Kronika
Spotkania
Foto
Galeria
Terminarz
Tworczosc
Logi
Informacja o serwisie

Tworczosc

"SLUP"
[kwiecień 1998]

Stal sobie przy drodze slup, taki zwykly, drewniany, telegraficzny.
Ustawiona go tam dawno temu, za czasow kladzenia pierwszych
kabli, i do tego czasu zdazyl juz troche sprochniec. Znajdowalo się 
tam tez wile innych jemu podobnych "kolkow" jak je powszechnie 
nazywano. Zapelnialy cala ulice i ciagnely się po horyzont, nadajac
jakby tchnienie czegos magicznego. Jednym slowem mialy swój urok.
Ale ten jeden byl inny, wyjatkowy, tetnil zyciem. I teraz zostal się sam.
Tamte zabrano, wyrzucono. Poczatkowo czul się nieswojo, ale szybko
się przyzwyczail. Przy tym nie byl samotny. Mial swoje wnetrze, 
drewniane, i takąż samą dusze. A wydawalo by się, ze taka rzecz jest
bezduszna, ze nie czuje, nie widzi, nie slyszy. Tylko, ze nikt o tym nie 
wiedzial. 
	W poblizu otworzyli budke z piwem. Sprzedawca byl otylym 
facetem kolo 50, ale na pierwszy rzut oka calkiem mily i na ogol usmiech-
nietym. Przychodzil codziennie o tej samej porze, za 15 trzecia po poludniu,
otwieral drzwi, wchodzil, robil jakies porzadki, cos przestawial. Punkt o 15
siadal za lada i zaczynal obslugiwac pierwszych klientow. A ci bywali rozni.
Najwczesniej przychodzila mlodziez wracajaca po szkole do domu. Pozniej
zagladali troche starsi w drodze powrotnej z pracy. Tutaj się odrezali po 
ciezkim dniu. Na koncu przychodzili menele, ktorzy do tej pory zdazyli juz
się przebudzic. Gasili kaca kolejnymi piwami. O 23 wszyscy opuszczali ten
maly lokalik i udawali się w rozne strony. Wlasciciel natomiasy sprzatal,
wyrzucal smiecie, dasil swiatlo i szedl do domu.
	Szybko znalazl się amator latwego zarobku. Usiadl przed wejsciem, z
kartka: "Zbieram na nastepne piwo".  I to skutkowalo. Ludzie wrzucali mu do
czapki drobniaki. Jak się ich troche uzbieralo, to wchodzil do srodka, kupowal
zlocisty napoj i wychodzil. Siadal pod owym slupem i tam w samotnosci zlopal
jedne piwo za drugim. Pil, zeby zapomniec. Zapomniec, ze zyje. Nazywal się 
chyba Jozek, o ile drewniana pamiec nie zawodzila naszego slupa. Codziennie,
po wypiciu 5-tego piwa, zaczyczal opowiadac historie swego zycia. Mowil, o
tym, jego rodzice zgineli w wypadku samochodowym, jak byl malym dzieckiem.
Pozniej zaczal pracowac w jakiejs firmie, z czasem awansowal na wysokie
stanowisko. Ozenil się z ukochana kobieta. Mial nawet dziecko, syna. Ale w
wieku 3 lat zmarlo na zapalenie opon mozgowych. Zona wpadla w gleboka
depresje i musieli zamknac ja w zakladzie dla oblakanych. On sam nie mogl się
pozbierac. Pzrestal pokazywac się w pracy. Zaczal pic. Stacil mieszkanie. I tak
znalazl się tutaj. Trwalo to jakis miesiac. Pozniej nagle zniknal.
	Wieczorami krecila się tutaj pewna kobieta. Bardzo mloda, ladna. 
Miala jakies 17 lat. Stala sobie w poblizu, czasami tez opierala się o ow slup. 
Usmiechala się zalotnie do przechodzacych mezczyzn, rozmawiala z nimi, a z
niektorymi gdzies odchodzila. Nastepnego dnia jednak wracala. Widac bylo,
ze jest nieszczesliwa. Rok temu poznala chlopaka i zakochala się w nim z
miejsca. Zaraz tez pojawila się niechciana ciaza. Facet odszedl gdzies. Gdy
jej rodzice dowiedzieli się o tym, wyrzucili ja z domu. Poszla do przytulka dla
bezdomnych, pozniej do domu samotnej matki. Urodzila coreczke. Znalazla
prace jako kelnerka w jakims obskurnym barze, ale pensja nie wystarcala na
utrzymanie dwoch osob. Oddala dziecko, a sama zaczela dorabiac sprzedajac 
swoje cialo.Chciala zaoszdzedzic troche pieniedzy, zeby kiedys odzyskac swoje
malenstwo. CZula jednak wyrzyty sumienia z tego co robi. Wiedzila, ze to
grzech. Modlila się do Boga o wybaczenie. Często wlsnie tutaj wyrzucala z
siebie rozpacz i nienawisc do tego swiata. A drewniany kolek sluchal i dawal
otuche.
	Widywal także co niedziele jedna stara kobiete. Chodzila rano do pobliskiego 
kosciola od wielu lat. Zawsze sama. Pewnie jej maz odszedl.
Na jej twarzy odbijala się obojetnosc i dziwny spokoj. Jakby dawno 
pogodzila się z soba i z zyciem, jakie by ono nie bylo. Nigdy się nie usmiechala.
Lecz pewnego dnia szla z mlodym mezczyzna. Chyba jej syn lub wnuk. Milczeli
cala droge. Wiecej się nie pojawila. Pozniej mowiono, ze wyjechala do duzego
miasta i zamieszkal z odnaleziona po latach rodzina. To chyba jedyna szczesliwie
zakonczono historia z tamtego okresu, choc wielu ludzi się tamtety przewijalo i 
wiele się dzialo. Tylko drewniana pamiec czasami się zaciera.
	Teraz nit nie przychodzi. Zamknieto owa knajpke, okolica wyludnila się.
Nawet tamta mloda kobieta gdzies się przeniosla. Pozostaly wspomnienia. Ale to
i tak duzo dla takiego pzredmiotu. Wystarczyly by na dlugie lata tkwienie 
bezczynnie w ziemi. Piekno i cierpienia ludzkiego swiata zebrane w
jednym tak malym pomieszczeniu. Niestety los nie byl tak laskawy.
Na horyzoncie ukazala się para ludzi. Niesli lopaty, pily ito.W splup wstapila
nadzieja i radosc. Nietrwala jednak dlugo. Szybko pojal po co ida i przestaszyl
się. Ale pzreciez nie mogl uciekac, bo nie mial nog. Zreszta nie widzial sensu.
Sladem ludzi pogadzil sie z wlasnym losem. Zalowal tylko, ze wiecej nie
zobaczy zadnego czlowieka, nie pozna nowej opowiesci, nie bedzie odczuwal
czyis emocji.
	Ludzie wyrwali go, wraz z "korzeniami". Bolalo. Chyba pierwszy raz 
poczul czym tak naprawde jest bol. Pocieli go. Wyplynal sok. Lzy i wolanie o
 pomoc. Robotnicy oniemieli. Ale mieli wykonac polecenia, nie mogli litowac
się nad kawalkiem starego drzewa. Wrzucili do w ogien. Ostakiem sil wydal
konajacy krzyk i zamarl na zawsze. Tak odszedl ostani drewniany slup. 

    
===================================================
© 1999 P s y b o r g
Kontakt: webmaster@kronika.rpg.pl