Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

          Star Wars - jeszcze jedna historia alternatywna
		     dedykuje Ksieżniczce Gai

				* * *

	Space. The final frontier... Pardon, wrong story.

	A long time ago, in a galaxy far far away... (* flourish *)

				* * *

  Statek kosmiczny umykajacy przed poteznym Niszczycielem Gwiazd
przypomina ksztaltem kotlet wyjety z nadgryzionego hamburgera. Lepiej
jednak nie zastanawiac sie, co przypomina kolorem. 

				* * *

  W kabinie rozwyly sie prawie wszystkie syreny i rozblysly prawie
wszystkie kontrolki. Te, ktore sie nie wlaczyly, sa akurat zepsute. 
Kapitan Solo rzuca okiem na ekran radaru. Znaczy... spoglada. 
  - O rety! Mamy przerabane! Czuly, pozbywamy sie ladunku! 
  Wielki, rudy mis siedzacy w fotelu drugiego pilota ciagnie za jedna ze
znajdujacych sie na pulpicie wajch. Ta jednak ani drgnie.
  - Uaeeaaeeaaoo.... 
  - Sam widze, ze klapa bagaznika sie zablokowala! Zrob cos! 
  Zwierz zapiera sie mocniej i juz po kilku chwilach efekt jest widoczny -
wajcha zostaje mu w lapie. 
  - No to git - wzdycha Nail Solo, kapitan "Sepa Milenium", a poza tym
przemytnik, drobny zlodziejaszek i w ogole gnida, ze drugiej takiej to w
calym Imperium ze swieca szukac. 
  Ciezkim krokiem rusza w strone lazienki. W srodku spoglada w lustro i
niemieje: 
  - Hej! Kim jest ten przystojniak?!? Czuly! W mojej lazience jest jakis
przystojniak! - krzyczy w strone kabiny pilotow - eee, poczekaj chwile -
dodaje po zastanowieniu - to tylko ja... 

				* * *

  - Lordzie Water, melduje, ze przechwycilismy obcy statek. 
  - Dokonac abordazu i przyprowadzic mi tu tego Solo. Khhhhhh. 
  Kapitan Nedek przelyka sline. Widok lorda Watera bez kasku jest zaiste
przerazajacy. Kapitan czesto zastanawia sie, czemu lord po prostu nie
zrobi sobie operacji plastycznej i ze dwoch faceliftingow, zamiast ukrywac
twarz przed swiatem. 
  - Ta jes, ser! - mowi tylko i szybko sie odmeldowuje. 

				* * *

  - Nazywam sie Water. Dariush Water. Khhhhhhhhhh... 
  - Ja... pana znam z telewizji... Nazywam sie kapitan Nail Solo i jestem
kapitanem... 
  - Wiem, wiem, kapitanem "Sepa Milenium", a poza tym przemytnikiem,
drobnym zlodziejaszkiem i w ogole gnida, ze drugiej takiej to w calym
Imperium ze swieca szukac. Khhhhhhh... - Water dostaje lekkiej zadyszki,
rzadko kiedy wyglasza tak dlugie przemowienia. 
  - O! Caly ja! - cieszy sie Solo. - Znaczy... tego... 
  - Posluchaj. Ladunek, ktory przewoziles... to bylo dla Rebeliantow,
prawda? Khhhhhh... 
  - No... tego... 
  - Kh. Khhh-hh. 
  - Tak, masz racje! Powiem ci, gdzie mielismy sie spotkac! I w ogole
pragne z toba wspolpracowac! 
  
				* * *

  Poklad Kolejarskiej Korwety, czarni strzelaja do bialych, biali
strzelaja do czarnych, a reporter strzela fleszem w kogo tylko popadnie,
skutecznie oslepiajac obie walczace strony. Widac tylko przelatujace
wiazki laserow, slychac strzaly i jeki umierajacych, a w powietrzu unosi
sie zapach spalenizny i meskiego potu. 
  - Ksiezniczko Gaio! Juz po nas! We're doomed! - pomalowany na zloto
robot, ktory to mowi, trzesie sie jak osika, o malo co nie wpadajac w
rezonans. 
  - Stul pysk, Tsetrzypeo, i gadaj po naszemu. Znaczy stul pysk, i nic nie
gadaj. Eeee... Gdzie jest ten maly, no wiesz, ten bialo niebieski taki... 
- odpiera ubrana na bialo kobieta, rozgladajac sie wokolo. 
  - Elwadedwa? Nie wiem... Gdzies tu sie krecil przed chwila... Czy
wspominalem, ze znam ponad szesc milionow form porozumiewania sie? 
  Lady Gaia szybkim ruchem wyjmuje z kabury miotacz i przystawia go do
korpusu robota. 
  - Jeszcze jedno redundantne slowo i... 
  Cale szczescie, ze akurat znajduje sie drugi robot, i Gaia kaze im obu
leciec po pomoc na znajdujaca sie niedaleko planete. W chwili, gdy za
robotami zamyka sie pokrywa kapsuly ratunkowej, na placu boju zostaja juz
tylko goscie w bialych kombinezonach i ksiezniczka. Reporter gdzies
przepadl. Faceci w bieli zaczynaja podchodzic do Gai. Wtem za nimi otwiera
sie sluza i z dymu wylaniaja sie dwie postaci, z czego jedna jest ubrana
na czarno i w kasku. 
  - Tusze, ze mam przyjemnosc z ksiezniczka Gaia? Czesc, nazywam sie
Water. Dariush Water. Khhhhhh... 
  - Wiem, wiem... Twoja postac jest narysowana na wszystkich tarczach
wszystkich strzelnic wszystkich baz szkoleniowych Rebelii. Na przyklad na
Aldebaranie, Dantonie, Jowinie... oops... 
  Tymczasem druga, dosc niska postac patrzy z podziwem na Lady G. Po
chwili odchrzaka i postanawia sie przedstawic. 
  - A ja nazywam sie kapitan Nail Solo i jestem kapita... 
  Gaia spoglada na niego chlodno. Powietrze na linii jej wzroku skrapla
sie powoli. 
  - I CO Z TEGO? - warczy. Nailowi robi sie w tym momencie strasznie
glupio, czuje sie maly i czerwony. 
  - Yyyy... tego... 
  Dalsze wywnetrznianie sie przerywa jakis syk. Zupelnie, jakby wlasnie od
statku odlaczyla sie kapsula ratunkowa. Taka, w ktorej siedzialyby dwa
roboty, majace leciec po pomoc na znajdujaca sie niedaleko planete. Water
spoglada... powiedzmy: kieruje swoja twarz... eee, glowe w strone Gai i
pyta: 
  - Co to bylo? Khhhh... 
  - Takie tam. Eeee, zdawalo ci sie. 
  W tym momencie do pomieszczenia wpada kapitan Nedek. 
  - Lordzie Water, melduje, ze od statku odlaczyla sie kapsula ratunkowa,
w ktorej nie bylo zadnych form zycia, ale byly za to dwa roboty, ktore
ksiezniczka Gaia wyslala z wolaniem o pomoc na znajdujaca sie niedaleko
planete. Jest mi bardzo przykro i przepraszam. 
  Water wyciaga reke w kierunku Nedka i zaciska ja w piesc. Potem spoglada
na rosnaca pod denatem kaluze krwi i mowi: 
  - Przeprosiny przyjete, kapitanie Nedek. Khhhhhhh... 
  - Khm - chrzaka Gaia. - A w ogole, to chcialam powiedziec, ze to misja
dyplomatyczna, i nie macie prawa tu byc. 
  - Trala lala, - odpiera Water - obecny tu pan Solo zeznal, ze mieliscie
przejac nielegalny ladunek farby w sprayu, ktorego uzywacie do pisania po
murach obelzywych tekstow. Khhhhhh.... 
  Gaia patrzy z pogarda na Naila, ktory chowa sie za lorda. 
  - Ty gnido, ty... - ma chyba jeszcze cos do powiedzenia, ale rozmysla
sie, i rzecze do Watera - powiedz mi jedna rzecz: jego dziewczyna musi sie
czuc bardzo nieszczesliwa, prawda? 
  - Khhhhhh? 
  - No, bo "Nail Solo". 
  - He he he... Znaczy, przepraszam, chcialem powiedziec: khhhh... 
  Solo czerwieni sie jeszcze bardziej. 
  - Water! Chyba nie pozwolisz jej tak mowic o twoim wspolpracowniku! 
  Water patrzy z dezaprobata na Naila, i chce cos powiedziec, ale z jego
krtani wydobywa sie tylko rzezenie: - ...hhhhhhhk, hkkk, kh... - zaczyna
rozpaczliwie wymachiwac rekami. Trwa to kilkanascie sekund, po czym Gaia
podchodzi do niego i za calej sily wali go piescia w plecy. 
  - Khhhh.... dzieki - Water prostuje sie i dodaje wyjasniajaco: - Czasem
sie zacina... - Po chwili kiwa reka na najblizszego szturmowca. - Ty!
Odprowadz ksiezniczke Gaie do celi. Khh. 
  Gdy zolnierz wyprowadza Gaie, Water cos sobie jeszcze przypomina: - Hej,
Gaiu! Khhhhh! 
  - Tak? 
  - Niezla kiecka. Kh. 
  Twarz Lady G. rozpromienia usmiech. - Och, dzieki! Twoja tez, tylko te
szerokie bary juz troche wychodza z mody... 
  - Wiem, na dodatek nie mieszcze sie w niektorych drzwiach i musze
przechodzic bokiem. Khhhh... 
  - Jak chcesz, to pomoge ci ja troche przerobic. I moze, gdyby dodac
gdzieniegdzie falbanki... 
  - Och, idz juz. Pa! Khhh... 
  - Pa pa! 

				* * *

  Drzwi do celi otwieraja sie i w wejsciu ukazuje sie postac bardzo
niskiego szturmowca. Ksiezniczka przeciera oczy i spoglada na niego z
dezaprobata. 
  - Nie jestes zbyt krotki jak na szturmowca? 
  - Pssst, to tylko ja. 
  - Co za ja? 
  Szturmowiec zdejmuje kask i oczom Gai ukazuje sie twarz kapitana Solo. 
  - Solo. 
  - STRAZE!!! POMO... 
  - OCH CICHO ZEZ BADZ! NIC CI SIE NIE STANIE! NIE HISTERYZUJ! 
  - Czego chcesz? 
  - Dostalem na ciebie zlecenie! Water kazal cie zabic, nie spodobaly mu
sie twoje przerobki jego... munduru, zwlaszcza te zwezenia w kroku... 
  - No! To juz, strzelaj. No, na co czekasz? - Gaia udaje twardzielke. 
  Solo wycelowywuje swoja bron w kierunku ksiezniczki (Solo! Lufa jest z
drugiej strony! O, wlasnie...), ale sie rozmysla. Rece bardzo mu drza. 
  - Gaiu! Kiedy ja naprawde nie chce ciebie zabic! 
  - To... po co ta bron? 
  - Water mi dal... Poza tym nie wiem, jak sie tego uzywa. Przyszedlem cie
uratowac. 
  - Tak? Och, to sorry... Przepraszam, ze bylam taka... no wiesz... Jestes
moja jedyna nadzieja. No - sa jeszcze te dwa roboty i stary Oby Jeden, ale
chyba nie bedziemy na nich czekac. 
  - Dobra, chodzmy. Przekupilem straze, nikt sie nie bedzie czepial przez
najblizsze dziesiec minut. 
  Solo i Gaia udaja sie w kierunku dokujacego niedaleko "Sepa Milenium",
przez nikogo nie zatrzymywani. Faktycznie - napotykani szturmowcy
zachowywuja sie bardzo przyjaznie, klepia ich po ramionach i tak dalej. Z
dwoma Gaia wymienia adresy i numery telefonow. Gdy juz docieraja na
ladowisko, ksiezniczka spoglada najpierw na statek, a pozniej na Naila. 
  - Tym przyleciales? Jestes odwazniejszy, niz myslalam! 
  - Dzieki. No, chodzmy, Czuly powinien byc juz w srodku. 
  - Hmmm... Mam zle przeczucia... 

				* * *

  Czuly lezy na podlodze, i sciska rekami smiertelna rane postrzalowa,
probujac zatamowac krew, gdy Nail wchodzi do kabiny. 
  - Czuly! Kto ci to zrobil? 
  - Uaeeaaeeaaoo... 
  - Kiwnij glowa, jesli szturmowcy Imperium - podpowiada Gaia. 
  - Nie... - odpiera Solo - on mowi, ze sam, przy czyszczeniu broni. 
  W tym momencie zegar pokladowy wybija polnoc. Czuly podnosi swoja
wlochata glowe i steka grobowym glosem: 
  - Posluchaj... 
  - Czuly, ty mowisz?!? 
  - Dzis Wigilia... Posluchaj... jest problem: zapomnialem swoja
kwestie... Eeee...
  Gdy Czuly w koncu kona (co trwa dobre kilka minut), Gaia mowi: 
  - Z jego futra bedzie calkiem fajny dywan. Ech.. polozyc sie na takim... 
  - Pobaraszkowalabys? - usmiecha sie Nail, najwyrazniej niezbyt przejety
smiercia drugiego pilota. I racja - zawsze to jedna geba do wyzywienia
mniej. 
  - Gbur! 
  Solo siada przy sterach i zapuszcza silniki. O dziwo - rusza od
pierwszego kopa. Solo podrywa statek i skierowywuje go w strone sluzy. 
Udalo sie! Odlatuje na pewna odleglosc od bazy i rzuca do Gai: 
  - Trzymaj sie! Ten statek rozwija zero przecinek piec powyzej predkosci
swiatla! 
  - Ze co?!? - odkrzykuje ksiezniczka. 
  - Eeee, sam tego nie rozumiem, tak pisze w manualu... - Nail szarpie za
dzwignie hipernapedu. Buczy, drga i z panelu sterowania sypia sie iskry. 
Nail usmiecha sie przepraszajaco do Gai - tego, czasem sie zacina. - Wali
zdrowo piescia w pulpit, po czym jeka i rozmasowywuje sobie dlon. -
Wlasnie w tym Czuly byl najlepszy - wzdycha i szarpie jeszcze raz za
dzwignie. Tym razem wszystko dziala i statek przeskakuje w
hiperprzestrzen. 
  Po chwili komputer pokladowy zglasza polaczenie telefoniczne. Nail
podnosi sluchawke. 
  - ... Tak slucham? Tak, a o co chodzi? 
  - Prosze pana, Grid dostal zlecenie na pana. - odzywa sie demoniczny
glos w sluchawce. 
  - Co... Jak to... zlecenie? 
  - No, ma pana zabic. Dobranoc. 

				* * *

  Zamkniety w swojej bazie w Rly'eh potwor smieje sie zlowieszczo,
odkladajac sluchawke telefonu. 

				* * *

  Tymczasem na pobliskiej planecie Tataon, stary Oby Jeden, dwa
podrdzewiale roboty i mlody Lucek mkna lazikiem w strone portu lotniczego
w Mos Icelay, najohydniejszego gniazda metow i lajdactwa. Przed samym
portem zatrzymuje ich patrol zolnierzy Imperium. 
  - Dzien dobry, dokumenty poprosze - mowi jeden z nich. - Prawo jazdy,
dowod rejestracyjny... 
  - Nie widzicie nas - odpiera grobowym glosem Oby. 
  - Nie widzimy was! - odkrzykuja zgodnym chorem szturmowcy. 
  - W ogole nas tu nie ma - kontynuuje Oby. 
  - W ogole was tu nie ma! 
  - Nie potrzebujecie ogladac naszych dokumentow. 
  - Nie potrzebujemy ogladac waszych dokumentow! 
  - Nie jestesmy tymi, ktorych szukacie. 
  - Nie jestescie tymi, ktorych szukamy! 
  - Mozemy jechac. 
  - Mozecie jechac! 
  - Dzieki, a przy okazji: - Lucek wskazuje za siebie - ci dwaj z tymi
robotami poszli w tamtym kierunku. 
  Gdy juz wjezdzaja do portu, Oby wyjmuje z kieszeni mocno sfatygowana
ksiazke, na okladce ktorej napisano duzymi przyjaznymi literami: "Nie
panikuj". Jest to oslawiony "Przewodnik: Autostopem przez Galaktyke". Oby
szybko przekartkowywuje ksiazeczke, po czym mowi Luckowi: 
  - Tu pisza, ze w kantynie znajdziemy jakiegos pilota, ktory zgodzi sie
wynajac nam statek. 

				* * *

  W kantynie Oby podchodzi do Grida, zielonoskorej kreatury siedzacej przy
barze. Zamawia sobie drinka i zaczyna ogladac oblesne rysunki, ktorymi co
bardziej utalentowani klienci ozdobili kontuar. Po chwili jednak nudzi mu
sie to zajecie i odwraca sie do Grida. 
  - Chyba juz nie przyjdzie - zagaduje. - Rzucila cie. 
  - Gdzie tam, czekam na Naila Solo, mielismy sie pojedynkowac, ale on
chyba stchorzyl. Cholera, to mi rozwala caly plan dnia - odpiera
zagadniety.
  - Nie masz numeru jego telefonu? 
  - Oochlay yoo-ma! Przepraszam: To jest mysl! 
  Grid wyjmuje telefon komorkowy i wystukuje numer kapitana Solo. 

				* * *

  Po kilkuminutowej rozmowie Grid odklada telefon i mowi do Oby'ego: 
  - Powiedzial, ze ma zle przeczucia, i ze nie przyleci. Pan jest Oby,
right? Kazal powiedziec panu, ze ksiezniczka ma sie dobrze i leci na
Jowin, skad sily rebelianckie beda przeprowadzac wielki atak na Planete
Smierci. Sam tez sie wybieram w tamtym kierunku, wiec moge pana podrzucic. 
  - Chcesz dogonic Solo? - pyta podejrzliwie Lucek, ktoremu Oby zamowil
tylko cole z lodem. 
  - Gdzie tam... Znudzilo mi sie juz to zycie. Ustatkuje sie, zaloze
rodzine... Zbuduje sobie domek w dzikiej puszczy, pojednam sie z przyroda
i tak dalej. 

				* * *

  Na poczatku jest to irytujace uczucie, pozniej jednak, gdy cisnienie
wzrasta, nie da sie go juz dluzej ignorowac. Lord Water zrywa sie
gwaltownie z lozka, budzac malzonke gubernatora Tarkowskiego. 
  - Co sie stalo, moj tygrysie? 
  Water spoglada bezmyslnie na podloge kajuty, na ktorej lezy pejcz,
skorzana bielizna, kajdanki i kilka innych przedmiotow niewiadomego
przeznaczenia. 
  - Wyczuwam cos... Obecnosc czegos, czego nie czulem od... khhhhh... - to
mowiac udaje sie w kierunku toalety. 

				* * *

  Posterunek na Massassassani, tymczasowa baza operacyjna rebeliantow,
tetni zyciem. Atmosfera przypomina dojrzaly ser w upalny dzien.
  - Formacja groszkowa zajmie pozycje tutaj, a khaki i seledynowa -
odpowiednio tutaj i tutaj - mowi do zebranych na odprawie general Donna,
pokazujac na trojwymiarowej projekcji losowo wybrane punkty. 
  - Dobrze - odpiera Lucek - ale kto wymyslil takie kretynskie nazwy? 
  - Mialo byc zlota, czerwona i tak dalej, ale uznalismy to za zbyt
pretensjonalne i politycznie niepoprawne. 
  - Nie mam wiecej pytan. 
  - Dobrze wiec. Odmaszerowac do mysliwcow. 

				* * *

  - A wiec nie potrzebujesz mojej pomocy? - pyta ze lzami w oczach Nail. 
  - Nie, poradzimy sobie sami, mozesz leciec - odpiera chlodno Gaia. 
  - Wykorzystalas mnie, a teraz porzucasz! Masz serce z kamienia! -
lamentuje dalej kapitan. 
  - A ty mozg. Co ty sobie myslisz, ze ja, ksiezniczka, bede sie zadawala
z kims takim jak ty? 
  - Nie chce mi sie z toba gadac... 

				* * *

  - Lordzie Water! Ich mysliwce sa tak male, ze unikaja naszych
turbolaserow! 
  - Bedziemy musieli zniszczyc ich w walce bezposredniej. Zalogi - do
statkow! Kh! 

				* * *

  [Tu nastepuje dluga bitwa kosmiczna, przerywana sporadycznymi "nadlatuja
z zero trzydziesci piec!", "nie widze go!", "uwazaj na tyl!", "jupikajej,
wydymancu!" i "shit! fuck! shit! fuck! shit! fuck! aaaaargggghhh!" ze
strony rebeliantow, oraz kompletna cisza radiowa ze strony pilotow
Imperium... Ale ograniczmy sie do zrelacjonowania ostatniego starcia. Na
polu bitwy zostaja: Lucek, farmer (po stronie Rebelii), Water, lord (po
stronie Imperium) i niespodzianka (sama jeszcze nie wiedzaca, po ktorej
stronie)]

				* * *

  Lucek probuje jeszcze jednego podejscia do tunelu, ignorujac probujacego
wziac go od tylu Watera. (* Bez skojarzen... *) 
  - Trzymaj kurs... Trzymaj kurs... - slyszy w sluchawkach uspokajajace
slowa ksiezniczki Gai, ktorej jest latwo tak mowic, bo siedzi sobie
bezpiecznie w wygodnym fotelu w bazie. 
  - Latwo ci, kurwa, mowic! Ups... Sorry... Nie to chcialem powiedziec... 
  - Ja protestuje! Mialo nie byc brzydkich slow! Piloci Rebelii nie
przeklinaja! 
  - No przeciez powiedzialem: przepraszam... 
  W tym momencie w sluchawkach odzywa sie trzeci glos: 
  - Yahoo! Wrocilem! - mowi niespodzianka. 
  Siedzaca w swoim fotelu Gaia zakrywa reka mikrofon i mowi cicho do
Donny: 
  - No nie, to znowu ten blazen. - Odkrywa mikrofon i mowi slodko, troszke
sepleniac: 
  - Wrociees, Nail, wiedziaam... 
  - Jeszcze nie zdecydowalem - przerywa jej Solo - po czyjej stronie
jestem... 
  - Posluchaj, przepraszam cie... Ja wtedy naprawde nie chcialam cie
urazic. Rozumiesz, nerwy i tak dalej... 
  - Naprawde?... No dobrze... 
  "Jestem zalosnym palantem" - mysli sobie Nail, ale poslusznie "zdejmuje" 
Watera, ktorego mysliwiec wpada w korkociag i wirujac ucieka w przestrzen. 
  - Masz czysta droge, dzieciaku. Teraz rozwalmy te rzecz i wracajmy do
domu. 
  - Spoko, tylko zepsul sie komputer celowniczy. Laaaaa! - zaczyna sie
drzec spanikowany Lucek. 
  - O rrrety... Nie desperuj, tylko strzelaj na pale, moze wyjdzie -
prawdopodobienstwo wynosi mniej wiecej jeden na milion - uspokaja go Nail.
- To wieksze szanse, niz mi dawali moi instruktorzy latania na zdanie
egzaminu na licencje pilota. 
  - I co, zdales? - Chce wiedziec Lucek. Zupelnie niepotrzebnie. 
  - Nie, kupilem na targu. - Nail chyba mowi powaznie. 
  - Ok, strzelam! Poszly! - Lucek patrzy przez chwile na smugi
kondensacyjne dwoch rakiet mknacych do otworu sluzacego do wymiany ciepla. 
- O kurde, weszly! Spierdalamy!!! 
  - To ja przepraszam! - Gaia ma juz dosc tego chamstwa. 
  - Alez ksiezniczko, co ksiezniczka... - probuje ja udobruchac Donna. -
Prosze zrozumiec, chlopak wychowal sie na farmie, z dala od cywilizacji... 
Poza tym, wywiad donosi, ze to brat ksiezniczki... A Water byl waszym
ojcem... Ksiezniczko, dobrze sie ksiezniczka czuje? 

				* * *

  Nail usmiecha sie do Lucka. Lucek odwzajemnia usmiech, po czym usmiecha
sie do Gai. Ta odwzajemnia usmiech i usmiecha sie do Naila.  Nail
odwzajemnia jej usmiech. Wszyscy sa bardzo mili. Rano, gdy whisky
przestanie dzialac, beda za to czuc potwornego kaca. 
  A gdzies w bezkresnej przestrzeni kosmicznej lord Water stabilizuje lot
swojego mysliwca i skierowywuje sie do najblizszej bazy Imperium.
  - Jeszcze tu wrocimy! - Odgraza sie, ale nikt go nie slyszy, bo w tym
momencie zaczynaja leciec koncowe napisy, a widzowie w kinie (ewentualnie
podstawieni klakierzy) wstaja z miejsc i zaczynaja bic brawo. Owacje
siegaja szczytu, gdy na ekranie pojawia sie napis: 

	    Po seansie bar kinowy zaprasza na darmowe piwo

		(ale tylko dla tych, ktorzy klaszcza) 


				6-7.XII.1997

				Jakub Gwozdz a.k.a. Gwozdziu
				gwozdziu@rpg.org.pl
				http://ibm.uci.agh.edu.pl/~gwozdziu
    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl