Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

Stworzylem go.
      Z syntezy Bolu i Smutku, ktory zbieralem na ulicach Wielkiego Miasta, oraz z Radosci
 i Naiwnosci, ktore lowilem przy placach zabaw - powstal w moim laboaratorium maly 
czlowieczek. 
	Mieszkal w akwarium - dla niego wielkim i niezmierzonym. Trzymalem w nim kiedys 
rybki, wiec akwarium mialo nieprzyjemny zapach, niektorych szybek nie udalo mi sie domyc. 
Dla niego byl to jednak Swiat. Kochal Go, poniewaz innego nie znal, a mnie czcil jak Boga, 
poniewaz bylem jego Stworca.
      Mieszkal w domku z kart, ktory zbudowalem jeszcze przed jego stworzeniem. Od kiedy 
sie tam wprowadzil, trudno bylo mi tam zajrzec, poniewaz pierwsze co zrobil, to utkal z 
kolorowych nitek zaslone. Nie chcialem jeszcze zagladac tam na sile. W kazdej chwili moglem
 zdjac dach.
   Czlowieczek w niebywale krotkim czasie zagospodarowal sobie domek i okolice, tak, ze 
wygladalo to wszystko jak miniaturowy Raj. Trzy razy dziennie dostaje ode mnie kawalek 
orzecha lub jablka i naparstek wody. Jakze prymitywnie okazuje mi swoja wdziecznosc.
 Kiedy widzi moja reke,  podajaca mu jedzenie, pada na kolana i bije glowa poklony, 
najgorliwiej jak tylko potrafi. 
       Od kilku dni dzieje sie cos dziwnego. Czlowieczek ma bardzo tajemnicza mine i kiedy 
widzi, ze na niego patrze - zastyga i siedzi sztywno, czekajac pokornie az odejde.
	Buduje peryskop, ktory ustawiam nad akwarium. Moge go teraz obserwowac tak, ze on
 mnie nie widzi.
       Zachowuje sie zupelnie niezgodnie z moimi oczekiwaniami. Zamiast poznawac i zwiedzac
 akwarium on nie odchodzi daleko od domku, tylko kreci sie w poblizu. Zbudowal dookola plot
 z zapalek i probuje uprawiac ogrodek. Nasypalem mu troche ziemi, zrobilem nawet 
miniaturowe nazedzia specjalnie dla niego, jednak, co oczywiste - nic mu nie wychodzi. 
Nie zraza sie jednak i probuje dalej.
     Ostatnio coraz rzadziej wychodzi z domku. Teraz doszlo do tego, ze pojawia sie 
tylko na czas posilkow i od czasu do czasu wystawia tylko glowe za drzwi i, patrzac 
tesknie w dal akwarium. A i to rzadko. 
	Pewnej nocy, gdy nie wyszedl po kolacje, zdecydowalem sie zajrzec do domku. 
Zgasilem wszystkie swiatla w domu i najciszej jak potrafilem podszedlem do akwarium.
 Zdjalem delikatnie dach domku i zajrzalem do srodka. Nagle zrozumialem. Czlowieczek 
spal na lozku z pudelka od zapalek, przytulony do wiazki slomy. Obok lozka stal stoliczek, 
nakryty wyraznie dla dwoch osob. Czlowieczek plakal przez sen. 
       Zaraz na drugi dzien wzialem sloik i wyszedlem do parku. Chowajac sie za drzewami, 
czatowalem na zakochanych. Odpowiednia para usiadla na lawce, ledwie pare krokow ode mnie. 
Podczolgalem sie do nich i pod ich lawke wsunalem sloik. Zawarta w sloiku, przygotowana 
wczesniej proznia uczuc wessala emocje zakochanych. Po chwili dwoje zupelnie sobie obcych 
ludzi odeszlo w przeciwne strony, a ja wrocilem do laboratorium z pelnym sloikiem. 
	Zaraz wzialem sie do pracy. Do drugiego sloika nabralem troche lez czlowieczka. 
Milosc i lzy zsyntezowalem pod wielkim cisnieniem. Otrzymalem Szafir, wielki, wielkosci 
zacisnietej dloni doroslego mezczyzny. Niebieski, prawie granatowy, jednoczesnie doskonale 
przejrzysty, a w ciemnosci swiecil jasna poswiata. 
	Kamien umiescilem przed chata czlowieczka, zanim sie obudzil, przed sniadaniem. Jego
 reakcja byla dokladnie taka sama jak sobie wyobrazalem. Czlowieczek rozplakal sie, tym 
razem ze szczescia. Postanowilem zrobic jeszcze jeden eksperyment. Gdy tylko czlowieczek 
zostawil na chwile szafir, przykrylem go przezroczystym kubkiem. Czlowiek mogl na niego 
patrzec, mogl go podziwiac, nawet czesciowo odczuc jego cieplo, nie mogl zas go dotknac. 
Jakby cos umarlo. Polozyl sie obok kubka i plakal. Plakal tak rzewnie, ze musialem zakryc 
akwarium, zeby moc zasnac. 
	Eksperyment trwa. Na drugi dzien wyjalem szafir i dalem go dziecku do zabawy. 
Czlowieczek przestal sie zajmowac czymkolwiek, takze soba. Domek sie przekrzywil, 
plotek calkiem wywrocil, ale na nim nie robilo to wrazenia. Siedzial tylko po turecku 
w miejscu, gdzie lezal kamien. Nic nie jadl, balem sie, ze niedlugo umrze.
	Zrobilem wiec duzy sloik, utworzylem w nim proznie uczuc i wyruszylem na 
poszukiwanie wielkiej milosci. Zawedrowalem do kosciola, gdzie wlasnie odbywal sie 
slub. Wykorzystujac moje umiejetnosci iluzji podszylem sie pod ojca panny mlodej, dzieki 
temu moglem byc blisko zakochanych. Podstawiajac sloik pod zrodla ich uczuc, napelnilem 
go po brzegi i szybko wybieglem stamtad nie czekajac na skutki tego dzialania. 
	Z tej milosci stworzylem diament. Najpieknijszy, jaki kiedykolwiek widzialem. Gdy 
postawilem go  w akwarium, na miejscu szafiru czlowieczek trzymal sie z dala i patrzyl 
podejrzliwie. Gdy cofnalem reke, zaplakal jeszcze glosniej. Znow na noc przykrylem 
akwarium plachta.
  Na drugi dzien czlowieczka nie bylo. Nie bylo tez diamentu. Na scianie akwarium znalazlem 
drabine zbudowana z zapalek i slomy. Nie wiem tylko jakim cudem odsunal plachte. I w jaki 
sposob zabral ze soba diament.
	Tak czy inaczej eksperyment moge uznac za udany.



Offspring
    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl