Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc


                            "ALONE. THE EPILOGUE."

                               John MacKanacKy
                                (Jacek Suliga)

                                    * * *

       - Czy to wszystko, co oskarżony ma na swoją obronę?
       - Nie,  ale  reszta  i  tak  niczego by  nie zmieniła. - powiedziałem
  smutnym  głosem  i  usiadłem  na  twardym,  sdowym  krześle.  Mój adwokat
  westchnął ciężko, przetarł podkrążone oczy, ciężko wstał.
       - Wzywam na świadka Małgorzatę Z., koleżankę oskarżonego z liceum.
       Uśmiechnąłem  się  pod nosem i wtuliłem głowę w ramiona. No to będzie
  niezły ubaw.
       Małgorzata siedziała już na ustalonym miejscu i głupio się uśmiechała
  patrząc na kogoś z widowni.
       - Czy zna pani oskarżonego, obecnego tu na sali Jacka S.?
       - Znam. - odpowiedziała dalej patrząc przed siebie.
       - Co może pani powiedzieć na temat stosunku oskarżonego do kobiet?
       - Wysoki  Sądzie,  nie  znałam  Jacka  dobrze,  nigdy  szczerze   nie
  rozmawialiśmy,  jednak  od  pierwszej  klasy zauważyłam jego wrogość wobec
  płci przeciwnej.
       "To   chyba   najdłuższe  zdanie,  jakie  kiedykolwiek  powiedziałaś,
  Rosiczko."
       - To znaczy?
       - To znaczy kobiet. Na przykład w stosunku do mnie.
       "Taka z Ciebie kobieta, jak i ze mnie".
       - Może pani sprecyzować o jaką wrogość chodzi?
       - No, na przykład kiedyś nazwał mnie Rosiczką i od tamtej  pory część
  chłopców też tak na mnie mówiła.
       -  Sprzeciw,  Wysoki  Sądzie.  -  powiedział ospale mój prokurator. -
  Rosiczka to nazwa kwiatka, a porównywanie kobiety do kwiatka trudno nazwać
  wrogością.
       - Er? Sprzeciw podtrzymany. - odparł sędzia i spojrzał  mimowolnie na
  swoją  żonę  siedzącą  na  widowni  i robiącą na drutach. Na swoją kochaną
  Pelargonię. - Proszę świadka o podanie innego przykładu.
       - No więc, er, oskarżony napisał kiedyś z  kolegą antykobiecy artykuł
  do szkolnej gazetki. Artykuł ukazał się w Dniu Kobiet!
       "O  tak,  to  było  coś, he, niezły kawał. Kurczę, ale ja wtedy byłem
  pomysłowy!"
       Obrońca wyjął z teczki żółtą kopertę, wyciągnął z niej kilka kartek i
  podszedł do Małgorzaty Z.
       - Czy to jest ta gazetka i ten artykuł?
       - Tak, właśnie, tytuł "Kobiety a homo sapiens  czyli co ma piernik do
  wiatraka".
       Kilka  osób  na  sali parsknęło, sędzia uderzył kilka razy młotkiem o
  stół,  zupełnie  niepotrzebnie.  Obrońca  podszedł  z  kartkami  do  mnie.
  Uniosłem leniwie głowę.
       - Czy pan jest współautorem tego tekstu?
       - Tak. - odparłem patrząc mu w oczy.
       Następnie treść artykułu powędrowała do sędziego. Ten założył okulary
  i  zaczął go po cichu sobie czytać. W sali panowała kompletna cisza, jeśli
  pominąć metaliczne uderzenia drutów Pelargonii.
       W  pewnym  momencie  sędzia  wybuchł  niekontrolowanym śmiechem. Jego
  koledzy  spojrzeli  na  niego  z  dezaprobatą,  lecz  ten śmiał się dalej.
  Adwokat  rzucił  okiem  na  mnie  i  na Małgorzatę, wyglądał na kompletnie
  zbitego z tropu.
       - Ośmielam  się  przypomnieć  Wysokiemu Sądowi,  że toczy się właśnie
  sprawa o zabójstwo młodej dziewczyny!
       Sędzia niechętnie spojrzał na obrońcę.
       - Najmocniej  przepraszam,  ale  artykuł  sam  w sobie jest  naprawdę
  zabawny.  Nie  wiem,  jak  można  go  było  potraktować  poważnie. Na jego
  podstawie  nie można odczytać prawdziwego podejścia oskarżonego do kobiet.
  Nie  będę  więc  brać go pod uwagę. To tak, jakby jako dowód nienawiści do
  dziewczyn  zakwalifikować  to,  że oskarżony kiedyś pociągnął koleżankę za
  warkoczyk.
       Obrońca zbaraniał, rzucił okiem na swoją listę poszlak i jedną z nich
  skreślił.
       Uśmiechnąłem  się  w  duchu.  "Nigdy  nie  pociągnąlem  koleżanki  za
  warkoczyk. Chociaż bardzo mi się warkoczyki podobały."
       Ponieważ  obrońca  usiadł,  a  prokurator  nie  miał żadnych pytań do
  Małgorzaty Z., więc ta została wyprowadzona.

                                    * * *

       Szła biedronka po zasłonkach,
       Napotkala tam pająka.
       Cześć pajączku mój kochany,
       Jakie masz na dzisiaj plany?

                                    * * *

       - Proszę  opowiedzieć  nam  o  tym,  co  robił  pan  felarnego  dnia,
  jedenastego pa1/4dziernika 1997 roku.
       Zamknąłem  oczy. Przeniosłem się do tamtego dnia. Nie było to trudne,
  wszystko pamiętałem wyra1/4nie. I wiedziałem, że nie zapomnę.
       - To   była   niedziela.  Przed  Jej   wyjazdem   siedzieliśmy  przez
  kilkadziesiąt minut w McDonaldzie. Rozmawialiśmy.
       Prokurator uniósł znacząco wskazujący palec, jakbym powiedział jakieś
  słowo kluczowe dla sprawy.
       - Rozmawialiśmy  i  było  nam ze sobą bardzo dobrze.  Z ciekawością i
  pewnym  lękiem  obserwowaliśmy  to, co się z nami działo. Ale też ufaliśmy
  naszym uczuciom.
       - Czy  te,  tak  zwane  uczucia,  w   jakiś  sposób,  er,  hm,  sobie
  okazaliście?
       Otworzyłem oczy i spojrzałem na prokuratora. Zauważyłem ciekawy datal
  w jego ubraniu: spodnie włożone w długie, różowe getry.
       - Tak. Uczucie widoczne było w naszych oczach, spojrzeniach,  w biciu
  serc i trzymaniu się za ręce. I w delikatnym pocałunku.
       Na  sali  zawrzało.  Mój adwokat schował twarz w dłoniach. Prokurator
  uśmiechnął się tryumfalnie.
       - Więc przyznajesz się do zabójstwa?
       - Nie.

                                    * * *

       Oo-oh, biedronko ma,
       Muchę w pajęczynie mam.
       Poczęstuję cię mym daniem,
       Ależ będzie to śniadanie.

                                    * * *

       - Jesteś  cholernie  pewny  siebie.  Naprawdę  nie  rozumiesz jeszcze
  swojej  sytuacji?  -  Adwokat, cały spocony i czerwony, odpalił od starego
  papierosa  nowego.  -  Przecież mało by brakowało, a byś im powiedział, że
  się w niej zakochałeś!
       - Gdyby mnie zapytali, powiedziałbym.
       Miętoliłem  w  palcach  małą,  pluszową  maskotkę.  Uśmiechnąłem  się
  szczerze na wspomnienie okoliczności, w jakich ta maskotka przedstawiająca
  wypchaną biedronkę trafiła w moje ręce.
       - No i po co ja tu jestem? Miłość to śmierć! Dla niej! A niedługo też
  dla ciebie!
       - Miłość  to życie. To pełnia tego życia. To paliwo i jedyny  słuszny
  cel. Nie żałuję niczego, co zrobiłem z miłości. Mogę żałować jedynie tego,
  czego  z miłości nie zrobiłem. I jak możecie mówić o zabójstwie, skoro ona
  żyje?
       - Chyba żyjesz w jakimś innym świecie! Człowiek zakochany to człowiek
  martwy!
       - Człowiek,  który  nigdy nie zaznał miłości to człowiek martwy.  Tak
  myślę i tak jutro powiem im wszystkim w sądzie.
       Obrońca  wstał.  Zdusił  papierosa na blacie stołu i spojrzał na mnie
  smutno.
       - W takim razie proszę o zapłatę z góry.

                                    * * *

       Poszli razem na śniadanie,
       Zjedli to przepyszne danie.
       Pająkowi było mało,
       Zjadł biedronkę w kropki całą.

                                    * * *

       - ...Sąd  uznaje  Jacka  S. winnym zarzucanym mu uczuciom.  Zgodnie z
  paragrafem  pierwszym  i  czwartym  artykułu  drugiego  ustawy o uczuciach
  obywateli,  cytuję,  "Osoba,  która  twierdzi, że kocha, jest stracona dla
  społeczeństwa  jako  jednostka  bezproduktywna  i wręcz destruktywna, gdyż
  własne  siły wykorzystuje do celów innych niż wspólne dobro społeczeństwa.
  Osoba  taka  podlega  karze  wymazania pamięci i wprowadzenia defaultowych
  ustawień umysłowych."
       Prokurator  rozparł  się  wygodniej na krześle. Mój obrońca nawet się
  dzisiaj nie pokazał.
       "Boże,  dlaczego  ja  tak  kocham  tych  ludzi? Czy za to, że są tacy
  zabawni? Nawet bez moich interwencji?"
       Pelargonia  skończyła robić na drutach. Był to wielki czerwony szalik
  z   czarnymi  kropkami.  Zacząłem  je  liczyć...  jedna,  druga,  trzecia,
  czwarta, piąta, szósta, siódma, ós...

       ...obudziłem się.
       Usiadłem  na  łóżku  momentalnie  przytomniejąc.  Wrzasnąłem  w ciszę
  mojego  pokoju  dając wyraz bezgranicznemu zdumieniu. Że też mój umysł był
  zdolny  do  wymyślenia  podobnej  bzdury...  Proces  o miłość! ¦miałem się
  długo, bardzo długo.

       Nie  potrafię,  naprawdę,  siebie  zrozumieć...  Gdy  byłem  samotny,
  rozumiałem  skąd  się  biorą  moje  lęki.  Skąd się bierze chora, naprawdę
  chora, twórczość. I pomysły. I myśli.
       Teraz,  gdy  nie  jestem już sam, chorych myśli mam coraz więcej. Gdy
  problemów zabrakło w życiu, zacząłem je sobie samemu tworzyć?

       Wstałem  i podreptałem do łazienki. Za godzinę muszę być na dworcu. A
  przed  południem będę tam, gdzie problemów już tworzyć nie będę. Przy niej
  będę je zwalczał.
  
                                    * * *

       Oo-oh, biedronko ma,
       Po co po zasłonie szłaś?
       Pająk z każdym ma przymierze,
       Nic nie daje a sam bierze.


                                  The Begin

===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl