Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

		Oh No! More Alones(TM)!
		John MacKanacKy fanfiction

		by Gwozdziu (Jakub Gwózdz)

"Alone(TM)" is a registered trademark of John MacKanacKy Enterprises.

			* * *

  Deszcz. A w zasadzie mżawka, ale cholernie wkurzajaca. Ileż można 
stać na przystanku czekajac na ten cholerny minibus? Straciłem resztę 
cierpliwosci i wyszedłem spod wiaty, prosto pod nadjeżdżajacego tira. 
I stało się - jak to mówia: kwestia szczęscia. Zobaczyłem tylko 
fontannę wody i wykrzywiona w straszliwym grymasie twarz kierowcy za 
szyba...

			* * *

  Przyjechałem rano... Nie, od poczatku: wybrałem się rano na uczelnię, 
aby wysłać w swiat nowy płód mojego wielkiego umysłu - kolejne opowiadanko, 
które napisałem wczoraj w póznych godzinach wieczornych, konkretnie między
trzecia a czwarta ante meridiem. Ale los od poczatku był przeciwny temu
pomysłowi. Najpierw, jeszcze w domu, ochlapałem się goraca kawa, zamiast
ja wypić. Jednak nie traciłem dobrego humoru - w planie miałem przecież
uszczęsliwić kolegów swoim dziełem, na pewno czekaja z niecierpliwoscia.
Ponieważ musiałem zmienić spodnie, spózniłem się na minibus jadacy na
uczelnię. To już mnie trochę zdenerwowało. Gdy w pewnym momencie jakis
chłopak obok mnie powiedział: "Pamiętaj, nigdy nie jedz żółtego sniegu",
poczułem się zupełnie zbity z tropu... Czy ja gdzies czegos w tym stylu 
już nie słyszałem? Chciałem o to spytać tego synka, ale już był po drugiej 
stronie ulicy. Straciłem resztki dobrego humoru. Tak w zasadzie to wcale 
mi się nie chce jechać, tym bardziej w taka pogodę, ale przecież obowiazek...
  Gdy nie przyjechał następny minibus, wiedziałem już, że wszystko się
przeciw mnie sprzysięgło. Widać swiat nie chciał, abym wysłał to
opowiadanko... Ale ja byłem twardy. Uszczęsliwię go na siłę - potem może
mu wybaczę, jak już wszyscy będa się zachwycać moim geniuszem.
  No i dobrze, że zostałem - do trzech razy sztuka - a trzeci minibus 
przyjechał. Był co prawda tak zapchany, że mało brakło, a bym się nie 
zmiescił, ale przecież byłem twardy... Siadłem w bardzo niewygodnej pozycji, 
zwinięty prawie jak embrion, ale ważne, że w końcu jechałem.
  Prawa noga zdrętwiała chyba wczesniej - tylko, że wcale tego nie
poczułem. Dopiero gdy zdrętwiała lewa i zagryzajac zęby zaczałem ja
masować, uswiadomiłem sobie, że drugiej w ogóle nie czuję. Wpadłem w
panikę. Ale przecież nie mogłem zaczać wyć w wozie, bo jeszcze mnie tu
gdzie zostawia na drodze... A ja musiałem być dzis na uczelni. 
  Trwało to kilka minut, podczas których, oblany zimnym potem, waliłem się 
po nodze, nie czujac żadnego bólu. W końcu, bliski płaczu obiecałem sobie, 
że już nigdy nie wyslę żadnego opowiadania, i w ogóle nie będę się 
wyrywał... Naprawdę. W tym momencie poczułem ból. Najpierw niesmiały, po
kilku sekundach już dosć wkurzajacy. Ale cieszyłem się jak dziecko.
  W końcu dojechalismy - wyszedłem z wozu, rozprostowałem nogi (ból już
dawno przeszedł) i smiało ruszyłem na uczelnię. Zadowolony, że oszukałem
los, wysłałem tekst, dałem też parę dobrych rad i napisałem kilka bardzo
ciekawych tekstów na dwie listy dyskusyjne. Wiem, że ludzie lubia czytać
to, co piszę, więc czemu mam im odbierać tę przyjemnosć?
  Wyszedłem, gdy już zamykali laboratorium i ruszyłem na przystanek.

			* * *

  Deszcz. A w zasadzie mżawka, ale cholernie wkurzajaca. Ileż można 
stać na przystanku czekajac na ten cholerny minibus? Straciłem resztę 
cierpliwosci i wyszedłem spod wiaty, prosto pod nadjeżdżajacego tira. 
I stało się - jak to mówia: kwestia szczęscia. Zobaczyłem tylko 
fontannę wody i wykrzywiona w straszliwym grymasie twarz kierowcy za 
szyba... Śmiej się, chamie jeden. Pokazałem mu srodkowy palec. Dwóm
łebkom stojacym obok, którzy zdażyli uskoczyć, też. 
  Stałem jeszcze chwilę, opływajac brudna woda, gdy nagle przyszła mi do
głowy mysl, która zdecydowanie poprawiła moje samopoczucie. Wpadłem
bowiem na genialny pomysł na nowe opowiadanie. Naprawdę jestem
niesamowity.
  Ciekawe tylko, czy dojadę do domu.


pisane 1.IX.97 za namowa MacKanacKa.

P.S. Od Autora: Tak, od czasu do czasu zdaję sobie sprawę, że ja to chyba
jestem nienormalny... Pozdrówka.
P.P.S. Nie wiedziałem w które miejsce wstawić Dżordża, i to dlatego go
nie ma - wcale o nim nie zapomniałem.
P.P.P.S. Opowiadanie oparte na wydarzeniach autentycznych ;-) (O zgrozo!)


===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl