Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

		                _________________________________
                                INFERNO
                                _________________________________
                                                            Elcia
                                _________________________________
                                Luty 1998   -   S p e t z g a r t




         Spotkalam  go w jakims wyjatkowo ciemnym pubie, do ktorego weszlam
         tylko  za  sprawa  ulewnego,  niemal  potopowego  deszczu. W kraju
         szalala  wtedy  powodz,  ale  ja jeszcze nic o tym nie wiedzialam.
         Zamknieta   w  mojej  izolatce  na  dwiescie  czterdziesci  osob -
         dochodzilam  wtedy  do gorzkiego wniosku, ze istnieje niebagatelny
         zwiazek  znaczeniowy  pomiedzy  wyrazami:  internat i internowac..
         Zeszlam  po  mrocznych  schodach  w  glab tej otchlani dymu, gdzie
         szum   glosow   ludzkich   zapewnial   mi   anonimowosc.   Wnetrze
         przypominalo   sredniowieczne  lochy  ze  sklepieniami,  jak  te w
         krakowskich,  gotyckich kamienicach. Tak, smierdzialo w tym lokalu
         papierosami,  a towarzystwo bylo jakies szare i bezplciowe. Ciemna
         masa cial, ktore wlewaly w siebie litry piwa. Nie wiem, czy ludzie
         tam  ze  soba  rozmawiali.  Przychodzili  sie napic i posiedziec w
         sasiedztwie  innych,  im podobnych. Rozmowa nie byla im potrzebna,
         ani cisza - po prostu szukali 'swietego spokoju'.
         Usiadlam  przy  barze  i zamowilam Bailey's. Jakos w te pogode nie
         mialam  ochoty  na  plebejskie  piwo.  On  siedzial  obok ze swoim
         martini  i  bawil  sie  wykalaczka. Nie wiem juz jak wywiazala sie
         nasza  pierwsza  rozmowa.  Za  pewne nie byla to blyskotliwa akcja
         rodem  z  amerykanskiego filmu. Raczej niezgrabne, polamane slowa,
         ktore  ukazaly mi go od tak ludzkiej strony, ze trudno bylo oprzec
         sie jego urokowi.
         Po   godzinie   zdecydowalismy,   ze   zmienimy  lokal.  Przytulna
         kawiarenka  na  parterze,  z oknami z nieprzejrzystego, kolorowego
         szkla,  przez  ktore  swiat  wrzucal  do  srodka  barwne refleksy,
         pomogla zmienic temat na bardziej intelektualny. Pisal opowiadania
         i zaczynal bawic sie poezja..
         -  To  na razie tylko wprawki.. Zreszta, kiedy mialem pisac, skoro
         wczesniej tylko czytalem?
         Jego  lektury  zdruzgotaly mnie i nawet troche zawstydzily. Zawsze
         skrycie wierzylam, ze 'moja' literatura jest wysokiej klasy, oraz,
         ze  jak  na  moj wiek, to przeczytalam duzo... Jednak, mimo ze nie
         bylam  przecietna,  Jago  byl  godzien podziwu. Mial w glowie tyle
         rzeczy,  ze  mialam  ochote uciec i spotkac go dopiero za dziesiec
         lat,  gdy  nadrobie wszystkie te godziny, ktorych nie spedzilam na
         lekturze.. Tak bardzo mu zazdroscilam. Wiedzialam jednoczesnie, ze
         straconego  czasu  juz nie odnajde, totez postanowialam za wszelka
         cene skorzystac z wiedzy Jago dla potrzeb wlasnego wzrostu...

         Nasza   przyjazn   rozwijala   sie   bardzo   szybko   i  wyzwania
         intelektualne,  jakie  sobie  nawzajem  rzucalismy,  sprawialy, ze
         dzieki  wzajemnym  bodzcom  rozwijalismy  sie  jak  kwiaty wiosna.
         Czesto  spotykalismy  sie w bibliotece i razem czytalismy rozprawy
         Kanta   czy   Hegla.  W  kraju  caly  czas  padal  deszcz,  a  my,
         nierozlaczni  ze swoimi notesami "zlotych mysli", czytalismy sobie
         nawzajem  nasze  pomysly  i  szkice  prac.  Czulam sie szczesliwa.
         Jednoczesnie  moje  zycie  uczuciowe kwitlo i Jago w niczym mu nie
         zagrazal..  Jednak  bylo  jeszcze cos innego. Moja ambicja zaczela
         pomalu zjadac mnie od wewnatrz. Wykanczaly mnie calonocne maratony
         filozoficzne.  Wysilek  intelektualny  zabijal  mnie, a jednak nie
         chcialam   sie   poddac.   Pragnelam  codziennie  zaskakiwac  Jago
         glebokoscia  wgladu w to co jest i co byc powinno. Etyka stala sie
         moja  domena  i  wiedzialam,  ze dopoki nie zwolnie tempa, on mnie
         na  tym  polu  nie  pokona  i, niedoscigniona, bede mogla byc jego
         wyrocznia...

         Pewnego  dnia,  wraz  z moim partnerem, uznalam jednak, ze juz tak
         nie  moge.. ze powinnam, na jakis czas, dac sobie spokoj, poniewaz
         moja konstrukcja psychiczna tego dluzej nie wytrzyma. Powiedzialam
         o  tym  Jago. Nie byl zawiedziony, wrecz przeciwnie, w jego oczach
         zauwazylam  promyki szczescia. On tez nie potafil ustapic mi kroku
         w  walce,  a  bal  sie wycofac. Wyznal mi, ze takze marzyl o takim
         'urlopie',  ale  nie wiedzial jak mi o tym powiedziec. Wiedzialam,
         ze  wszystko bedzie dobrze.. Poszlismy do parku, a on zaczal swoje
         opowiadanie. "Wyobraz sobie..."
         No  tak...  Wstep  zapowiadal  dluga,  aczkolwiek  wcale nienudna,
         opowiesc...  Oparlam  sie  wygodnie  na lawce, po czym, odchylajac
         glowe  do  tylu,  zwrocilam blada od przesiadywania w bibliotekach
         twarz  ku  czerwcowemu  sloncu...  A  kraj  tonal  juz  od dawna w
         strugach  ulewy.  Zamknawszy  oczy  poddalam sie falom aksamitnego
         glosu Jago.

         ...  Takie miejsce ... Zupelnie odrealniony swiat, a w nim wielkie
         spoleczenstwo,  dla  ktorego demokracja to tylko archaiczny wymysl
         'niejakich'  Grekow;  spoleczenstwo,  ktore  nie posiada prawa ani
         sadow.  Nie  ma  tam rzadu ani zadnej innej struktury politycznej.
         Ustroj-ameba,  w  ktorym  nikt  nie ma okreslonej funkcji, a kazdy
         jest  rowny  wszystkim  innym. Poglady tych ludzi sa bezksztaltne,
         poniewaz  nie  ma dyskusji, nie ma tez roznic zdan... nie istnieje
         nawet  zadne  medium  przekazujace  informacje; brak filmow i brak
         muzyki;   nie   ma   wsrod  tych  istot  pociagu  seksualnego;  sa
         odmiennych  plci, jednak ich milosc to uczucie czysto platoniczne;
         nie znaja rozkoszy, nie odczuwaja podniecenia...
         Co  ciebie  powinno  zainteresowac:  nie  maja  uniwersytetow  ani
         bibliotek;  nie  czytaja  ksiazek...  nie  wiedza  co  to ksiazki;
         uwazaja,  ze  nie  potrzebuja  wiedziec  wiecej - i tak wiedza juz
         wszystko; pojecie 'rozwoj' dla nich nie istnieje.. Podobnie nie ma
         dla nich tabu.. - powoli przyspieszal i widac bylo, ze jest bardzo
         zaangazowany emocjonalnie w te historie - Powiedz ktoremus z nich,
         ze  sa  rzeczy,  o ktorych nie powinno sie mowic ani myslec, a nie
         powie  nic,  tylko  odwroci  sie  i  pojdzie  swoja droga, aby nie
         naruszac swojego spokoju. Wlasnie! - krzyknal tak niespodziewanie,
         ze  az  sam  przestraszyl  sie  swojego glosu... otworzylam oczy i
         spojrzalam w jego strone. Mial rozpalone goraczka czolo i wygladal
         na wyjatkowo wzburzonego. Przerazil mnie ten widok, ale koniecznie
         chcialam  uslyszec  ciag  dalszy...  Czekalam, az rozpocznie mowic
         dalej  -  To  ten  ich  spokoj..  bardzo  irytujaca sprawa. Sa tak
         spokojni,  blodzy  i  beztroscy,  ze  nie  tylko trudno ich czasem
         zrozumiec, ale az nie sposob z nimi wytrzymac.

                                        ***

         Opowiadal   dalej...   O   wszystkich  tych  roznych  zwyczajach i
         patologicznych  warunkach,  w  ktorych  nie  potrafilabym przezyc.
         Mowil  o  tym  dziwacznym, aemocjonalnym, bezbarwnym swiecie przez
         pare  godzin,  a  ja  odkrywalam,  ze zaczynam doceniac wewnetrzne
         piekno  grozy,  jaka  mi towarzyszy, gdy mijam noca ciemne zakatki
         miasta, badz tez odrazy jaka mnie ogarnia, gdy slucham bluznierstw
         w wiadomosciach radiowych.
         -  Skad  wiesz o tym swiecie? - spytalam - To jakis sen? pomysl na
         nowe opowiadanie, slabe zreszta - dodalam z przekasem.
         - Nie, skadze. Sam nie wymyslilbym takiego absurdu. Zgadnij.
         - Jago, prosze.. Wiesz, ze nie lubie takich zabaw. Przeczytales to
         gdzies?
         -  Nie  - sciszyl glos, odprowadzajac wzrokiem kustykajaca o lasce
         staruszke  do  zakretu  alejki  -  nie.. ja tam bylem. - dokonczyl
         szeptem.  Chwila  ciszy.  Nie  wiedzialam  czy  zartuje  czy  mowi
         powaznie. Postanowilam przeczekac ten moment konsternacji...
         - Nie moglem wytrzymac, wiec ucieklem.
         - A reszta? Ci inni.. czy oni tez uciekli?
         -  Oni  nie  zdaja  sobie  sprawy, ze stamtad w ogole mozna uciec.
         Stamtad  nie  ma po co uciekac. Oni nie czuja takiej potrzeby. Dla
         nich  wszystko  jest tam cudowne i wspaniale. Poza tym nie wiedza,
         ze  gdzies  jeszcze  jest  jakis  inny  swiat...  Ale  ja  stamtad
         ucieklem!!!  Nie  pytaj  jak... Mialem wtyki u szefa. Wlasciwie to
         musialem dosc nisko upasc, zeby mnie z wlasnej woli wyrzucono. Ale
         do tego niezbedny byl niesamowity potencjal intelektualny, a skoro
         tam  panuje "Wybitonosc Przecietna"... to nikogo na to nie stac...
         widzisz,  to takie zabezpieczenia nomenklatury... nikt nie jest na
         tyle  gloopi,  zeby  przypadkiem  do  tego  dojsc...  ale  tez nie
         istnieje  geniusz,  w  ktorego  mozgu  jakas  przeklamana  chaosem
         reakcja  moglaby  wywolac  czarnomagiczne mysli i chec ucieczki. -
         widac  bylo niezdrowe podniecenie na jego twarzy, zaczal powtarzac
         to  co  mowil  juz  wczesniej - Nie mozna sie kochac... zapomnij o
         kawiorze  i innych wspanialosciach dla podniebienia... nie szukasz
         nowych  bodzcow..  zero  rozwoju. Wszystko jest juz naj! Nuda. Nie
         masz  w myslach nic co byloby zakazane. Jestes rzygliwie czysta...
         Musialem   sie  wyrwac  z  tego  zaczarowanego  kregu  zaslepienia
         istnieniem!  Bylam  przerazona. Wizja, ktora zarysowal przed moimi
         oczyma byla paralizujaca.
         - Mam nadzieje, ze mnie sie cos takiego nie przytrafi - zauwazylam
         z blaganiem w glosie.
         -  Mozesz  zostac  z  jedna  z  nich.  Masz calkiem duze szanse. -
         usmiechnal  sie  przekornie, tak, ze nie wiedzialam juz jak mam go
         traktowac.
         - Jago, nie wierze ci, ale historia wywoluje ostre emocje... mozna
         cos z niej zrobic. Nikt jeszcze o czyms takim nie slyszal.
         - Zaslepiona! Tutaj wszyscy tylko o tym mowia!
         - Masz jakis dowod na to, ze tam byles, ze to pieklo istnieje?
         Po  raz  kolejny  tego  dnia pokazal mi swoje piekne, biale zeby w
         urzekajaco- rozbrajajacym usmiechu..
         - Jasne.
         Uniosl  otwarta  dlon,  pokazujac  mi barbarzynsko przedziurawiona
         reke;  potworna  blizna na samym srodku jego dloni. Zdziwilam sie,
         ze  nigdy wczesniej jej nie zauwazylam. Spuscil powieki i zacisnal
         zeby. Bol? Wspomnienie bolu?
         - To ich znak...

                                        ***

         Nie  chcial  juz  nic wiecej o tym opowiadac. Za kazdym razem, gdy
         podejmowalam  proby  wyciagniecia z niego informacji na temat tego
         upiornego  miejsca natrafialam na zimna sciane milczenia. Potrafil
         w  ulamku  sekundy zmienic sie z elokwentnego Jago, jakiego zawsze
         znalam,   w   potwora,  ktory  usmiercal  mnie  swoja  cichoscia i
         nieziemskim   spokojem.   Po   jakims   czasie  przestalam  szukac
         odpowiedzi na dreczace mnie pytania. Czulam jednoczesnie ze powoli
         powracalismy  do  rownowagi.. Czulam tez, ze nadchodzi moment, gdy
         znow  razem  stawimy  czolo wyzwaniom inelektu. Jago zaproponowal,
         zeby  zainaugurowac ten wielki 'come-back', jak o tym mowil, jakos
         wyjatkowo...

                                        ***

         Poszlismy  na  spotkanie  klubu dyskusyjnego... Gosciem specjalnym
         mial  byc  "Nitsche  pokolenia nowej fali". Za mlodu byl punkiem w
         Glasgow. Pozniej sie nawrocil i o wiele spokojniej wyznawal swiatu
         swoje  przekonania.  Chyba  nawet  zostal  praktykujacym dewota...
         Pozniej  luka  w  zyciorysie. Rok, o ktorym nikt nic nie wiedzial.
         Moze pojechal gdzies do Tybetu szukac nauki i oczyszczenia. Wrocil
         i  zaczal  pisac znacznie agresywniej, a jego poglady przypominaly
         troche podstawowy program Nihilistow.
         Usiadlam   w  pierwszym  rzedzie,  poniewaz  Jago  byl  tu  wysoko
         powazany, a jego goscie honorowani szacunkiem prezydenta klubu...

         Mezczyzna  byl  niewysoki,  siwy,  bynajmniej  nie lysiejacy. Mial
         donosny,  metaliczny  glos,  ktory zmuszal do bezwzglednej ciszy w
         czasie opowiesci. Spodobal mi sie ostro zarysowany, wyrazny profil
         ze  szpiczastym,  typowo angielskim nosem... Jednak jesli chodzi o
         Jago to pisarz-filozof wywarl na nim wyjatkowo negatywne wrazenie.
         Wydawalo  mi  sie  nawet,  ze widze odcien strachu na jego twarzy.
         Spiety,  uwaznie siedzial obok mnie, ale bylam pewna, ze wyjdzie z
         auli  w  czasie  pierwszej przerwy, aby juz nie wracac. Czulam, ze
         nie  powinnam  z  nim  o  tym rozmawiac, nie powinnam o nic pytac.
         Ciekawe  co  w  wygladzie tego czlowieka tak go zdeprymowalo. Jego
         niechec  byla  widoczna  zanim tamten wydobyl z siebie jakikolwiek
         dzwiek.  Jednak  to,  o czym mowil artysta nie pozwalalo mi dluzej
         myslec o stanie Jago.
         Opowiadal  o  nicosci  i  Bogu,  o  szczesciu  i  mece. W jego oku
         blyskala  nieludzka  inteligencja...  Diaboliczne  mysli wygladaly
         przez zrenice z samego dna duszy...
         W  czasie  przerwy  Jago,  tak  jak  przypuszczalam,  zniknal.  Ja
         natomiast,  niesamowitym  wysilkiem woli, zebralam sie na odwage i
         podeszlam   do   "Nietschego".   Powiedzial,   ze  chcial  ze  mna
         porozmawiac,  poniewaz  jako jedyna osoba na sali naprawde slucham
         tego  o  czym on mowi, i zdaje sie to pojmowac. Powiedzial tez, ze
         mam w sercu podstawy najgrozniejszej dla czlowieka wiedzy...
         Ze zlowrogimi iskrami w oczach wymanewrowal mna do kata hallu.
         - Gdzie jest twoj przyjaciel? - zapytal.
         - Nie mam pojecia. Podejrzewam, ze wyszedl... Zna go pan?
         -  Hmm,  powiedzmy,  ze  znamy  sie przelotnie. Zrobil swego czasu
         niewielkie  zamieszanie... gdzies, kiedys... Nie istotne. Odszedl,
         powiadasz?
         - Nie tak bym to ujela.. ale istotnie, nie ma go tutaj..
         Mezczyzna  na  moment  mnie  zostawil...  Zniknal na zapleczu. Gdy
         pojawil sie ponownie, niosl martini i Bailey's?
         -  Och... skad pan wiedzial, ze to moj ulubiony trunek? - spytalam
         rozpromieniona..
         -  Kobiety  lubia  slodycz, czyz nie? - Spojrzal mi prosto w oczy,
         podczas  gdy  ja  saczylam  koktajl.  Prawie sie zaksztusilam, tak
         nieludzkie  wydaly  mi  sie  jego  oczy... Nagle cale moje wnetrze
         wydalo  mi  sie  amorficzne...  rozplywajace  sie i mieszajace sie
         uczucia  na  moment  przycmily moja swiadomosc. Moment, i wszystko
         bylo  wyrazne  i  czyste. On zas zajal sie swoim martini... Uniosl
         napoj do ust, a na jego dloni ... blizna! Niemal identyczna jak ta
         Jago... Tez jej wczesniej nie zauwazylam..

                                        ***

         "Nietsche" siedzial na przeciwko mnie i odpowiadal wyczerpujaco na
         wszystkie  moje pytania. Powiedzial, ze Jago juz nie wroci. Ze boi
         sie jego; ze teraz wiem za duzo, by mogl sie ze mna spotkac...
         Wrocily pytania, ktore odrzucil Jago.
         -  Uciec:  nie  chcesz?  nie  mozesz? nie wiesz nawet po co chciec
         uciekac...  tam  jest  najlepiej.  Nigdzie  indziej nie znajdziesz
         Spokoju. Ale ja ucieklem, podobnie jak Jago... Zreszta on byl moim
         uczniem...  dzieki  mnie  zauwazyl,  ze  moze  byc  inaczej. To ja
         poszerzylem  jego  horyzonty,  ale  teraz  juz  nie  jestem z tego
         dumny..
         -  Co  to  za  miejsce,  gdzie to jest? Jakas subkultura? prywatna
         wyspa zakazanego kultu z LSD w monstrancji? sekta?
         Usmiechnal sie poblazliwie...
         - To Raj. Niebo, Eden, Pola Elizejskie, Nirwana... Co chcesz!
         Zamarlam.. Jednak wyjatkowo szybko wrocila mi jasnosc umyslu.
         - Czy oni wszyscy powariowali?! Ja tam nie chce isc!!

                                        ***

         "Nietschego"  juz  nie widzialam... Jago podobnie. Zaraz po tamtym
         spotkaniu  z  "Nietsche"  w  jakims  wyjatkowo  ciemnym  pubie, do
         ktorego  weszlismy  tylko  za  sprawa  ulewnego, niemal potopowego
         deszczu,  pobieglam  dowiedziec  sie  czegos  wiecej  o  grzechach
         smiertelnych... Przeciez nie mozna ufac slepemu losowi, nie?.
         W  kraju  szalala  wtedy  powodz,  ale  ja  jeszcze  nic o tym nie
         wiedzialam.


                    ___________________________________________

                                   Koniec wstepu

    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl