Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

                            SZMATA
           CorfiX da enormous chaker and unix luser '98

  Dzien szmaty zawsze zaczynal sie tak samo. O godzinie 7.20 do jego pokoju
wchodzila matka i zaczynala go budzic... Zadko dawalo to jakis skutek,
najczesciej musiala przez 5minut wrzeszczec na niego i strzaszyc go
ojcem, ktorego szmata naprawde sie bala. Tak wiec dzien dla scierwa
zaczynal sie o 7.30 co bylo dosc ciekawe, zwazywszy na to, ze musiala
ona zdazyc na autobus szkolny odjezdzajacy z przystanku znajdujacego sie
na drugim koncu miasta o godzinie 8.05. Tym razem szmata nie zdazyla na
8.05 i przez 40 minut musiala czekac na przystanku na autobus podmiejski.
  Szmata jak zwykle spoznila sie do szkoly wchodzac do klasy 10 minut po
rozpoczeciu lekcji... Jak zwykle zostala powitana zgryzliwa uwaga na temat:
a) ubrania (np. tak jak cala klasa przyszla w dresie bo mieli akurat wf...),
b) lekcji (bylo zadanie dom. ktorego nikt nie zrobil, lub kartkowka z ktorej
wszyscy dostali jedynki),
c) ogolnie niskim stanem intelignecji,
po czym podeszla do swojego miejsca siadajac niepewnie na swoim krzesle.
Niepewnosc ta byla spowodowana nie tyle tym czy cos zrobili, tyle tym coz
zrobili, gdyz nie bylo wszelich watpliwosci, ze klasa po raz kolejny nie
odmowila sobie przyjemnosci posmiania sie i przedluzenia przerwy kosztem
szmaty, ktora sama bedzie sie musiala ze wszystkiego tlumaczyc. Nie mylila
sie... Tym razem klasa musiala sie naprawde postarac... nie przypominala
sobie, zeby wczoraj w klasie znajdowalo sie jakakolwiek krzeslo z 3 nogami.
- Psie, dlaczego popsules krzeslo? - wrzeszczal najwyrazniej wsciakly juz
nauczyciel polskiego.
- Alez... przeciez ja niczego nie zrobilem! - szmata nie wiedziec czemu
poczula sie winna.
- Spozniasz sie codziennie i rozbijasz zupelnie rytm lekcji tymi swoimi 
wpadami! Jakbys chociaz raz nie mogl przyjsc normalnie i nie robic 
zamieszania! - polonista poczerwienial co w polaczeniu z jego wspaniala
tyrada i mina szmaty wzbudzilo histeryczny smiech klasy.
- SPOKOJ! - zagrzmial polonista - Dosc tego! Najwyrazniej chcecie popisac
sobie prace klasowa. Wyciagac karteczki prosze.
- To przez szmate, to jej wina - rozlegly sie szmery.
     "...I hate  teachers,
      I hate school..."
I w tej przyjemnej atosferze minela reszta lekcji polskiego...
... W podobnej atmosferze minela reszta obowiazkowych lekcji...
  Szmata jak zwykle w czwartki miala stawila sie na zajeciach dodatkowych
z matematyki. Chciala w spokoju sie wypakowac, uporzadzic sobie miejsce,
slowem przygotowac sie do lekcji (szmata lubila porzadek). Do klasy
wkroczyly dwoch chlopakow, jeden ubrany w dres Nike, wysoki, wygladal na
dosc silnego. Drugi niski (wrecz smiesznie niski), w jakiejs podrubie z
5 paskami. Staneli tak na srodku sali i patrzyli na szmate, ktora doskonale
zdawala sobie sprawe, ze tym razem, tak jak poprzednia nie odpuszcza sobie
wykorzystania tak wspanialej okazji, sprobowala wiec wyjsc z klasy. Nie uszla
jednak zbyt daleko, mniejszy podlozyl mu noge i szmata zwalila sie na podloge
zachaczajac przy tym zebrami o krzeslo.
- Odpierdolcie sie odemnie! Rozumiecie? SPIERDALAJCIE! - wycharczala szmata.
     "...Leave me alone,
      I'm not asking a lot..."
- Huh - szmacie skojarzlo sie to z Beavisem&ButtHeadem, szybko jednak doszla
do wniosku, ze tamci dwaj sa inteligentniejsi - on chyba naprawde chce zarobic.
Wiekszy dresiarz przytszymal szmate a mniejszy puscil mu dwa krotkie w zaladek,
ktory zaczal szmacie podchodzic do gardla (miala jeszcze nadzieje, ze bedzie
w stanie pusic mu pawia w twarz... niestety nie mialby czym - drugie sniadanie
"ktos" wyjal mu z plecaka a pierwszego nie jadl). Zwijal sie chwile po czym
zostal wypchniety z klasy, ladujac pod nogami nauczyciela.
- On sie zaczynal psze pan!!! Kolega moze poswiadczyc, prawda? - przekrzykiwali
sie jeden przez drugiego.
- Powiedz mi psie, dlaczego ty sie tak lubisz bic? Obnizylismy ci juz zachowanie
za bicie w zeszlym polroczu a ty nadal sie bijesz i zaczynasz w kolegow? -
powiedzial wyraznie zadowolny z siebie pan pedagog.
- I jeszcze nas wyzywal. Tak jest, od skierwili i takich, na "k", no wie pan.
- Masz cos do powiedzenia w tej sprawie?
Szmacie brakowalo slow... zreszta i tak byla zmeczona tym wszystkim, zyciem i 
szkola... nie chcialo sie jej juz nic mowic, i tak nie daloby to zadnego
rezultatu - milczala wiec.
- Dobrze wiec, porozmawiam sobie z twoja wychowawczynia.
     "...Od dzisiaj bedzie zyl,
      zabije zeby zyc..."
Ale ja tak nie potrafie - pomyslal - ja naprawde nie potrafie tak jak oni...

  Szmata powoli wlekla sie do domu, zastanawiajac sie jak powiedziec rodzica
o kolejnej jedynce z polskiego. Mial dwie proste mozliwosci:
a) powiedziec i znow, tak ja wczoraj uslyszec jakim to jest niedorownietym
kretynem nie majacym zadnych szans na dostanie sie do LO, badz
b) nie powiedziec, udajac, ze wszystko jest OK i miec nadzieje, ze na nastepnej
wywiadowce rodzice nie spojrza w dziennik i nie zauwaza jedynki.
Postanowil nie mowic, moze dzieki temu pozwola mi odebrac poczte chociaz...
- Jaka poczte? Znowu pewnie bedziesz ogladal jakies gole baby i rozmawial z
tymi twoimi satanistami. Do bierzmowania idziesz i bedziesz sie tym zajmowal?
Nie, nie pozwalam. Nie bedziesz odbieral zadnej "poczty"! - matka zdawala sie 
byc zadowolna ze swojego zachowania.
A nie powinna, pomyslala szmata. Inet jest moja jedyna forma rozrywki...
Przeciez w gruncie rzeczy to tak samo jakbym rozmawial przez telefon, tyle, 
ze rozmowa z wawa jest za droga. Dlaczego nikt mnie nie rozumie? A od tych
ktorzy mnie rozumieja staraja sie mnie odciac?
     "Wszyscy chca twojego dobra,
      wiec nie daj go sobie odebrac!"
Tak, to napewno bedzie dla mnie lepsze... "Zegnajcie" pomyslala szmata...
  Nastepnego dnia, tak jak przez nastepny miesiac, i przez nastepny rok
szmata nie pokazala sie juz w szkole... Nikt nie wiedzial dlaczego, ale
w gruncie rzeczy nikogo to nie interesowalo...    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl