Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

Napisane jakis czas temu w mojej samotni, fanfic pewnego zespolu.
Najlepiej czytac, gdy pada i wieje.

repek :]

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
The  Barman,                                czlonek bojowkarz KNNNSzMPChOChPKiM 
repek@ajax.umcs.lublin.pl                czlonek Polskiego Elizjum Swiata Mroku
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++


	Znowu kapalo z sufitu, przeciekalo, znak, ze na gorze niezle sie
bawili. W kazdym razie ktos zapominal sie w pijackim ciagu i nie
przejmowal sie niektorymi kroplami, a te lecialy pietro nizej i napedzaly
prowizorycznie zmontowany zegar wodny.
Z poczatku ciezki alkohol wybijal glosno rytm czasu, ktory dzielil
Ciepelko od zrobienia cichego *tsss* przy spotkaniu z krawedzia brudnego
Blekitu, ale gdy pomarancza zszarzala i on dostosowal barwe glosu do
cichego szumu budynku. 
Duff wskoczyl w tecze i zaczal rozpryskiwac ja na wszystkie strony
szczesliwy jak ktos, to znalazl poczatek, a Gilby, choc strasznie mu
zazdroscil, czekal cierpliwie na swoja kolejke rozkoszy. W tym czasiie
zadowalal sie lapaniem okruchow, ktore zostawial Duff, ale nie narzekal.
Czasem rzucal uradkowe spojrzenia na Izzy'ego, ktory scinal jakis krzaczek
i po chwili majestatycznie gorowal nad wszystkimi, siedzac na swoim stalym
miejscu. Wysoko, dalej, ponad.
Znowu pojawil sie Matt, napuszony, zjawil sie jak zawsze znikad i
przywital sie gardlowo. Nie znizal sie do taplania w teczy, tylo ja
kosztowal i to mu wystarczalo. Po degustacji podnosil glowe do gory i byl
z siebie najwyrazniej dumny. Jak zawsze.
Wewnetrzna radosc ponownie wypelniala Gilby'ego, nadciagala jak fale z
Puget Sound, nie byl sam, mial ich. Martwilo go tylko to, ze Izzy znowu
siie smucil, ze znikal nna dlugie chwile za zaslona mgly, ktora draznila
Gilby'ego. Oddalal jednak zle mysli, wiazac stan samopoczucia Izzy'ego ze
znikajacym szybko owocem. Swiadomosc bycia czyims dodawala mu otuchy i
pozwalala przezwyciezyc strach przed rykami, jakie dochodzily z gory, od
sasiadow Izzy'ego.
Izzy wracal wlasnie z dalekiej podrozy i zaczynalo do niego docierac, ze
odcieto ogrzewanie. Jeszcze raz opatulil sie szczelniej zasluzonym lupem z
ostatniej wyprawy. Pomyslal, ze gosc sasiadow musi bardzo spieszyc, skoro
robi tyle halasu i wydziela takie ilosci dymu. Jego miejsce po chwili
zostalo ponownie zajete przez kogos innego, ale chwilowy gosc sasiadow juz
pedzil w cieplejsze zapewnie miejsce. Oby nic mu sie nie przydarzylo po
drodze.
Patrzac na swoich uwiezionych towarzyszy, sliskosc scian, podlogi i
sufitu, plamy teczy na podlodze, nabral nagle ochoty na rybe. Uwielbial je
jesc, bo wiedzial, ze nie maja zadnych uczuc.

							Radom 14 VII 1998 

    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl