Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

Pomysl na ten tekst mialem juz od dawna. Ale jakos tak nie moglem sie
wziac za niego. Dopiero teraz, po repkowym "Mandelli", usiadlem na pol
godziny przed kompem. Jest to tez opowiadanie na podstawie komiksu, i
dlatego prosze was o nierozsylanie tego dalej, bo nie mam zadnych praw
autorskich, itp. Traktuje to raczej jako rozgrzewke... Zachecony przez
blizszych i dalszych przyjaciol i znajomych mam nadzieje skonczyc z ponad
polrocznym okresem impotencji tworczej i, jesli mi sie uda, juz niedlugo
mozecie sie spodziewac zalewu moich tekstow... Have phun!


			 Katecheta 
	Na podstawie komiksu umieszczonego w "Reset 5/98" 
	  autor komiksu: Minkiewicz (imienia nie znam) 
 
  Przemierzalismy opuszczona wioske. Motor, potezny harley, pozostawial za
soba tumany kurzu. Ubrany w nowy, choc juz zakurzony garniturek,
siedzialem za Katecheta, trzymajac sie paska jego spodni. Motocykl,
pieknie stylizowany, z reflektorem zalepionym na ksztalt krzyza,
emblematem "Alleluja", zamiast tradycyjnych skrzydel Harleya, figurka
Matki Boskiej umieszczona na przednim blotniku i choragiewka z Barankiem
na niebieskim tle, glosno grzmial z rur wydechowych.
  Bylem wtedy ministrantem, mialem moze 12 lat, ale do tej pory pamietam,
jak ekscytowala mnie ta podroz. Moj Katecheta byl czlowiekiem, po ktorym
widac bylo, ze wiele juz widzial i wiele przezyl i takie rzeczy juz nim
nie wstrzasaja. No bo wyobrazcie sobie faceta wielkiego jak drzewo, calego
pokrytego tatuazami, lysego, o nalanej twarzy zabijaki barowego (jednego z
tych mniej przystojnych), w malych okraglych okularach slonecznych
zakrywajacych oczy, ubranego w czarne skorzane spodnie, i takaz sama
kamizelke, bez rekawow, ale z wielkim herbem Stolicy Apostolskiej
umieszczonym na plecach. Czy taki gosc moze sie czyms przejmowac? Albo
wzbudzac zaufanie? Ale Katecheci musieli takimi byc, oni nie mieli
wzbudzac zaufania wygladem. Mieli nawracac, bronic ludu bozego przed
zgubnym wplywem Zlego. A my, wybrani sposrod rzesz ministrantow, bylismy
ich giermkami.
  Tak wiec przejezdzalismy przez opuszczona wies, rozgladajac sie za kims,
kto powiedzialby nam, co sie tu stalo, gdy wtem zauwazylismy jakiegos
staruszka, popijajacego z butelki samogon. Przestraszyl sie ryku motoru i
wypuscil z rak butelke. Szybko jednak zauwazyl emblematy na motocyklu i
podnoszac na nas zmeczone oczy przywital nas:
  - Niech bedzie pochwalony... 
  - Na wieki wiekow - odparlem
  - Jak wyglada sytuacja? - Katecheta nie bawil sie w grzecznosci. 
  - Ci, ktorzy przezyli, uciekli w gory. Tylko ja zostalem i pochowalem
zabitych... Oprocz tych w kosciele. Balem sie, bo...
  - Wiem - przerwal Katecheta, robiac balona z zutej od kilku godzin gumy
- zostancie tu i modlcie sie. Macius! 
  - Tak? - zapytalem, gotowy do pomocy. Bylem bardzo podekscytowany i
prawie nie czulem strachu... Przyszykowalem juz gromnice i ksiazeczke do
nabozenstwa.
  - Lap! - krzykal Katecheta, wypluwajac gume, ktora zlapalem w rece - I
znajdz kosz.
 
				* * *
 
  Kosciol wygladal normalnie. Rzady drewnianych siedzen, wieczorne swiatlo
leniwie wpadajace przez witraze. A jednak...
  - Cos mnie tu niepokoi. 
  - Co? - Zapytal Katecheta, nie zwalniajac kroku. Szlismy glowna nawa
prosto do...
  - Moze ta ognista dziura przed oltarzem - powiedzialem, nie zblizajac
sie na wszelki wypadek. Dziura w podlodze wygladala podejrzanie. Nawet
bardziej podejrzanie od krwawych sladow na oltarzu. 
  - Hmmm... - Katecheta, przyjrzal sie jej z uwaga. 
  Nagle w dziurze zawrzalo, i wtem wyskoczyl z niej ognisty potwor, wysoki
na piec metrow. Plomienie buchaly wokol niego, a przez grzmot dalo sie
slyszec zlowrogie: "CZEGO CHCECIE?!?".
  Ale Katecheta byl szybszy - Nie gadamy z gnojem! - krzyknal, plynnym
ruchem wyciagajac potezna, 30-centymetrowa armate, ktora bluzgnela ogniem,
gdy tylko wycelowal ja w potwora i pociagnal za spust. Dymiaca luska nie
zdazyla jeszcze opasc na podloge, podobnie jak rownie dymiaca reszta glowy
potwora, gdy Katecheta juz odkapslowywal butelke piwa.
  Spojrzalem do dziury. 
  - Oh moj Boze! - jeknalem pod wrazeniem - to napewno jest portal do
wewnetrznych kregow PIEKIEL. Przejdziemy wszystkie poziomy pokonujac
zatepy ciemnosci, a na koncu zabijemy samego LUCYFERA!
  - Moze - ostudzil moj zapal Katecheta - ale najpierw pomodlimy sie do
Ducha Swietego i poprosimy o jakies wskazowki.
 
				* * *
 
  - Juz po wszystkim? - Zapytal staruszek, gdy wracalismy pewnym krokiem
do motocykla.
  - Nie - odparl Katecheta. 
  - Ale wioska jest bezpieczna? 
  - Nie - usiadl na motorze, a ja za nim
  - Nie pokonaliscie Zlego? 
  - Nie - zastartowal silnik. 
  - To jak to? - przestraszyl sie dziadek. Z jego drzacych rak wypadla
laska, ktora sie podpieral - To co teraz bedzie?
  - Placz i zgrzytanie zebow. 
  - Czemu?!? 
  Katecheta obrocil powoli glowe w jego strone. 
  - Trzeba bylo wczesniej nie grzeszyc, dupku - wycedzil - trzeba bylo nie
grzeszyc... - powtorzyl zmeczonym glosem.
  Motocykl wyplul z rur wydechowych jezyki ognia, i ruszylismy przed siebie.




         ,       ,, ,                 
Jakub Gwozdziu Gwozdz                 Vabank to wlasnie to - vabank, vabank
mailto:gwozdziu@agh.edu.pl            co owej nocy sie zdarzylo.
Jego Ekscelencja Prezes               Vabank zagralem, ona tez vabank
KNNNSzMPChOChPKIM                     i bylo nam szalenie milo.



--------
**               Lista dyskusyjna rpg-priv@listy.rpg.pl                 **
**      HELP znajdziesz pod adresem: rpg-priv-request@listy.rpg.pl      **
    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl