Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

                        "DOBRE RADY - ZAWSZE W CENIE"

                               John MacKanacKy
                                (Jacek Suliga)

                                    * * *

       - Dam  ci  złotą  radę, gówniarzu.  Nie zastanawiaj się ani nad swoim
  życiem, ani swoją rzycią.
       Dzieciak  z  wrażenia  wypuścił  z dłoni loda. Poszedłem dalej. Lubię
  rozdawać  dobre  rady.  Za  darmo.  Komukolwiek  -  kto tylko się nawinie.
       Jestem powszechnie lubiany. Nie wiem, czy właśnie za te rady, może to
  po  prostu  mój urok osobisty? Whatever. Nie będę się nad tym zastanawiał.
  W końcu do swoich rad też trzeba sie stosować, right?
       - Powinna  pani  wiedzieć,   że  ciało  zanurzone  w  gównie traci na
  odwadze, tyle ile waży.
       Otyła  kobieta stojąca na przystanku nie od razu zakapowała, że mówię
  do  niej.  Gdy  już się zreflektowała i chciała coś odpowiedzieć, byłem na
  drugiej stronie ulicy.
       Nie  oczekuję  wdzięczności  za moje rady. Nie po to je ludziom daję.
  Taki  ze  mnie cholerny altruista. Jak już powiedziałem, lubię to. Zaczęło
  się  jakiś  czas  temu.  Chyba  pod  koniec  podstawówki. Byłem wśród tych
  zagubionych,  zakompleksionych frajerów, którzy skakali do góry z radości,
  że zaliczyli egzaminy do liceum. I wtedy KTOŚ mi powiedział coś takiego:
       - Dobrze ci radzę, nigdy nie jedz żółtego śniegu.
       Mocne,  no  nie?  Krótkie, treściwe i jakże genialne. Zmieniłem swoje
  podejście do życia. Ta jedna rada, od nieznajomego KTOSia, całkowicie mnie
  odmieniła. Na lepsze, jak widać. Więc i ja postanowiłem dać ludziom trochę
  szczęścia i tej odmiany, której doświadczyłem.
       - Mała  rada  dla pana: proszę się  czasem zastanowić nad zawartością
  swojej chusteczki do nosa.
       Tak. Zdecydowanie jestem altruistą.

                                    * * *

       W  nocy  zadzwonił telefon. Zaniepokoił mnie jeszcze zanim podniosłem
  słuchawkę.   Sygnał  nie  brzmiał  piii---piii---piii  tylko  pi-pi-pi-pi.
  Poczułem   się   nieswojo,  tym  bardziej,  że  całkiem  niedawno  pewnemu
  noworodkowi na porodówce w szpitalu rzuciłem taką radę:
       - Już dzwonek telefonu powie ci, czy dobrą przynosi wiadomość.
       Ten  sygnał  wręcz  krzyczał,  że  wiadomość będzie zdecydowanie zła.
  Odebrałem.
       - Jeszcze jedna rada i zginiesz.
       I  to wszystko. Głos był niesamowicie wyraźny i głośny, nie słyszałem
  nawet charakterystycznego szumu na łączach. Nie potrafiłem powiedzieć, czy
  był to głos męski czy żeński. Nie padł ani jeden akcent, zdanie to zostało
  wypowiedziane bardzo monotonnie.
       Tej nocy już nie zasnąłem.

                                    * * *

       Wsiadłem do tramwaju i po prostu musiałem. To był odruch.
       - Nie  wyobrażajcie  sobie,  że w tych czterech ścianach znajduje się
  potężny,  tebański  puchacz, bo - moi państwo - tuż obok niego przycupnęło
  piękno, to znaczy...
       Nie  dane mi było dokończyć tej trochę przydługiej, ale bardzo ważnej
  rady.  Wielki,  żółty  grom  przebił dach autobusu i wbił mi się w brzuch.
  Upadłem z głuchym jękiem, słysząc jeszcze z góry coś na kształt śmiechu.

                                    * * *

       Marek  wsiadł  do  samochodu,  ale  nie  uruchomił silnika. Wyciągnął
  chusteczkę,  ale  nie  przystawił  jej  do  nosa.  Coś  kołatało  mu się w
  głowie.  Ten nieznajomy, młody człowiek, co on powiedział? Żeby zastanowić
  się czasem nad jej zawartością?
       Rozłożył  zmięty  kawałek materiału i spojrzał nań krytycznie. Nie od
  razu  zauważył  tej oczywistej rzeczy. A gdy już ją dostrzegł, wyskoczył z
  krzykiem  radości  i  wybiegł  na  ulicę.  Biegał machając do przechodniów
  chusteczką do nosa.
       Gdy już odsapnął, z promienistym uśmiechem wszedł do sklepu mięsnego.
  Rozglądnął się szybko, podszedł do lady i rzucił do sprzedawczyni:
       - Może pani jeszcze o tym nie wie, ale pani jest cała z drewna.
       I  wyszedł.  Dał  już  pierwszą  radę  -  i  na  pewno  nie ostatnią.
  Szczęśliwy poszedł uszczęśliwiać innych.

                                    * * *

       A Ktoś tam, na dole, mocno się wkurwił.

                                    * * *

                                                             John MacKanacKy
                                                            mackanack@irc.pl

                            Pisane w Sierpniu 1997
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl