych "cities of dead" czyli
noworleanskich cmentarzy. Poniewaz miasto to znajduje sie kilka
stop nad poziomem morza, na bagnistej glebie ktora przepuszcza
wode, predko okazalo sie ze jesli wykopie sie grob to wypelni sie
on woda. I niestety trumna zamiast utonac bedzie sobie plywac.
Pierwsza podjeta proba rozwiazania tego problemu bylo zrobienie
odpowiednich dziurek w trumnie. Faktycznie trumny tonely, jednak
wydawaly przy tym dzwieki ktore uznano za nieprzyzwoite. Dlatego
zaczeto budowac naziemne grobowce, ktore sa kilkukrotnie wyzsze od
zwyklych. Dorwijcie dIABUA albo Reorxa to wam pokaza jak fajnie
takie cmentarze wygladaja. Za oknem zrobilo sie juz bardzo ciemno,
opuscilem piekne Houston. Wogole to dzieki tej podrozy nauczylem 
sie jak powinienem prowadzic przygody w USA, ale przede wszystkim
to chyba bardziej zrozumialem Cyberpunka. Temu swiatu, ktoremu sie
przygladam brakuje naprawde niewiele do wizji Gibsona. Rzeczywiscie
centra sa korporacyjne, pelne strzelistych wierz. Pod nimi i wokol
nich downtown - stare brudne kamienice czynszowe, albo po prostu
slumsy. Pelne biedoty, glownie murzynskiej. Kiedy bedac w Nowym
Orleanie wchodzilem do hotelu, opuszczalem smierdzacy swiat
przyziemny czy przyuliczny i w pieknej windzie sluchajac muzyki
Bacha czy Mozarta mknalem do czystych i klimatyzowanych apartamentow.
Z ich okien, umieszczonych wysoko ponad Ulica, mozna bylo podziwiac
miasto, inne dzielnice, majestatyczna mississipi. Po prostu
Cyberpunk. Acha i jeszcze klasa srednia, ktora poznalem w 
Polnocnej Karolinie. Codziennie dojezdzajaca kilkadziesiat
kilometrow do pracy, samochodami ze swoich sterylnych, bezpiecznych
osiedli, do ktorych nie mozna bylo sie dostac na piechote. 
Praca, w poludnie lunch - wyjscie do jakiejs knajpki, gdzie
mozna jedzac imitowac zycie towarzyskie. Znowu praca i obiad w innej
knajpce, tym razem juz na wlasna reke. Pozniej domek, prysznic i
wieczorna praca. Ochydne no nie? Ale to zycie mozna sobie umilic.
Kablowka ze smieciem ktorego sie nie oglada, puszka piwa i
wygodna kanapa. Przy okazji takiego trybu zycia od razu rzuca sie
w oczy kto ma rodzine a kto nie. No moze nie rodzine ale narzeczona
czy narzyczonego. Tacy maja lunch w pracy a na obiad wracaja do 
domu. Ale tez nie zawsze. Izolacja jednostek od spoleczenstwa?
Nie! Przecierz czasem rzuci sie sasiadowi cieple "hi!" z rownie
cieplym, serdecznym i lepkim usmiechem. I to tyle... Stop!
Sa jeszcze piatkowe wieczory - znajomi z pracy i z branzy ida
razem do kina czy do knajpym. Koniec. Wlasnie podnioslem glowe
i zobaczylem droge z odblaskowymi slupkami po bokach, prowadzaca
w gore do nieba. Do czarnego nieba nocy. Dochodzi 23 powoli.
Moj przyjazd do Dallas jest przewidziany na jakas 01:30 wiec
jeszcze wiele przede mna. Brrr... ramie mi zmarzlo. Byl napis
Dallas 120 i cos tam mil. To daleko, zaczynam powoli wyczuwac jak
dluga jest mila. Ciekawe co jest za oknem, czy znana z westernow
bezkresna rownina czy tez cos innego. Niestety, chyba nigdy sie 
nie dowiem. Moze ktos z was bedzie tedy jechal o odpowiedniej
porze i sie dowie. Zdecydowanie chce mi sie pic. Cocacola jest
znacznie tansza od mleka... widocznie zageszczenie biomechanicznych
cyborgow jest znacznie wieksze niz w Polsce. W koncu to cyberpunk.
Siedze juz tu trzy tygodnie i tylko raz jadlem posilek przyrzadzony
od poczatku do konca w domu. Reszta to byly restauracje albo 
polprodukty. Prepak sie chyba to nazywa. W grze oczywiscie.
Ale cos trzesie, powinni robic te drogi o wiele gladsze.
Zauwazylem ze stany maja wiecej wspolnego z rosja niz z
europa. Czyzby bycie supermocarstwem az tak wplywalo na
wyglad i kulture kraju?  Jest w tym cos dziwnego i przewrotnego,
albo po prostu zbieg okolicznosci. Eeech... zycie. Tym
optymistycznym akcentem koncze ten interesujacy/nudy
list zz Wielkiej Wody.


			Bywajacie!
			   Antoni 


--------
**               Lista dyskusyjna rpg-priv@listy.rpg.pl                 **
**      HELP znajdziesz pod adresem: rpg-priv-request@listy.rpg.pl      **    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl