Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

  Biec. Byle dalej. Byle szybciej. Oderwac sie. I nigdy juz nie wrocic. 
Podeszwy sandalow miarowo uderzaja o rozgrzany asfalt. Po policzkach 
splywaja lzy. Scisniete gardlo i lomoczace serce, pragnace wolnosci, 
ktorej nie dane mu zaznac. Jakis krzyk. Ktos szarpie za rekaw. Ryk 
klaksonu i silne uderzenie. Swiat przewraca sie do gory nogami, wiruje. 
Pozniej twardy upadek i oczy zasnuwa mgla. Krzyki cichna i pozostaje tylko 
pustka. Pustka i uczucie spadania. Prosto w otchlan.
  Kim jestem? Dlaczego uciekam? Czemu zdarza sie, ze czuje taka odraze do 
tego swiata? Swiat... Zamkniety swiat... Przeklety, zamkniety swiat! 
Zamkniety w sobie, swojej smiesznosci i malosci. Zamkniety przed wszystkim. 
Dajacy odpor wszelkim uczuciom z wyjatkiem egoizmu, chciwosci, zazdrosci... 
Miotany wewnetrzna goraczka zadzy... Wygorowane aspiracje i niespelnione 
marzenia. Swiat pelen chodzacych trupow, zyjacych z dnia na dzien - nie 
widzacych nic za soba ani przed soba... Zadnej przeszlosci, zadnej nadziei. 
Tylko marzenia... Miliony marzen - a wszystkie skupione na jednym - chce 
byc szczesliwy! Tak wlasnie krzycza ludzie... Niektorzy glosno, inni we 
wlasnej duszy... Jesli jakakolwiek maja. Czy ktorys z nich pomysli o innych? 
Zatroszczy sie o to, czy ktos jest smutny? Samotny? Sprobuje mu pomoc? 
Ten swiat jest chory. Praca dla pracy, zycie dla zycia, milosc dla milosci. 
Pieniadz robi pieniadz, a jedna choroba wywoluje nastepna. Dzieciom juz 
od kolyski mowi sie, jak postepowac w spoleczenstwie ludzi. Jak rozpychac 
sie lokciami i podkladac swinie. Plotkuje sie przy nich i obgaduje sasiadow. 
Przeklina sie, pali i pije. Uczy sie je o milosci i dobroci, a rownoczesnie 
kloci sie, bije, rozwodzi... Swiat stoi na glowie. Zmieniaja sie rzady i 
ludzie od razu zapominaja o swoich korzeniach. Przeklinaja na czym swiat 
stoi poprzedni ustroj, wsadzaja do wiezien niegdysiejszych przyjaciol, by 
po kilkunastu latach i kolejnej zmianie ustroju stawiac im pomniki za 
meczenstwo. Naucza sie o tolerancji i zrozumieniu, a setki i tysiace 
uposledzonych, chorych na Aids, homoseksualistow, narkomanow czy innych 
'odmiencow' sa wyganiane z kazdego podworka, spod kazdego domu, nie mogac 
sobie znalezc miejsca. Tymczasem wiezienia zmieniaja sie w luksusowe hotele, 
z pelnym wyposazeniem i apartamentami. Jesli historia z Sodoma i Gomora 
jest prawdziwa, to Bog juz o nas zapomnial, albo dawno nie zyje. Bo nigdy 
by nie dopuscil do tego, aby tak nikczemny swiat istnial tak dlugo.
  Kim jednak ja jestem, aby ich osadzac? Aby osadzac ten swiat pozbawiony 
sensu? Jakie mam prawo, aby go przeklinac? Jestem przeciez taki sam. Jestem 
jednym z nich - ulepiony z tej samej gliny. Zepsuty do szpiku kosci, 
przesiakniety smrodem... Egoistyczny, zimny dran, ktoremu zalezy tylko na 
sobie. Jesli ktos mowi, ze mnie lubi, to albo klamie, albo tez ma w tym 
jakis interes. Wiem to doskonale, gdyz sam tak robie. Jesli zepsucie 
czegos da mi zadowolenie - psuje to. Jezeli sprawia mi satysfakcje czyjes 
szczescie, staram sie mu pomoc, aby byl szczesliwy. Wciaz jednak mysle o 
sobie. I tylko o sobie. Pan Maska. Mistrz kamuflazu. Zamkniety w sobie i 
odgrodzony od reszty swiata, pokazujacy jedynie taka twarz, pod jaka chce 
byc znany. Glupcem bylby ten, kto z tego zamknietego swiata nie wykroilby 
dla siebie malej przestrzeni. Tylko dla siebie. Zamkniety w zamknieciu w 
zamknietym swiecie. I czasem tylko przez ten mur przebija sie mysl. A moze 
to prawda? Moze ktos mnie lubi? Przez chwile czuje cieply dotyk slonca, 
lecz zaraz pozniej wizja sie konczy. Wraca znowu szara codziennosc i 
swiadomosc obcosci. I samotnosci. W pelnym ludzi swiecie, z ktorego nie 
mozna sie wydostac, czlowiek pozostaje samotny. Paradoks. Zdarza sie, ze 
obok mignie jakas twarz, zatrzyma sie na chwile, czasem usmiechnie, by 
juz w nastepnym momencie nie pozostalo po niej nawet wspomnienie.
  Czemu uciekam? Dlaczego placze? Czy dlatego, ze cos zaczelo do mnie 
docierac? Dlatego, ze razi mnie swiatlo nowego slonca dostajace sie przez 
wyrwe w murze? Dlatego, ze nie moge zniesc mysli, ze znalazly sie jednak 
osoby, ktorym na mnie zalezy? Jak to mozliwe? Trudno sie przyzwyczaic do 
tego uczucia. To boli, ale tez jest przyjemne. Znow paradoks. Kiedy na kims 
Ci zalezy, to jestes w stanie zniesc nawet wielki bol... I byc szczesliwym. 
Lecz czy ja tak potrafie? Czego sie boje? Czy tego, ze ktos mnie zrani? Ze 
nie zniose bolu? A moze tego, ze ja zranie kogos? Mimoza... Otwiera sie 
chwytajac promienie slonca, lecz wystarczy silniejszy dotyk wiatru, a juz 
zamyka sie w sobie drzac z leku. Czy kiedys otworzy sie calkiem? Bez 
strachu? Ona moze. Ja nie wiem. Czemu ktos polubil czlowieka takiego jak 
ja? A moze nie polubil mnie, lecz jedna z moich masek? Moze to tylko 
zludzenie? Senna mara, ktora zaraz prysnie? A jesli nie? Jesli rzeczywiscie 
ktos polubil mnie takiego, jakim jestem? Ze wszystkimi moimi wadami? Moze 
czas przestac uciekac i stawic swiatu czola? Moze czas zrozumiec, ze nie 
mozna widziec wszystkiego w czarnych barwach? Byc moze to prawda, ze nawet 
w tym zamknietym swiecie goszcza wyzsze uczucia? Kolezenstwo... Przyjazn... 
Milosc? Jak to szlo?
"Gdy idziesz wsrod burzy
 Podnies wysoko glowe i nie lekaj sie ciemnosci.
 Idz dalej pod wiatr, idz dalej przez deszcz,
 Choc twoje marzenia porwal wiatr,
 Idz dalej z nadzieja w sercu,
 A juz nigdy nie bedziesz szedl sam."
  Spadanie ustalo. Wysoko w gorze pojawil sie drobny punkcik swiatla. Szybko 
zaczal sie powiekszac i zblizac. Gdy wielka sfera swiatla mnie wchlonela, 
poczulem wszechogarniajace cieplo.
  Otwarte oczy. Bialy sufit. Jasne swiatlo dnia. Silny zapach srodkow 
dezynfekcyjnych. I twarze. Pochylone nade mna twarze, z ktorych troska i 
bol wlasnie umykaly zastepowane przez zdumienie i radosc. Okrzyki sciagaja 
personel. Pielegniarki krzataja sie wokol, lekarze kreca z niedowierzaniem 
glowami. A na twarzach moich przyjaciol widze teraz spokoj i pewnosc. 
W mym sercu goszcza te same uczucia. Wiem. Mam absolutna pewnosc, ze 
niezaleznie, co by sie dzialo, juz nigdy nie bede sam.
Dzieki Wam.

paskuda
    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl