Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

               To tylko gra

               by Gwoździu
              (Jakub Gwóźdź)

Pisane pogodnej sierpniowej nocy 1997 roku
i poprawiane dnia następnego.

***

  "Był pogodny sierpniowy wieczór. Siedziałem przed klawiaturą i
próbowałem coś napisać..."
  Olek trzasnął ze złością w klawiaturę. To kretynizm. Jeszcze nie miał 
nawet pomysłu jak zacząć to opowiadanie, a chciał coś napisać. Jego 
koledzy z list dyskusyjnych raz po raz strzelali jakieś ciekawe kawałki, 
a on ciągle nie umiał nawet nic zacząć. W ciągu tego tygodnia próbował 
już chyba setkę razy. Papier jest cierpliwy, komputer tym bardziej... 
Ale Olek miał już prawie dość...
  Skasował tekst i zaczął od nowa. "Był pogodny sierpniowy...". Nie,
to nie ma najmniejszego sensu. Nagle zabłysł wskaźnik w dole ekranu:
ktoś chciał z nim rozmawiać. Włączył program komunikacyjny i sprawdził
kto. Zamf. "Pewnie chce zagrać partyjkę Runa..." Olek nie zastanawiał
się długo - trochę relaksu mu się przyda, chociaż czuł, że ma dziś
refleks szachisty korenspondencyjnego. Połączył się. 
  - Cze Szpula, zagrasz partyjkę Runa? do 50 fragów, mamy już Tanisa i 
Kinga.
  Tekst pojawił się na ekranie niemal natychmiast po połączeniu - Zamf
musiał go wstukać, podczas gdy Olek się zastanawiał. Zagrał. Nawet
poprawiło mu to samopoczucie. Po grze Tanis dał mu znak, żeby się nie 
rozłączał.
  - Szpula, mam do ciebie biznes.
  - No? - Zapytał Olek inteligentnie.
  - Nie chciałbyś w końcu znaleźć jakiejś fuchy?
  - No? - Olek powtórzył pytanie.
  - Płacą trzy tysiące od godziny.
  - Za co?
  - Beta testing.
  - Beta testing na godziny? VR?
  - Tak. VR.
  - Jaka branża? Wojsko?
  - Nie. Rozrywka. Idź i zobacz sam. Masz tu adres.
  Olek zanotował sobie adres. Takie pieniądze dawali tylko przy naprawdę
nowych rzeczach. Znaczy nie do końca pewnych. Znaczy niebezpiecznych. To
dziwne, ale właśnie Polska stała się najbardziej chłonnym rynkiem dla
gier komputerowych po tym, jak w Stanach wprowadzili szereg ustaw
dotyczących przemocy, wychowania młodzieży i wirtualnej rzeczywistości.
Ale to dobrze - to postawiło na nogi polski przemysł komputerowy i
rozrywkowy, a Olek miał dzięki temu pracę. Jak na razie nie narzekał.
  Uderzył prawą dłonią w lewe ramię - za późno. Cholerne komary.

***

  Poszedł tam następnego dnia. Komputer przy wejściu skierował go od razu
do pokoju na drugim piętrze budynku. Za biurkiem siedział facet mniej
więcej w jego wieku i stukał coś na klawiaturze. 
  - Dzień dobry.
  - Dzień dobry. W czym mogę służyć?
  - Powiedziano mi, że szukacie beta-testerów do wirtualnej rzeczywistości.
  - Kto panu powiedział?
  - Pan Tanicki.
  - Aaa, momencik. - Gość zaczął coś stukać po klawiaturze - Jak się pan
nazywa?
  - Aleksander Skrzep.
  Gość postukał jeszcze po klawiszach, popatrzył na monitor i uśmiechnął
się.
  - Wszystko w porządku. Wybacz, ale konkurencja nie śpi, a nam się
wydaje, że mamy tu coś naprawdę nowego. Jestem Tomasz Nowakowski. Mów mi
Tomek.
  - Olek. - Uścisnęli sobie dłonie.
  - Zanim cię przyjmiemy, powiem ci coś o tym, co będziesz testował. To
zupełnie nowy rodzaj VR - Tomek był rozentuzjazmowany - Główna różnica
polega na tym, że przed rozpoczęciem gry wpompujemy ci do mózgu wszelkie
informacje, jakimi może dysponować twój bohater. Będziesz znał swoje
dzieciństwo, swój zawód itede, itepe. Wpompowujemy też pełną osobowość -
charakter, nawet kompleksy.
  - Tych ostatnich i tak mam wystarczająco dużo. Co z moją własną
osobowością? 
  - Och, nic się nie zmieni - ona ciągle będzie górować. Nie bój się,
schizofrenii się nie nabawisz...
  - No dobra, a gdzie tkwi kruczek?
  - Jeszcze nic nie znaleźliśmy. I to właśnie jest niepokojące. Przy tak
nowej technologii muszą być jakieś braki...
  - Ilu ludzi już testowało?
  - Sześciu. Z rezultatem negatywnym. Znaczy się nic nie znaleźli.
  - No dobra. Co to za gra?
  - Jaką sobie zażyczysz. Po prostu sobie wyobraź. Może być na podstawie 
dawno przeczytanego opowiadania, obejrzanego filmu, można też na podstawie
własnych przeżyć lub czegoś zupełnie nowego. Komputer sam stworzy świat.
  - Cool. Dobra. Zgadzam się.
  - Ok. Czekaj. Wypełnij jeszcze tę ankietę... Acha, jeszcze kilka rzeczy:
Palisz? Bierzesz jakieś środki odurzające? Pijesz?
  - Nie. Nie. Tak, herbatę poproszę.
  Tomek przez chwilę patrzył zdziwiony, potem uśmiechnął się.
  - O przepraszam. Pani Reniu, dwie herbaty! - wrzasnął do interkomu. -
Co tam jeszcze... acha: Jakieś choroby przewlekłe? Alergie?
  - Tylko w lecie. 
  - ???
  - Na komary. Zawsze mi po tym bąble wyskakują. - mówiąc to znowu podrapał
się w lewą rękę, tam gdzie ukąsił go komar.
  - Hieh... Ok, dalej...
  
***

  Wiedział już, od czego zacznie. Zamknął oczy i...
  Poczuł wirowanie.

***

  Widział przed sobą olbrzymich rozmiarów otwór z wodą. Już wiedział: stał
na muszli, i zastanawiał się, jak dostać się do domu. Dodatkowo gonił go
nadszyszkownik Kilkujadek i te jego dwa pacany. 
  - Mydłem! Dobijemy go mydłem!
  Nie zdążył się uchylić. Mydło zrzuciło do muszli. Utonął w ciągu 
kilkunastu sekund.

***

  Znowu to wirowanie.
  - Hej! To nie tak miało być! - Olek był wkurzony - nie miałem nawet
czasu się przygotować!
  Tomek stał z boku i śmiał się.
  - To nie dlatego zginąłęś. Po prostu biernie przyjąłęś, że jeśli w
filmie nic ci się nie stało, to tu też nic nie będzie. W momencie,
gdy włączasz się do gry, komputer zapomina o tym, co jest dalej w
filmie czy książce, i prowadzi świat po swojemu.
  - Dobra, spróbujmy czegoś innego. 
  Wirowanie.

***

  Od dziesięciu lat był zawodowym żołnierzem. Walczył na wszystkich
frontach na Ziemi, walczył na Księżycu i na Deimosie. Zaczynał mieć już
tego dość. "Jeszcze tylko ta jedna misja". Powiedział sobie. Ale wiedział, 
że później znowu go gdzieś wyślą, a on znowu poleci. Taki już był -
doskonale wyszkolona maszyna do zabijania. Teraz był w trakcie
pacyfikacji zbuntowanego osiedla górniczego na Marsie. Rety - czy to
się kiedyś skończy? Rozejrzał się po pomieszczeniu - wszystko było
szare, falujące, a on sam miał zajebiście dopalony refleks...
  Ponure rozważania przerwał odgłos odpalonej rakiety. Gdzieś za plecami.
Dirk był na to przygotowany. Nie odwracając głowy skierował rakietnicę
sobie pod nogi i wystrzelił. Siła wybuchu podrzuciła go na kilka metrów w
górę. Zobaczył jeszcze, że w miejscu, gdzie stał, przeleciało właśnie
pięć rakiet. Wybuchły na ścianie dwadzieśćia metrów dalej, zasypując
gruzem korytarz. Już wiedział, że tędy nie wróci. Szybko wycelował
z miotacza ognia w napastników. Jeszcze był w locie wznoszącym, gdy
piątkę atakujących zalały litry płonącego napalmu. Widział, jak metal
powoli się topił i po chwili cztery mechy były kupą złomu. Piąty
poradził sobie z napalmem i wycelował w spadającego mu na głowę
żołnierza. Wystrzelił. Dirk zignorował uderzenie. Wylądował na
ziemi i uskoczył za mecha. Zanim ten się odwrócił, Dirk władował mu w 
plecy dwie rakiety. Szczątki długo podskakiwały w pomieszczeniu. "Głupie 
boty. Zero wyobraźni". Spokojnym krokiem wyszedł za róg korytarza. Nagle 
za nim zawaliła się ściana.
  Zobaczył przed sobą cztery rakiety lecące w jego kierunku. "No... może
nie takie głupie". To była jego ostatnia myśl, zanim rakiety rozerwały
jego ciało.

***

  Wirowanie.
  Nazywał się Johannes i dość już miał pracy szczurołapa. Postanowił 
poszukać przygód w szerokim świecie. Na prom do Nuln wydał prawie całe
oszczędności i nie wiedział, czy będzie go teraz stać na gospodę. 
  Jakiś elf potrącił go śpiesząc się na statek, nawet się nie obrócił. 
Cóż - jego strata. Johannes spojrzał do sakiewkę, którą właśnie zdobył.
Tu było chyba ze sto koron. Szczurołapowi zaświeciły się oczy. Jego uwagę
zwrócił klejnot znajdujący się między monetami i puszka z pastylkami,
na której coś pisało... Z ciekawości wziął jedną pastylkę do ust.
Puszka z napisem "Hitracyt" wysunęła się z martwej już dłoni.

***

  Wirowanie.
  Poszedł za swoim księciem. Nie ochraniał go - Xant potrafił sam o
siebie zadbać. Przybyli tu na koronację jakiegoś księcia, który miał
poważne problemy na swoim dworze. Xant postanowił paściarzowi pomóc, w 
końcu też był rojalistą. 
  Nazywał się Krait i był szefem służb specjalnych u Xanta. Wczoraj cały
dzień siał zamęt rozpowszechniając przeróżne plotki, ale dziś miał jakiś
taki zły humor. "Eh, Krait, rozklejasz się na starość" - pomyślał.
Zatopiony w ponurych rozważaniach nie zauważył tutejszej szefowej służby
bezpieczeństwa. Tym bardziej nie zauważył dziwnej wysypki na jej rękach.
Dopóki nie było za późno. Ostatnią jego myślą, zanim padł nieprzytomny
do rowu, było: "Koleżanka po fachu i takie świństwo?". Nie znaleziony
przez nikogo zmarł po kilku godzinach na czarną zarazę.

***

  Wirowanie.
  ¦niło mu się, że szedł i na jego drodze pojawił się Cthulhu. Był cały
z budyniu. Po chwili przemienił się w ś.p. Billa Gatesa. Bill zaczął
udzielać mu wywiadu. Zza zakrętu wyłoniła się olbrzymia mrówka. 
  Ktoś szturchnął go w ramię. Obudził się i rozejrzał dookoła. Już
wiedział - był lekarzem w miejskim szpitalu i właśnie skończył dyżur.
Ach, jak był zmęczony...
  Powoli wstał, przebrał się i ruszył do wyjścia. Przechodził właśnie
koło jednej z sal, gdy usłyszał ze środka głos:
  - Nie będziesz już sam.
  Zobaczył, jak z sali wyszła ładna dziewczyna. Zajrzał do środka. Jakiś
chłopak przytulił maskotkę-biedronkę, popieścił ją, poczochrał i
powiedział do niej po cichu: "Dżordż". Lekarz wzruszył ramionami i
poszedł dalej. Wyszedł z budynku. Widział jak tamta dziewczyna zaczyna
przechodzić przez ulicę. Nie zauważyła minibusa, który wyskoczył zza
zakrętu. Nie słyszała też ludzi krzyczących do niej ostrzegawczo - teraz
dopiero zauważył, że miała na uszach słuchawki od walkmana. Jakaś
paniusia na przystanku krzyknęła histerycznie:
  - Niech ktoś coś zrobi!!
  Lekarz rzucił się na dziewczynę, popychając ją do przodu. Najpierw
poczuł uderzenie, potem jego czaszka została zmiażdżona pod kołami wozu.
Nie dowiedział się, że dziewczyna, którą popchnął, wpadła pod malucha
jadącego z drugiej strony.

***

  Wirowanie.
  Nazywał się Fred Madison i wiedział tylko tyle, że skazano go na
krzesło elektryczne za morderstwo własnej żony. Nie wiedział, czy to
zrobił czy nie. Był przerażony i chciał uciec. Chciał być kimś innym;
kimś z młodym, wspaniałym ciałem; kimś, kto potrafiłby zaspokoić taką
kobietę jaką była jego żona; kimś, kto będzie miał przyjaciół; ale przede
wszystkim kimś, kto będzie tak samo wrażliwy jak on sam. Nie potrafiłby
zrezygnować ze swojego wspaniałego słuchu - to był dar, z którego był
dumny. Do tej pory.
  Nie udała mu się ta ucieczka w wyobraźnię. Kilka dni później został
stracony. Do tego czasu cierpiał w samotności.

***

  Tomek spojrzał na techników siedzących przy konsolach.
  - O, popatrzcie: to coś nowego. Ze snami sobie poradziliśmy, ale ten
tester chyba znalazł coś innego. Chciał stworzyć kolejną osobowość i nie
udało mu się... Możecie coś z tym zrobić?
  - Chyba tak - jeden z techników postukał coś po klawiaturze. -
Zobaczymy teraz.

***

  Olek poczuł się nagle bardzo zmęczony. Chciał już skończyć i być sobą.
  Wirowanie.

  Olek poczuł się nagle bardzo zmęczony. Chciał już skończyć i być sobą.
  Wirowanie.

  [...]

***

  - Jasna cholera, wyłączcie to! - Tomek krzyknął zrywając się z
miejsca.
  - Już. O kurwa. Stracił swoją prawdziwą osobowość. Stracił też
kilkanaście... nie, kilkadziesiąt następnych - głos technika zabrzmiał
głucho w grobowej ciszy.
  - To którą jest teraz?
  - Czterdziestą drugą. Ale tylko w pamięci komputera. Tutaj - technik
wskazał na ciało leżące bez ruchu na stole - to już tylko roślina.

***

  W pamięci komputera Olek wstał ze stołu odpinając sobie elektrody. 
  - To było świetne. Znalazłem jakiegoś buga?
  - I owszem, znalazłeś. - Tomek uśmiechnął się dziwnie. - Masz tu swoją
dolę. Plus premia. Zgłoś się do nas za tydzień, okej? Spróbujemy to
poprawić.
  - W porządku. Cześć.

***

  Gdy wrócił do domu, było już późno. Spojrzał na swoją lewą rękę i 
naliczył czterdzieści dwa miejsca po ukąszeniach komarów. "Rety, skąd one
tak nagle?". Ręka zaczynała puchnąć. "Jutro muszę z tym iść do lekarza,
wygląda naprawdę paskudnie". Swędziało jeszcze paskudniej.
  Nastawił kuchenkę mikrofalową, usiadł przed komputerem i zaczął pisać.
  "Był pogodny sierpniowy wieczór..."
  Nie wiedział, że istnieje tylko w pamięci komputera, że to co robi nie
ma najmniejszego sensu, bo i tak nikt tego w rzeczywistości nie przeczyta.

***

  Około północy siadło w całym mieście napięcie. Komputer pewnej firmy
softwarowej chodził jeszcze kilka godzin na upeesie, ale gdy zaczęło
brakować mocy, sam zaczął się wyłączać.

***

  Olek w końcu zasnął. Udało mu się napisać jakie takie opowiadanko i 
zamierzał wysłać je kolegom następnego dnia. Ręka nawet przestała boleć.
  ¦niło mu się, że widzi napisy: 

Switching to runlevel 6.
Sending TERM signal to all processes...
Sending KILL signal to all processes...


===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl