Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

                          "CARPE DIEM, MEMENTO MORI"

                               John MacKanacKy
                                (Jacek Suliga)

                                    * * *

       O  tym  glupim  Macku,  o ktorym wam juz nieraz moze nianki i sluzace
  rozne dziwne historyjki opowiadaly, powiem i ja wam jedna, ktorej moze nie
  slyszeliscie.
       Byl  sobie  raz  mozny  wiesniak,  ktory  mial  dwoch  synow: jednego
  rozumnego,  a  drugiego wszyscy za gluptaska mieli. Ojciec wzdychal, matka
  plakala, patrzac nan, brat sie smial, ludzie ramionami ruszali i mowili:
       - Co z tego biedaka bedzie?
       Michal,  ten  rozumny,  zycie  mial  juz w glowie ulozone. Zaplanowal
  sobie wszystko, az do smierci - taki przezorniak z niego byl. Podobalo sie
  to  ojcu  i  matce,  ze syn rozsadny, majatku rodzinnego nie zaprzepasci i
  niczego glupiego nie zrobi.
       Maciek  -  jakby  na  opak  -  zyl  z  dnia  na  dzien. Nie tylko nie
  przejmowal  sie  tym,  co  dopiero  ma  byc,  ale  tez  tym,  co juz bylo.
  Lekkoduchem  wszyscy  go  wolali,  jako  ze  glupoty robil straszne, a nie
  martwil  sie  tym  wcale. Cale dnie biegal, uciekal przed cieniem wlasnym,
  skakal  nad dziurami w ziemi, by cien ten wpadli do dziury i nie wyszli. I
  jakby ktos Macka spytal, to by odpowiedzial, ze szczesliwy jest.
       I tak zyli sobie wiesniacy, martwiac sie o los Maciusia i pocieszajac
  sie jeno rozsadkiem Michala.

                                    * * *

       Roku pewnego, tuz po zniwach, nad wsia morowe powietrze sie pojawilo.
  I chlopy i baby i dzieci marli od tego powietrza.
       W  domu owego moznego wiesniaka smutek i rozpacz zapanowali. Bo matka
  sie rozchorowala, chlop jeno kleczal przy lozku i pacierze zmawial, Michal
  plakal,  bo  mu sie zycie toczy nie tak jak to sobie uwidzil i nie wie juz
  co  poczac  ma.  Jeno  glupi  Maciek dalej na piecu sobie siadywal i piekl
  perki w popiele i spal.
       Jednego  dnia  wiesniak  w  przerwie  miedzy  jedna a druga zdrowaska
  podszedl do syna Michala i jal nim trzasc i szarpac.
       - Tys  rozsadny  i  madry,  zrob  cos  i  pomoz matce!  Wypedz morowe
  powietrze z chalupy, a caly majatek twoj bedzie.
       Michal zwalil sie na podloge obok pieca i dalej plakal.
       Maciek tedy usiadl, spowaznial jakby i rzekl:
       - Tatku, jesli jeno ktos panne morowa przepedzic moze, to i ja moge.

                                    * * *

       I wyszedl glupi Macius szukac panny, co morowe powietrze rozsiewa.

                                    * * *

       I wrocil po godzinie Maciek do chaty z powrotem i rzekl tak do ojca:
       - Panny morowej nie znalazlem i poradzic na to nic nie moge.
       Matka wziela i umarla, a ojcu serce peklo - wstal i wybiegl z chalupy
  i  wiecej  nie  wrocil.  Michal  wyplakal wszystek wode i wysuszyl sie jak
  sliwka i tak mu zostalo.
       A  Maciek, glupi Maciek, zjadl resztek perkow z popiolu i polozyl sie
  na  piecu.  Zasnal. I snily mu sie piekne rzeczy, ze jest biedronka, ktora
  lata po lace i jest najmadrzejsza ze wszystkich innych much.

       I byl szczesliwy.

                                                                Jacek Suliga
                                                           mackan@rpg.org.pl

                                    * * *

                           Pisane we wrzesniu 1996
                        na podstawie "Basni Polskich"
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl