Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

                                   "BIALKO"

                               John MacKanacKy
                               (Jacek  Suliga)

                                    * * *

       Tylko  kilka  stopni  dzieli  mnie  od  sciecia  sie  bialka  w  moim
  organizmie.  Czesc  zmian  tym  spowodowana bedzie jeszcze odwracalna, pod
  warunkiem, ze pomoc nadejdzie szybko.
       Wstalem  i  zrobilem  chwiejnie  kilka  krokow.  Nie  jest zle. Po co
  histeryzowac.  Zasmialem  sie  dzwiecznie. Gitara oparta o sciane zadrzala
  w odpowiedzi...

       ...i  uslyszalem muzyke. Grana od niechcenia, zdecydowanie za szybko.
  Siedzialem  w  tramwaju.  Od  strony  motorniczego  szlo cyganskie dziecko
  grajace  na akordeonie. W jego oczach nie dostrzeglem prosby ani nadzieji.
  Gdy ktos podal mu monete, w oczach nie pojawilo sie podziekowanie.
       Przydalaby  im  sie  konkurencja,  pomyslalem  i  usmiechnalem sie do
  swojego  odbicia  w  szybie.  Na  zewnatrz  ciemnosc  kiepsko oswietlonego
  miasta.
       Spojrzalem  na tablice informacyjna - jechalem tramwajem nr "10". Nie
  wiem  w  ktora strone. Nie rozpoznawalem nawet miasta. Czy to byl Wroclaw?
  Chyba nie...
       Poczulem  niepokoj.  Ale  tylko  przez moment. Moj umysl zaakceptowal
  "jedyne  sluszne"  rozwiazanie  zaistnialej  sytuacji: snie. Wiec wszystko
  bedzie  w porzadku. Trzeba sie nauczyc korzystac ze "swiadomego snienia" -
  tak pisali w "Charakterach".
       Postanowilem nie tracic czasu. Usmiechnalem sie podle.
       Wstalem,  podszedlem  energicznie na poczatek pojazdu, odwrocilem sie
  przodem do pasazerow i krzyknalem:
       - Everybody be cool this is a robbery! Any of you fuckin' pricks move
  or I'll execute every single motherfucker last one of ya. Got that?
       Chlonalem  ich  reakcje.  Wiedzialem,  ze  nie  zrozumieli pewnie ani
  slowa.  Ale  zawsze  chcialem  poczuc sie jak Pumpkin i Honey Bunny z Pulp
  Fiction.
       Wysiadlem  na  najblizszym przystanku, zalujac, ze nie wysnilem sobie
  jakiejs broni.
       - Zaraz,  zaraz...  przeciez  ja  w domu mam guna!  W szufladzie obok
  komputera. Jasne!
       Wiedzialem  juz  gdzie  isc.  Nie,  to  nie  byl  Wroclaw.  Ale tutaj
  mieszkalem.

       Podnioslem  glowe.  Zorientowalem  sie, ze leze na dywanie, obok lezy
  przewrocona  gitara.  Nie  moglem  sie  podniesc.  Zabraklo sil. Jeknalem.
  Oczy  piekly  mnie  jak  oszalale. Za duzo szamponu. Cholera, przestan sie
  pocieszac. Dobrze wiesz, ze to temperatura. Dammit.
       Nagle  uslyszalem  chrobot do drzwi. Ktos gmeral przy zamku. Rodzice?
  Brat? Whatever. Jestem uratowany.
       Gmeranie  zrobilo  sie  bardziej  natarczywe,  a mi radosny, zmeczony
  usmiech  powoli  zaczal  znikac ze spoconej twarzy. Ten ktos, kto usilowal
  dostac  sie  do mojego mieszkania, najwidoczniej nie mial klucza. Ale mial
  wytrychy.
       Wzmoglem  wysilki, podczolgalem sie do komputera. Otworzylem szuflade
  i, ciagle lezac, wyciagnalem pistolet. Chrobot ucichl.
       Slyszac  juz  otwierane  drzwi,  usiadlem,  oparlem  sie  o  szafke i
  zwrocilem twarza w strone wejscia. Pistolet trzymalem w drzacych dloniach.
  Zabraklo  mi tchu, oczy piekly niemilosiernie, wiec je zamknalem. Poczulem
  mdlosci, pistolet zaczal ciazyc. Napialem miesnie, musze go utrzymac...

       ...Zdziwiony,  ze  klucze nie pasowaly, wszedlem w koncu do srodka. W
  tym  momencie  szarpnelo  mna  do  tylu  i  chwile  po  tym uslyszalem huk
  wystrzalu.  Wyladowalem na progu. Skrajnie zdziwiony siedzialem obserwujac
  rosnaca  pode  mna  kaluze  krwi.  Ze  srodka  wybiegly jakies dwie osoby,
  zamaskowane.
       - Ale... dlaczego sie nie budze? - wyjakalem.

                                    * * *

                                                             John MacKanacKy

                            pisane w czerwcu 1998



    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl